czwartek, 30 października 2014

Giermaziak jedzie po tytuł w USA

Giermaziak (z prawej) i Raciniewski liczą na udany weekend w Teksasie i tytuł mistrzowski. Foto: DR facebook
Polscy kierowcy profesjonalni to nie tylko Kubica czy Kajetanowicz. W nadchodzący weekend na torze w amerykańskim Austin o swoje pierwsze zwycięstwo w prestiżowym cyklu wyścigowym Porsche Supercup powalczy Kuba Giermaziak z Verva Lechner Racing Team.

W 2011 Giermaziak otrzymał nagrodę Odkrycie Roku
w ramach plebiscytu na najlepszego sportowca
w Polsce. foto: KG facebook
W wyścigach Porsche Supercup 24-latek z Gostynia startuje od 2010. Dotychczas jego największym sukcesem było trzecie miejsce w końcowej klasyfikacji w 2011. W tamtym sezonie Polak wygrał dwa z jedenastu wyścigów - na węgierskim Hungaroringu oraz belgijskim Circuit de Spa-Francorchamps - i zgromadził 140 punktów. 41 oczek więcej miał Niemiec Rene Rast, a do Austriaka Norberta Siedlera Giermaziakowi zabrakło tylko 5. punktów.

W latach 2012-13 zawodnik pierwszego w historii polskiego zespołu wyścigowego Verva Racing Team znowu plasował się w czołówce zajmując w ogólnym rozrachunku 7. i 5. miejsce, ale oprócz czterech miejsc na podium i dwóch pole positions nie udało mu się wywalczyć niczego więcej.

W obecnym sezonie - w ramach kontraktu z austriacką firmą Lechner - ekipa Giermaziaka i Brytyjczyka Bena Barkera rywalizuje pod nazwą Verva Lechner Racing Team i prowadzi w klasyfikacji zespołowej. Urodzony w Cambridge Barker (73 pkt) plasuje się na wysokim 6. miejscu, a Giermaziak (118 pkt) jest wiceliderem i traci tylko 5 oczek do Earla Bambera - nowozelandzkiego kierowcy startującego w barwach szwajcarskiego FACH Auto Tech. Polak wygrał w tym sezonie już trzy starty: w Monaco, Austrii i - po raz drugi w karierze - na Węgrzech, podczas gdy jego rywal triumfował w Belgii i Hiszpanii.

Giermaziak na trasie zwycięskiego wyścigu na Hungaroring
w lipcu 2014. Foto: KG facebook
W nadchodzący weekend na torze Circuit of the Americas w Austin w Teksasie odbędą się dwa ostatnie rozdania 22. edycji Porsche Supercup. Do zdobycia będzie więc aż 40 punktów, na co liczy Damian Raciniewski, menedżer Kuby i twórca zespołu VRT. "Taktyka na Austin jest bardzo prosta." - zdradza Raciniewski - "Pojechać lepiej niż Bamber."

Giermaziak nie będzie jedynym reprezentantem biało-czerwonych podczas wyścigu. W innym polskim zespole Forch Racing jeździ Rober Lukas, który w 2010 był partnerem Giermaziaka w Verva Racing Team. Lukas zajmuje obecnie 13. pozycję i ma na koncie 35 punktów.

Wyścigi nie będą niestety transmitowane przez amerykańskie stacje telewizyjne, natomiast zmagania kierowców będzie można obserwować przez internet za pośrednictwem stacji Polsat Sport News oraz Eurosport.

Ach, cóż to był za ślub, czyli Raul w Cosmosie!

Witamy w Nowym Jorku - Raul piłkarzem Cosmosu! Foto: NYCosmos.com
Piłka nożna w USA wzbogaciła się o kolejną mega gwiazdę. Od przyszłego sezonu logo Cosmosu Nowy Jork na koszulce po strzelonych golach całować będzie 37-letnia legenda madryckiego Realu i reprezentacji Hiszpanii Raul Gonzalez Blanco.

Raul i Marcos Senna - foto: instagram.com/marcossenna19 
Cosmos i Raul - ten flirt trwał już od jakiegoś czasu. Pierwsze, bardzo nieśmiałe wzmianki o obopólnej sympatii pojawiły się w grudniu 2013. Cosmos, który dzięki fenomenalnej dyspozycji kolegi Raula 38-letniego Marcosa Senny w tamtym sezonie wygrał wszystko co możliwe (paterę za mistrzostwo rundy jesiennej oraz puchar za triumf w Soccer Bowl) zaczął przymierzać się do rozmów z byłym graczem Realu. Szkoleniowiec nowojorczyków Giovanni Savarese wypowiadał się w samych superlatywach na temat piłkarza, który był wówczas związany lukratywnym kontraktem z katarskim Al Saad. Ten - wiedząc, że dokument traci swoją ważność w maju 2014 - odpłacał się pięknym za nadobne oficjalnie stwierdzając, że wszystko - włącznie z grą w amerykańskiej 2. lidze - jest możliwe.

