sobota, 16 sierpnia 2014

Tenis: Ruszył Connecticut Open

Czy Caro Wozniacki wygra CT Open po raz piąty? Foto: Connecticut Open
Koniec wakacji w Nowym Jorku oznacza start tenisowych zmagań na US Open. Zanim jednak najlepsze rakiety świata wyjdą na korty Flushing Meadows czołowe zawodniczki zjechały do New Haven, aby walczyć o triumf i pulę 710 tys. dolarów w Connecticut Open.

To pierwsza edycja turnieju pod nowym szyldem. We wcześniejszych latach impreza odbywała się pod bardziej lokalną nazwą New Haven Open. Zmiana nie wpłynęła jednak na prestiż, bo w turnieju gra 22. zawodniczki z pierwszej 40-tki rankingu WTA. Z jedynką rozstawiona jest ubiegłoroczna triumfatorka Rumunka Simona Halep (2 WTA), która w 2013 w finale rozprawiła się z Petrą Kvitovą 6:2 6:2. Czeszka (4 WTA) to z kolei zwyciężczyni sprzed dwóch lat. Ją również - podobnie jak Eugenie Bouchard (8 WTA) i Dominikę Cibulkovą (13 WTA) - zobaczymy w tym roku na kortach w New Haven. Nie zabraknie całej plejady Włoszek: Flavii Penetty (13 WTA), Sary Errani (14 WTA), Roberty Vinci (26 WTA), Camili Giorgi (37 WTA), Franceski Schavione (77 WTA) oraz Karin Knapp (74 WTA), która w pierwszej rundzie kwalifikacji pokonała Polkę Katarzynę Piter (109 WTA) 6:2 6:0.

23-letnia Piter była jedyną naszą reprezentantką podczas tegorocznych zmagań w New Haven. Będziemy jednak trzymać kciuki za zawodniczki z polskimi korzeniami: Australijkę Samanthę Stosur (WTA 22), Kanadyjkę Aleksandrę Wozniak (96 WTA) oraz Carolinę Wozniacki (12 WTA), która między 2008-11 wygrywała ten turniej cztery razy z rzędu.

James Blake i Andy Roddick wyjdą na kort we czwartek.
foto: Connecticut Open 
W New Haven zobaczymy także najlepsze deblistki świata oraz dwa specjalnie zaaranżowane mecze legend męskiego tenisa. W środę 20 sierpnia o 19 pochodzący z pobliskiego Fairfield James Blake zmierzy się z Jimem Courierem, a dzień później o tej samej porze publiczność obejrzy starcie Blake vs Andy Roddick.

Organizatorzy zadbali także o atrakcyjne ceny biletów: wejście na sesje poniedziałkowe kosztuje $31 dla osoby dorosłej i $16 dla dziecka. Na sesje #2 (poniedziałek rano), #4, #5 (wtorek) i #6 (środa rano) można skorzystać z oferty kup dwa bilety w cenie jednego. Na wszystkie sesje (włącznie z finałem, który rozegrany zostanie w sobotę 23 sierpnia) można także nabyć pakiety rodzinne po promocyjnych cenach. Wszystkie informacje na temat biletów: http://www.ctopen.org/TicketsAndTravel

czwartek, 14 sierpnia 2014

Za oceanem murem za Legią

Piłkarze Cosmosu wspierają Legię: od lewej: Dimitrow, Daniel Szetela, Nane, Ayoze, Denissen. Foto: Danny Szetela
Decyzja UEFA o przyznaniu Celticowi Glasgow walkowera w drugim spotkaniu 3. rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów przeciwko Legii Warszawa odbiła się szerokim echem w środowisku piłkarskim na całym świecie. Poparcie dla stołecznego klubu, który odpadł z rywalizacji o fazę grupową LM wyrazili także zawodnicy z polskimi korzeniami występujący na codzień za oceanem: Mateusz Miazga, Danny Szetela czy Krzysztof Król. 

Przypomnijmy, że warszawska Legia okazała się lepsza w 3. rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów od szkockiego Celticu Glasgow. W pierwszym meczu w Polsce padł wynik 4:1 dla wojskowych, a tydzień później w Edinburghu znowu górą - tym razem w stosunku 2:0 - był Mistrz Polski. W 87.min meczu rewanżowego - już przy stanie 2:0 dla Legii - na boisku pojawił się obrońca Bartosz Bereszyński, który w ostatnim spotkaniu grupowym ubiegłorocznej edycji Ligi Europy przeciwko Apollonowi Limassol został ukarany czerwoną kartką. Dodatkowo Polak miał za to pauzować przez następne trzy spotkania w rozgrywkach pucharowych.