Raul i Sebastian Guenzatti po październikowym treningu
Cosmosu. Foto: instagram.com/seba_seba17
Potem nadszedł czas na pierwszą randkę. Raul spotkał się z przedstawicielami Cosmosu przynajmniej dwukrotnie w marcu 2014. Za każdym razem była to Azja - najpierw Zjednoczone Emiraty Arabskie, a potem Dubaj - kiedy drużyna Daniela Szeteli przebywała tam na przedsezonowym obozie przygotowawczym. Zadowolony ze spotkań Senna, który niewątpliwie wcielił się w rolę swatki, wrzucał na instagram fotki z promiennie uśmiechniętym Raulem. Czyli uczucie nie tylko zostało podtrzymane, ale wydatnie przybrało na płomienności.

Ślub miał się odbyć latem, bo Cosmos widział Raula u siebie już podczas rozpoczynającej się w lipcu rundzie jesiennej NASL, ale sprawę opóźniły dwie rzeczy. W maju ekipa Al Saad awansowała do ćwierćfinału azjatyckiej Ligi Mistrzów, co sprawiło, że Raul chciał pomóc im w dalszej walce o to trofeum, której pierwsza odsłona - dwumecz z Al-Hilal - miała się odbyć w sierpniu. Włodarze 13-krotnych mistrzów Qatari League też chcieli, ale na przeszkodzie stanęły pieniądze, bo Raul - według goal.com - ze swoją niebagatelną gażą 16.7 miliona dol. był w ubiegłym sezonie 13. najlepiej zarabiającym piłkarzem na świecie. Wreszcie 26 czerwca - dzień przed Raula 37. urodzinami - Al Saad oficjalnie podziękował piłkarzowi, który w przeciągu dwóch lat rozegrał w Katarze 39 spotkań i strzelił 11 bramek w lidze i 5 (bez goli) w Lidze Mistrzów.

W Nowym Jorku nie tracą czasu i w sklepie klubowym
 do nabycia jest już koszulka Raula, która kosztuje
zaledwie 115 dol. Foto: NYCosmos.com
Utorowana droga sprawiła, że na początku października Raul wreszcie zawitał w Nowym Jorku. Spędził tam kilka pracowitych dni i oprócz wspólnych zakupów z żoną na Piątej Alei wziął udział w treningach, oglądał obiekty i wreszcie sam mecz podopiecznych Savarese z Indy Eleven zakończony - jakby na zachętę - bezbramkowym remisem. W kuluarach mówiono, że - na dokładkę do kolejnego lukratywnego kontraktu - do posagu dorzucono mieszkanie w elitarnej, przyoceanicznej dzielnicy Long Island oraz posadę Dyrektora Akademii Piłkarskiej Cosmosu, która ma powstać w 2015.

Nie wiadomo dokładnie ile Raul ma zarabiać w Cosmosie, gdzie - mówiąc bez ogródek - piłkarzom się nie przelewa. Większość z nich zarabia grubo poniżej 50 tys. dol. za rok gry, a wyjątkiem jest Senna ze swoją półmilionową pensją. Nie wiadomo także na jak długo opiewa dokument o formalnym związku pomiędzy piłkarzem a klubem, ale pewne jest, że 30 października poleje się szampan i Raul po raz pierwszy wdzieje na siebie białą niczym weselny welon koszulkę Cosmosu. Przebranie w sam raz na Halloween, choć wszyscy liczą, że Raul zacznie siać prawdziwy strach i panikę dopiero wiosną 2015 już na boiskach NASL.

poniedziałek, 27 października 2014

MLS: Rekord BWP

Takimi hołubcami celebruje strzelenie każdej bramki Bradley Wright-Phillips. W tym roku wykonał ich już 27.
Foto: Rob Tringali / RBNY  
Bradley Wright-Phillips udowodnił niedowiarkom, że potrafi strzelać i bez Thierry'ego Henry. W niedzielnym starciu ze Sportingiem Kansas City Anglik nie tylko zdobył obie bramki i wyrównał strzelecki rekord MLS, ale jeszcze sprawił, że Red Bulls w czwartek w pierwszej rundzie playoffs zagrają na własnym obiekcie. Ich przeciwnikiem będzie... Sporting!