Gracze Red Bulls: od lewej: Kimura, Meara,
Mateusz Miazga, Armando i Castano.
Foto: Mateusz Miazga
Matematyka się zgadzała, bo Bereszyński nie zagrał w obu meczach 2. rundy el. do Ligi Mistrzów przeciwko St. Patrick's Athletics, a potem w pierwszym spotkaniu z Celtikiem na Łazienkowskiej. W rewanżu przez 87 minut siedział na ławce, co - jak się okazało po meczu - już było wbrew przepisom UEFA, które określają, że zawieszony zawodnik musi być zgłoszony do rozgrywek przed każdą z rund, ale nie może być w składzie meczowym (czyli być do dyspozycji trenera).

Legia - rzecz jasna niechcący - tego się nie dopatrzyła i nie zgłosiła zawieszonego Bereszyńskiego na dwumecz z St. Patrick's w związku z czym Polak zamiast trzech odcierpiał tylko jeden ze swoich meczów karencji. Czujnością wykazał się natomiast delegat UEFA, którzy natychmiast po laniu, jakie spuściła Celticowi Legia zgłosił sprawę Beresia do centrali. Decyzja europejskiej federacji była równie szybka: walkower 3:0 dla Szkotów, co oznaczało, że polski zespół znalazł się za burtą.

Warszawski zespół walczy obecnie z decyzją odwołując się do Trybunału Arbitrażowego w Lozannie, dopatrując się nieścisłości w regulaminie Ligi Mistrzów oraz w działaniu komisji dyscyplinarnej. Wyraża także opinię, że kara jest zbyt okrutna w stosunku do wydarzeń boiskowych, gdzie Legia bezapelacyjnie zdemolowała swojego przeciwnika aż 6:1. Szanse na powodzenie odwołania są niewielkie, ale jak to mawiał Kazimierz Górski: "dopóki piłka w grze...".

Aby zwrócić uwagę środowiska na niecodzienną sytuację legioniści rozpoczęli akcję na portalach społecznościowych pod hasłami: #LetFootballWin oraz #NiechWygraFutbol. Szybko dołączyli do niej obecni i byli gracze oraz sympatycy warszawskiego klubu m.in. Jakub Rzeźniczak, Grzegorz Szamotulski, Rafał Wolski (Fiorentina) czy Maciej Rybus (Terek Grozny). Poparcia - za pośrednictwem twittera czy facebook - udzielili także inni sportowi celebryci: Robert Lewandowski, Grzegorz Krychowiak, redaktor naczelny Przeglądu Sportowego Michał Pol czy też Prezes PZPN Zbigniew Boniek.

Krzysztof Król wspiera Legię z szatni
Montrealu Impact. Foto: Krzysztof Król
Również za oceanem na odzew nie trzeba było długo czekać. W środę na twitterze koszykarz Washington Wizards Marcin Gortat napisał: "Legia pokonała w dwumeczu Celtic 6:1, ale jest poza Ligą Mistrzów z powodu dopuszczenia do gry na... 4 minuty nieuprawnionego zawodnika! Szaleństwo! #LetFootballWin". Wtórował mu znany z sympatii dla warszawskiego klubu bokser z Chicago Andrzej Fonfara, który opublikował zdjęcie z napisem "Legia - Celtic 6:1. #LetFootballWin".

Do akcji przyłączyli się także futboliści, którzy zarabiają na chleb w MLS i NASL. "Wspieram Legię, bo kibicuję jej od dziecka." - zdradza obrońca Montrealu Impact Krzysztof Król - "Z Celtikiem wygrała zasłużenie, była lepsza pod każdym względem, a 3 minuty Bereszyńskiego nic nie zmieniły!" "To niesprawiedliwe." - takim krótkim podsumowaniem skwitował sytuację Mateusz Miazga, który do zdjęcia z napisem "#LetFootballWin" zaprosił kolegów z drużyny Red Bulls Nowy Jork: Hiszpana Armando Lozano, Japończyka Kosuke Kimurę oraz Amerykanów Santiago Castano i Ryana Mearę. Młody obrońca Red Bulls solidaryzuje się z Bereszyńskim, bo ostatnio otrzymał swoją pierwszą czerwoną kartkę w karierze. "Dostałem za nią jeden mecz karencji, którą zresztą już odcierpiałem." - mówi młodzieżowy reprezentant Polski i USA.