Było to ostatnie w sezonie zasadniczym spotkanie w MLS. Obie drużyny zapewniły sobie awans do playoffs już wcześniej, ale i tak miały o co walczyć. Gospodarze w przypadku zwycięstwa nie musieliby grać w środku tygodnia w pierwszej rundzie, natomiast trzy punkty dawały Red Bulls przewagę w postaci meczu na własnym boisku.

Mecz był także szczególnie ważny dla dwóch graczy walczących o koronę króla strzelców: Bradley Wright-Phillipsa i Doma Dwyera, których w klasyfikacji dzieliły trzy trafienia. Już w 8.min swojego 23. gola w sezonie mógł strzelić Dwyer, ale jego strzał z lewej strony w bardzo dobry sposób obronił Luis Robles. Minutę później w dogodnej sytuacji pomylił się Kevin Ellis i potem zaczął się BWP show. W 15.min były gracz Manchesteru City i Southampton wykorzystał dobre podanie Erica Alexandra i błąd obrońcy Sportingu i z zimną krwią wykorzystał sytuację jeden-na-jeden z Erickiem Kronbergiem. W tym momencie do wyrównania rekordu Roya Lassitera i Chrisa Wondolowskiego brakowało mu tylko jednego gola.

BWP szukał go jeszcze przed przerwą, ale zmarnował dwie dogodne szanse. Kolejną zniweczył Lloyd Sam i Sporting mógł dziękować niebiosom, że na pauzę schodził tylko z jednobramkową stratą. W drugiej części nadal na boisku niespodziewanie panowali goście. W 53.min po strzale głową Daxa McCarty piłkę z linii bramkowej wybijał obrońca Kansas. W 70.min Roy Miller kopnął futbolówkę daleko w kierunku bramki gospodarzy. Wydawało się, że Aurelien Collin ma wszystko pod kontrolą, ale wmieszał się w to wszystko Wright-Phillips, zszedł do środka i ze spokojem posłał piłkę do siatki pomiędzy nogami ofiarnie interweniującego Matta Beslera.

Rekord Lassitera i Wondo mógł paść w 83.min, ale BWP po dalekim crossie Sama i wkręceniu Beslera w ziemię nie zdołał podcinką posłać piłkę nad wychodzącym z bramki Kronbergiem. Ta sytuacja sprawiła, że bohater spotkania - mimo zapewnienia gościom 3. punktów i atutu własnego boiska w pierwszej rundzie playoffs - schodził z boiska z lekkim uczuciem niedosytu.

Teraz dla Red Bulls zaczyna się droga do MLS Cup, którego jeszcze nigdy w historii nie wywalczyli. Na początek starcie ze Sportingiem Kansas City w najbliższy czwartek 30 października o 20:00 na Red Bull Arena w Harrison. Zwycięzca tego spotkania zmierzy się w kolejnej rundzie w dwumeczu z DC United.

26 październik 2014
Sporting Park - Kansas City, KS

Sporting Kansas City - New York Red Bulls 0:2 (0:1)
0:1 - Bradley Wright-Phillips 26 (Eric Alexander 9) 15'
0:2 - Bradley Wright-Phillips 27 (bez asysty) 70'

Sporting Kansas City (14-13-7, 49 pkt): Eric Kronberg, Kevin Ellis, Aurelien Collin, Matt Besler, Seth Sinovic, Paulo Nagamura, Graham Zusi, Lawrence Olum (Mikey Lopez 30'), Sal Zizzo (Toni Dovale 63'), Jacob Peterson (Claudio Bieler 76'), Dom Dwyer

New York Red Bulls (13-10-11, 50 pkt): Luis Robles, Richard Eckersley, Jamison Olave, Ibrahim Sekagya (Damien Perrinelle 85'), Roy Miller, Eric Alexander (Connor Lade 91'+), Dax McCarty, Lloyd Sam (Ruben Bover 79'), Ambroise Oyongo, Tim Cahill, Bradley Wright-Phillips

Sędziował: Armando Villarreal
Widzów: 19,188

niedziela, 26 października 2014

NASL: Grają bez Polaków

Po raz pierwszy od dwóch lat w kolejce NASL nie wystąpił żaden Polak. Cosmos bez pauzującego za kartki Daniela Szeteli zremisował u siebie 2:2 z Tampa Bay Rowdies a Skorpiony bez kontuzjowanego Tomasza Zahorskiego niespodziewanie pokonały w Minnesocie United 1:0.


Diomar Diaz walczy o piłkę z Evansem Frimpongiem. Foto: NY Cosmos
Remis Cosmosu na pożegnanie

Bez sześciu podstawowych zawodników przyszło grać Cosmosowi w ostatnim przed własną publicznością meczu rundy jesiennej przeciwko Tampa Bay Rowdies. Kontuzje wyeliminowały Roversio, Andresa Floresa i Jimmy Ockforda, Connor Lade powrócił do Red Bulls z wypożyczenia, natomiast z powodu kartek nie mogli zagrać Carlos Mendez oraz Daniel Szetela.

Mimo tylu osłabień Cosmos zagrał nieźle, a niemal 9-tysięczna publiczność obejrzała ciekawy mecz okraszony czterema golami. Jako pierwsi do siatki trafili goście, którzy w 25.min wykonywali rzut wolny. Do wrzuconej przez Darella Russella w pole karne piłki wyszedł Jimmy Maurer, ale popełnił błąd źle obliczając jej lot, co skwapliwie wykorzystał Evans Frimpong ubiegając golkipera miejscowych i głową pakując piłkę do pustej bramki. Głupio stracony gol podziałał na Cosmos jak płachta na byka i już jeden z pierwszych ataków przyniósł im wyrównanie. W 27.min Sebastian Guenzatti zaatakował pressingiem obrońcę Rowdies, który stracił piłkę na rzecz Hagopa Chirishiana. Mający albańskie korzenie piłkarz popędził z nią na bramkę i mimo ostrego kąta pokonał Matta Pickensa.

Gospodarze, którzy mieli jeszcze szanse na drugie miejsce w całorocznej tabeli - co zaowocowałoby meczem u siebie w pierwszej rundzie playoffs - mogli wyjść na prowadzenie w 43.min, ale Danny Mwanga nie trafił do pustej bramki po ładnej akcji i podaniu Hansa Denissena. Upragniony gol padł, ale już po przerwie. W 50.min rzut wolny z kilkunastu metrów od bramki graczy z Florydy wykonywał Marcos Senna. Hiszpan w swoim stylu pięknym rogalem posłał piłkę nad murem prosto w okienko świątyni Pickensa. Gol palce lizać!

Cosmos nie zwalniał tempa i mógł strzelić trzecią bramkę, ale w 62.min Mads Stokkelien trafił w wewnętrzną stronę słupka, a piłkę zmierzającą do siatki wyekspediował w pole Jordan Gafa. W końcówce do głosu doszli goście, ale ani Brian Shriver, ani Lucky Mkosana nie wykorzystali dogodnych okazji. Dopiero w 91.min do dziwnie odbitej przez Maurera piłki doskoczył Frimpong, który nie mógł nie skorzystać z kolejnego w tym meczu prezentu bramkarza Cosmosu.

Na 30 sekund przed zakończeniem spotkania na boisku doszło do bójki, którą sprowokował Russell atakując Sennę. Ten nie pozostał jemu dłużny i obaj piłkarze wylecieli z boiska. Rozdzielać musiano także innych zawodników, w związku z czym arbiter zakończył to widowiskowe spotkanie.

Za tydzień Cosmos czeka ciężka wyprawa do San Antonio na mecz ze Scorpions, który będzie jednocześnie przedsmakiem pierwszej rundy playoffs. Zadanie będzie o tyle trudne, że nowojorczycy będą zmuszeni radzić sobie bez Senny.

Cosmos - Tampa Bay Rowdies 2:2 (1:1) Chirishian 27', Senna 50' - Frimpong 25', 90+1'
Cosmos: Jimmy Maurer - Jimmy Mulligan, Hunter Freeman, Hunter Gorskie, Ayoze - Marcos Senna, Joseph Nane (Dane Murphy 85'), Sebastian Guenzatti, Hans Denissen, Hagop Chirishian (Diomar Diaz 67') - Danny Mwanga (Mads Stokkelien 46')

Ekipa Scorpions niespodziewanie pokonała w Minnesocie United 1:0. Foto: Minnesota United
Skorpiony lepsze od Minnesoty

W sobotni wieczór Minnesota United mogła zapewnić sobie tytuł Mistrza Jesieni NASL. Do pełni szczęścia potrzebny im był zaledwie jeden punkt w starciu ze swoim najgroźniejszym rywalem San Antonio Scorpions. Ale niespodziewanie goście wywieźli z gorącego terenu komplet punktów i sprawa tytułu rozstrzygnie się za tydzień.

W przedostatniej kolejce rundy jesiennej NASL terminarz skojarzył dwie najlepsze w tym sezonie drużyny, aspirujące nie tylko do tytułu Mistrza Fall 2014, ale i wygrania całego Soccer Bowl. Minnesota, która u siebie jeszcze w tym sezonie nie przegrała przystępowała do spotkania po ubiegłotygodniowym, rozczarowującym 0:0 z Cosmosem Nowy Jork. Chcąc zmazać plamę i dać niemal 7-tysięcznej widowni powody do świętowania gospodarze od samego początku ruszyli do ataku. Mimo sporej przewagi i kilku dobrych okazji Miguela Ibarry i Rafaela Burgosa bramki jednak nie padały i pierwsza część zakończyła się wynikiem 0:0.