Pomocnik nowojorskiego Cosmosu Danny Szetela, którego przymierzano kiedyś do reprezentacji Polski i który ma na koncie 3 występy w kadrze USA też wspiera Legię. Na fotce, którą wstawił na stronę swojego fanklubu na facebook (www.facebook.com/DannySzetela14) stoi obok swoich międzynarodowych kolegów z drużyny: Bułgara Stefana Dimitrowa, Kameruńczyka Josepha Nane, Hiszpana Ayoze i Holendra Hansa Denissena. "Z piłkarskiego punktu widzenia szkoda, że tak się stało, bo powinna przejść dalej lepsza drużyna, ale błąd jest błędem i UEFA miała prawo taką decyzję podjąć." - tak komentuje los Legii Tomasz Zahorski, były napastnik Jagiellonii Białystok i Górnika Zabrze, obecnie gracz San Antonio Scorpions.

Jak ostatecznie skończą się perypetie warszawskiej Legii w bitwie o sportowy awans do upragnionej Ligi Mistrzów - tego - do czasu decyzji Trybunału Arbitrażowego - nie wie nikt. Wiadomo natomiast, że starania polskiej drużyny już teraz przysporzyły im sporą rzeszę fanów na całym świecie i pokazały, że w tej walce nie są oni osamotnieni.

niedziela, 10 sierpnia 2014

MLS: Porażka Red Bulls i Montrealu

Było blisko, ale tym razem Luis Robles nie zdołał uchronić NYRB i Mike'a Petke od porażki. Foto: Rob Tringali / NYRB
Po raz trzeci w tym sezonie piłkarze Red Bulls Nowy Jork nie zdołali zdobyć ani jednej bramki w ligowym spotkaniu. Na Toyota Park koło Chicago do siatki trafili za to gospodarze, którzy odnieśli nieco szczęśliwe zwycięstwo 1:0.

Kiedy oba zespoły zmierzyły się ze sobą po raz ostatni padło w sumie 9 bramek, a dwaj piłkarze - Harry Shipp i Bradley Wright-Phillips - popisali się hattrickami. Tym razem kanonady strzeleckiej nie było, ale znów górą było Fire, które jeszcze nigdy nie przegrało u siebie z nowojorczykami.

Jedyny gol padł w 38.min. Poprzedził go nieco kontrowersyjny faul Ambroise Oyongo na Quincym Amarikwie w polu karnym. Do jedenastki podszedł najlepszy strzelec Fire w tym sezonie Mike Magee, który swoją karierę w MLS rozpoczął właśnie w Nowym Jorku. Luis Robles wyczuł intencje strzelca i zdołał odbić piłkę, ale przy dobitce nie miał już najmniejszych szans. Dla Roblesa był to drugi rzut karny obroniony w tym roku, dla Magee 7. trafienie w sezonie.

Red Bulls, którzy wcześniej nie kwapili się z atakami ruszyli do przodu, ale ani strzały Thierry'ego Henry w pierwszej części, ani próby Erica Alexandra w drugiej nie przyniosły spodziewanego efektu. Najlepszą sytuację dla gości zmarnował w 64.min Wrigth-Phillips, który otrzymał dokładne podanie od Tima Cahilla i mocno strzelił na bramkę Fire, ale Sean Johnson instynktownie wybił piłkę ręką na rzut rożny. W samej końcówce raz jeszcze formą błysnął Robles broniąc groźne uderzenie Amarikwy z kilku metrów.

Sprawiedliwości więc stało się zadość i Nowy Jork znowu nie wygrał w Chicago. Co gorsze nawet nie zremisował, co zapewne będzie go kosztować utratę 4. pozycji w MLS East z uwagi na pauzę w następnej kolejce. Henry, pauzujący za czerwoną kartkę Mateusz Miazga i spółka wrócą do akcji 23 sierpnia o 7pm, kiedy podejmą na Red Bull Arena ostatnią drużynę na Wschodzie Montreal Impact, w której występuje polski obrońca Krzysztof Król. Bilety: www.newyorkredbulls.com/tickets.