W 11.min drugiej odsłony Daniel Mendes nie trafił w bramkę po dobrym podaniu od Burgosa i ta okazja musiała się zemścić. W 61.min Walter Restrepo dostrzegł wychodzącego na czystą pozycję Ceasara Elizondo, który nie miał problemów z pokonaniem Matta Van Oekela. Po zdobyciu gola goście cofnęli się jeszcze bardziej i bronili się mądrze i uważnie. United nie udało się sforsować szczelnie zwartej defensywy i mecz zakończył się niespodziewanym zwycięstwem grających bez kontuzjowanego Tomasza Zahorskiego Scorpionów.

Ta wygrana może mieć olbrzymie psychologiczne znaczenie w perspektywie meczów w fazie playoff, bo w nagrodę za uporanie się z przeszkodami w pierwszej rundzie mogą znów stanąć naprzeciw siebie w walce o najcenniejsze trofeum w NASL - Soccer Bowl.

Minnesota United - San Antonio Scorpions 0:1 (Elizondo 61')
Scorpions: Saunders - Borrajo, James, Cann, Janicki - DeRoux, Menjivar, Restrepo, Castillo - Forbes (Caesar 86'), Elizondo (Hassli 73')

Inne wyniki:
Ft. Lauderdale Strikers - FC Edmonton 0:0, Atlanta Silverbacks - Carolina RailHawks 0:2 (Sandoval 38', Novo 48'k), Ottawa Fury - Indy Eleven 1:2 (Oliver 90' - Jhuliam 28', Pineda 90')

Tabela po 17. kolejkach:
1. Minnesota United 17 34 29:17
2. San Antonio Scorpions 17 32 29:15
3. FC Edmonton 17 26 21:17
4. Ft. Lauderdale Strikers 17 26 19:20
5. Cosmos 17 23 23:23
6. Carolina RailHawks 17 23 25:26
7. Indy Eleven 17 22 19:24
8. Tampa Bay Rowdies 17 19 23:32
9. Ottawa Fury 17 16 19:24
10. Atlanta Silverbacks 17 13 19:28

Spotkanie z młodym aktorem i pomoc Karince

W sobotnie popołudnie dzieci z polskiej szkoły w Bridgeport spotkały się wirtualnie z młodym polskim aktorem
Natanem Czyżewskim podczas charytatywnego seansu Gabriela. Foto: Monika Satur-Szydłowski
Blisko 100 dzieci pojawiło się w sali pod kościołem Św. Michała w Bridgeport na charytatywnym seansie nowego polskiego filmu Gabriel zorganizowanym przez Szkołę Kultury i Języka Polskiego im. Jana Pawła II oraz fundację Polonia for Kids. Zebrano ponad $500, a specjalnym gościem był Natan Czyżewski - odtwórca tytułowej roli - z którym połączono się za pośrednictwem internetu.

Szkoła w Bridgeport przyłączyła się do pomocy Karince.
Foto: Monika Satur-Szydłowski
Kiedy 1.5 roku temu Polonia na Wschodnim Wybrzeżu ratowała oczko 7-letniego Adasia Aftyki do akcji przyłączyła się też m.in. polska szkoła w Bridgeport. W tym roku Zarząd placówki - pod kierownictwem Izabeli Pardo-Małeckiej, Edyty Kułak oraz ojców franciszkanów Stefana Morawskiego i Michała Nowaka - postanowił przyłączyć się również do pomocy innemu dziecku: 4-letniej Karince, która urodziła się z zespołem wad twarzoczaszki i obecnie czeka na 11. już operację protezowania oczodołu.

Akcję pomocy dziewczynce z Łasku zainicjowała fundacja Polonia for Kids, która w tym celu sprowadziła do USA świetny, dziecięcy, polski film Gabriel. Jest to dzieło Mikołaja Haremskiego, opowiadające historię 12-letniego Tomka, który ucieka z domu w poszukiwaniu swojego ojca. Towarzyszy mu młodszy chłopiec o imieniu Gabriel, który posiada nadnaturalne zdolności i tajemnicę, która zostaje rozwikłana pod koniec filmu. Dzięki uprzejmości studia Anima-Pol z Łodzi dzieło jest wyświetlane wśród Polonii, a cegiełki za wstęp zasilają konto fundacji.

Grupa szczęśliwych dzieci, które zadawały pytania
Natanowi. Foto: TM
Seans w Bridgeport był drugim pokazem Gabriela w USA. 1 czerwca Polonia for Kids zorganizowała darmową projekcję w Elizabeth w New Jersey. Wówczas w Ritz Theatre pojawiło się prawie 200 osób, tym razem na sali pod kościołem było ich połowę mniej. Wszyscy widzowie z zapartym tchem oglądali perypetie Tomka i Gabriela, śmiechem kwitowali niezdarność innej dwójki bohaterów - rabusiów, a końcowe napisy nagrodzili gromkimi brawami. Jednak jeszcze większa porcja oklasków powędrowała w kierunku odtwórcy roli Gabriela Natana Czyżewskiego, który za pośrednictwem internetu połączył się z dziećmi z Bridgeport ze swojego domu w Warszawie. Towarzyszyła mu dwójka młodszego rodzeństwa: Liliana i Franek oraz - ku niepocieszeniu dziewcząt z polskiej szkoły - sympatia Sandra. Uczniowie Moniki Satur-Szydłowski z klasy V oraz rok młodsi z klasy Izabeli Pardo-Małeckiej przygotowali porcję pytań, na które Natan odpowiadał zupełnie bez tremy i dużym poczuciem humoru. I tak n.p. zapytany przez 9-letniego Kacpra Kułaka czy wie gdzie jest Bridgeport odparował: "Pewnie, że wiem! W Ameryce!"

To było bardzo radosne popołudnie. Foto: Monika
Satur-Szydłowski
Popołudnie z filmem Gabriel i Natanem Czyżewskim przyniosło dzieciom z Bridgeport sporo radości i frajdy. Natan również wydawał się być zadowolony z wirtualnego spotkania z młodą Polonią. Ale najbardziej ucieszą się rodzice Karinki, która niedługo otrzyma zastrzyk finansowy w wysokości 600 dol. na konto następnej, zaplanowanej na grudzień operacji, która jednorazowo kosztuje cztery razy więcej.

Fundacja Polonia for Kids zachęca szkoły i organizacje polonijne do zorganizowania podobnych imprez charytatywnych z projekcją filmową w programie, aby zebrać brakujące fundusze na grudniową operację. Po więcej informacji zadzwoń: 201 878 7990 lub email: polonia4kids@gmail.com

piątek, 24 października 2014

Mateusz Szlenk: Chcę się rozwijać i mieć perspektywę na grę w Bundeslidze

Drużyna SC Paderborn U19. Mateusz Szlenk w trzecim rzędzie w środku. Foto: SC Paderborn


SC Paderborn to beniaminek Bundesligi, który po 4. kolejkach sensacyjnie przewodził nawet całej stawce. W klubie z Westfalii trenuje także i Polak, 17-letni Mateusz Szlenk, który ubiegłego lata przeniósł się tam z Akademii GKS Tychy. 


Tomasz Moczerniuk (www.papatomski.com): W przerwie letniej stałeś się piłkarzem klubu, który jest rewelacją Bundesligi. Jak do tego doszło?

Mateusz Szlenk: Do SC Paderborn pojechałem najpierw na testy. Trwały one tydzień. Początkowo trenowałem z ekipą U19, potem z U23, która jest równocześnie bezpośrednim zapleczem pierwszego zespołu. Oferta kontraktowa pojawiła się zaraz po testach i oczywiście z niej skorzystałem.

Dlaczego Twój wybór padł na ekipę z Westfalii?

M.S.: Ponieważ pierwsza drużyna gra w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech, którzy przecież są Mistrzami Świata. Dodatkowo treningi z U19 i U23 zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Zaangażowanie zawodników, poziom gry i struktura samego treningu bardzo mi się podobały. Poczułem się tam naprawdę bardzo dobrze.

Szlenk w barwach GKS Tychy.
Foto: GKS Tychy
W Polsce grałeś m.in. w UKS Grom Tychy oraz tyskim GKS, który obecnie rywalizuje na zapleczu Ekstraklasy. Czy nie próbowano Ciebie zatrzymać w śląskim klubie?

M.S.: W Tychach otrzymałem propozycję z pierwszej drużyny, ale uznałem że wyjazd na Zachód będzie lepszym rozwiązaniem. Mam 17 lat, obecnie najważniejszy jest dla mnie rozwój, który w Niemczech jest możliwy w stu procentach.

Czy oprócz GKS miałeś jakieś oferty z innych klubów?

M.S.: Byłem na testach w holenderskich De Graafschap i NEC Nijmegen. Z obu klubów pojawiło się zainteresowanie moją osobą. Po dłuższym zastanowieniu uznałem jednak, że kierunek niemiecki będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem.

Na jakich zasadach podpisałeś kontrakt w Paderborn i na jaki okres czasu on opiewa?

M.S.: Jest to kontrakt młodzieżowy i podpisany na 2 lata. Klub zaoferował mi internat jednak wybrałem mieszkanie w pobliskiej miejscowości Soest. Paderborn opłaca mi karty na pociąg i komunikację miejską.

Na co dzień trenujesz z drużyną U19. Kto jest waszym szkoleniowcem?

M.S.: Naszym trenerem jest 40-letni Markus Feldhoff, były zawodnik m.in. Bayeru Leverkusen, gdzie grał z Adamem Ledwoniem oraz VfL Wolfsburg, gdzie jego kolegami byli Andrzej Juskowiak, Waldemar Kryger i Krzysztof Nowak. Rozegrał 3 mecze w Lidze Mistrzów, a w 1997 roku w meczu z Bayernem Monachium strzelił trzy bramki Oliverowi Khanowi. Jest świetnym trenerem, wcześniej siedzał na ławce szkoleniowej Energie Cottbus. Uważam że jestem w dobrych rękach i pod jego okiem nie muszę się martwić o swój rozwój.

Po treningu z Petarem Krsticiem - reprezentantem
Macedonii. Foto: Facebook
Jak wygląda rywalizacja w drużynie oraz w A-Junioren Westfalenliga FLVW - niemieckiej regionalnej lidze juniorów?

M.S.: Jest zdecydowanie inaczej niż w Gromie czy GKS Tychy. Zaangażowanie każdego zawodnika stoi na najwyższym poziomie i każdy z nas musi ciężko pracować żeby wywalczyć sobie miejsce w kadrze meczowej czy pierwszej jedenastce. Trener nie ma więc łatwego zadania. Mimo iż w drużynie nie ma reprezentantów Niemiec - natomiast jest jeden reprezentant Bośni i Hercegowiny - spisujemy się dobrze i po 5. kolejkach zajmujemy drugie miejsce w tabeli.

Tobie idzie na tyle dobrze, że wpadłeś w oko trenerowi rezerw, który zaprosił Ciebie niedawno do gry w meczu testowym przeciwko pierwszej drużynie. Jak wrażenia?

M.S.: Gra przeciwko profesjonalnym piłkarzom, którzy na co dzień występują w jednej z najlepszych lig na świecie była dla mnie wielkim wydarzeniem. Rezerwy grają w lidze regionalnej, dlatego nie byliśmy faworytami i przegraliśmy 3:6, ale zagrałem 70 minut i byłem z siebie zadowolony. Trenerzy również podzielali moje zdanie, więc ten mecz będę z pewnością bardzo mile wspominał.

Na jakiej pozycji zagrałeś?

M.S.: Na mojej nominalnej - środkowego obrońcy. Tam się czuję najlepiej. Na innych pozycjach jeszcze nie byłem wystawiany.

Co sądzisz o pierwszej drużynie, która jest rewelacją Bundesligi? Typowano ją do spadku, ale po tak dobrym starcie chyba można spodziewać się więcej?

M.S.: Wysoka pozycja w tabeli jest dla mnie dużym, pozytywnym zaskoczeniem. Chodzę regularnie na mecze pierwszej drużyny i widzę, że jest solidna i potrafi systematycznie grać na najwyższym poziomie. Mimo wszystko wciąż uważam, że naszym sukcesem będzie utrzymanie się w Bundeslidze.

W drodze na trening. Foto: Mateusz Szlenk
Twój klub do roli Kopciuszka predysponują także takie dziwolągi jak: zakaz rozgrywania meczów w piątki po 20:30, najmniejszy stadion w całej lidze oraz 1900 miejsc parkingowych dla... rowerów. Czy przez to rywale traktują Paderborn z przymrużeniem oka?

M.S.: Stadion mamy dokładnie taki sam jak Piast Gliwice. O ciszy nocnej i miejscach dla rowerów nie wiedziałem. Mówiąc krótko są one dosyć dziwne. Ale drużyna udowodniła, że nie są chłopcami do bicia i utarła nosa niedowiarkom. To piękna historia kiedy klub z najmniejszym stadionem i budżetem wygrywa z takimi drużynami jak Hamburg, Hannover czy Eintracht Frankfurt. Oby tak dalej!

Twój kontrakt opiewa na dwa lata - czy zakładasz sobie, że w ciągu tego okresu znajdziesz się w kadrze pierwszej drużyny?

M.S.: Oczywiście, że chciałbym w najbliższej przyszłości zadebiutować w pierwszej drużynie, ale nie zakładam sobie na to z góry żadnych terminów. Po to przeniosłem się do Niemiec, aby się rozwijać i mieć perspektywę na grę w Bundeslidze.

A co z kadrą Polski? Czy z Niemiec będzie Ci do niej bliżej niż z Tych?

M.S.: Mam nadzieję. W przeszłości słyszałem coś o powołaniu do kadry U17, ale oficjalnie nic się nie wydarzyło. Teraz gram w lepszym klubie, przeciwko świetnym piłkarzom, robię postępy i jestem do dyspozycji trenerów polskich młodzieżówek.

W Paderborn jest całkiem spora ilość Polaków. Spotkałeś już tam kogoś mówiącego po Polsku?

M.S.: Nie spotkałem nikogo mówiącego w moim ojczystym języku. Mam nadzieję, że wkrótce poznam kogoś z kim będę mógł „normalnie” porozmawiać (śmiech).

Skoro o językach to w jakim stopniu znasz niemiecki?

M.S.: W szkołach publicznych w Polsce język niemiecki stoi na bardzo niskim poziomie, więc mimo iż uczyłem się go przez trzy lata to moja wiedza jest bardzo podstawowa. Ale szybko to nadrobię, bo w klubie zacząłem niedawno intensywny kurs językowy.

Wyjechałeś z Polski kilka miesięcy temu, ale jakiej rady udzieliłbyś swoim rówieśnikom w Polsce: szukanie klubu za granicą czy może jednak próby zaistnienia w kraju?

M.S.: Przede wszystkim należy cały czas ciężko pracować i nigdy się nie poddawać. W Polsce szkolenie nie stoi na najwyższym poziomie, więc trzeba szukać możliwości na to żeby się rozwijać. A jest to możliwe tylko w takich miejscach, w których szkolenie jest na odpowiednio wysokim poziomie.

środa, 22 października 2014

Miazga: Playing in Brazil was awesome

Miazga (3rd from the right in the last row) and the U23 team in Brazil. Foto: ussoccer.com
In the last few months a 19-year old Red Bull defender Matt Miazga played more with the US youth national teams than his home club. Tonight, a week after his first stint with a U23 team he will suit up for a CONCACAF Champions League game vs Montreal Impact, which - despite the standings - he does see as meaningless. 

Tomek Moczerniuk (www.papatomski.com): How was your U23 trip to Brazil week? 

Mateusz Miazga: Even though it was much shorter than the U20 one in September in Argentina it was great. It went by really fast. We spent a few days in Brasilia, trained, got to know each other and at the end played against a soccer powerhouse in their own backyard. Personally I gained plenty of valuable experience and obviously I saw what is needed at the next level of international football - that being the Olympics.

Let's talk about the game a little bit. Was the 0:3 score fair?

M.M.: I wouldn't say it was fair, because we had a lot of clear-cut chances, which we did not finish. I thought there was spell in a game at the beginning of the second half were we took control. Mario Rodriguez could've easily had two goals alone, Jordan Morris and Dennis Flores had their opportunities as well. But that's the game of soccer - sometimes it's cruel, when one team doesn't score the other team will. And that's what Brazil did with their chances.

You played last 30 minutes and were on the field when Brazil scored twice. Could these goals have been prevented?

M.M.: I think so and I do feel partially responsible for that. Whenever a goal is scored against us it's my fault in a way. I play in the center of defense and it's my job to not let the opponent score.

How was it to play in the World Cup arena with 10,000 people in attendance?

M.M.: I have played in front of bigger crowds in the MLS, but this was the biggest one I played for in terms of my international experience. The atmosphere was unbelievable and a feeling to play in a World Cup stadium - especially against a nation like Brazil in their capital - was just awesome.

What does it mean for you to face football giants - Argentina and Brazil - prior to your olympic qualifiers?

M.M.: It's always a huge test to play such powerhouse nations in the game of soccer, but it prepares us well for what's ahead of us. Since they are one the best teams we know what level we need to bring to compete and beat teams like Brazil and Argentina.

In the meantime Poland U20 - which you got a call for as well - beat Italy and Switzerland in a Four Nation Tournament. Were you surprised how well they’ve done?

M.M.: Yes! I've seen the highlights of the Italy game and I followed the score of the Swiss game. It was good to hear that they have won both games!

Tonight you will be back in the Red Bulls starting line up. Do you think it will be a meaningless game?

M.M.: Even though we are out of the CL this game will be far from meaningless for us players. I think it's good to get a game for most of us that haven't gotten many minutes this year. We also want to impress the coaches and show them that they can count on us come playoff time. We're ready to play and contribute and personally I am very excited to be back on the starting XI.