MLS Regular Season
10 Sierpnia 2014, 20:00
Toyota Park, Bridgeview, Illinois

Chicago Fire - New York Red Bulls 1:0 (1:0)
1:0 - Mike Magee 38’

New York Red Bulls (6-7-10, 28 pkt): Luis Robles, Chris Duvall, Ibrahim Sekagya, Roy Miller, Ambroise Oyongo, Lloyd Sam, Dax McCarty, Tim Cahill (Peguy Luyindula 83’), Eric Alexander (Bobby Convey 80’), Thierry Henry, Bradley Wright-Phillips

Chicago Fire (4-5-13, 25 pkt): Sean Johnson, Lovel Palmer (Grant Ward 88’), Bakary Soumare, Jeff Larentowicz, Gonzalo Segares, Alex, Razvan Cocis, Matt Watson, Harry Shipp, Mike Magee (Logan Pause 88’), Quincy Amarikwa

Sędziował: Ted Unkel
Żółta: Ibrahim Sekagya
Widzów: 16,109

Montreal na równi pochyłej

Król jest ostatnio jedynym zawodnikiem
Impactu, który gra bez przerwy.
Foto: Montreal Impact
Po tym jak we wtorek Montreal Impact pokonali w pierwszym meczu Ligi Mistrzów CONCACAF FC FAS 1:0 (bramkę zdobył Marco Di Vaio w 21.min) wydawało się, że drużyna Krzysztofa Króla wraca w końcu na właściwe tory. Jednak w rozegranym w sobotę meczu ligowym z Union w Philadelphii gracze Franka Klopasa znów nie zdołali wywalczyć choćby punktu. Kanadyjczyków załatwił Sebastian LeToux, który zdobył po jednej bramce w każdej z połów - w 12. i 64.min. Montreal odpowiedział tylko trafieniem Maxima Tissota na 13.min przed końcem spotkania. "Nie wiemy co się dzieje, w każdym meczu popełniamy szkolny błąd, który jest bezlitośnie wykorzystywany przez przeciwnika." - przyznał po meczu załamany Król - "Jeszcze nigdy w karierze nie miałem tak, aby mój zespół przegrał tyle meczów pod rząd. Pod koniec byłem strasznie zmęczony, bo jak zwykle harowałem na lewej stronie, a był to mój trzeci mecz w pełnym wymiarze czasowym w przeciągu zaledwie 7. dni."

Na 12. kolejek przed końcem sezonu zasadniczego Impact wciąż zajmuje ostatnie miejsce w tabeli ze stratą 13. oczek do ostatniego miejsca premiowanego awansem do playoffs. "Paradoksalnie to miejsce dalej jest w naszym zasięgu." - mówi polski obrońca - "Musimy wygrać 7-8 meczy i liczyć na potknięcia rywali." Okazja do przerwania passy 6. porażek z rzędu nadarzy się w najbliższą sobotę kiedy do Montrealu przyleci Chicago Fire. Początek spotkania pomiędzy dwoma maruderami ligi o 18:30.

Tabela MLS East:
1. Sporting Kansas City 23 39 32:22
2. DC United 22 37 32:24
3. Toronto FC 21 32 32:30
4. New York Red Bulls 23 28 35:34
5. Columbus Crew 23 27 28:31
6. Chicago Fire 22 25 29:34
7. New England Revolution 22 26 29:35
8. Philadelphia Union 23 27 36:37
9. Houston Dynamo 22 22 23:42
10. Montreal Impact 22 14 21:40

NASL: Triumfy "polskich" drużyn, gol Zahorskiego

Zahorski strzelił kolejną bramkę dla Scorpions - tym razem w meczu z Indy Eleven. Foto: SA Scorpions
Komplet punktów zdobyły w 6. kolejce NASL Fall drużyny z Polakami w składzie. Cosmos Nowy Jork pokonał w Atlancie Silverbacks 2:1, a Scorpions - dla których jedną z bramek strzelił Tomasz Zahorski - wygrały u siebie z Indy Eleven 2:0.

Cosmos zwycięski w niesamowitym d(r)eszczowcu

W Atlancie Szetela zagrał na swoim dobrym poziomie.
Foto: NY Cosmos
W sobotni wieczór nowojorski Cosmos pojechał do Atlanty, aby szukać cennych punktów w starciu z Silverbacks. Mecz miał być rewanżem za listopadowy Soccer Bowl, w którym górą - dzięki pięknej bramce Marcosa Senny - byli goście. Tym razem jednak to gospodarze byli faworytami, bo Cosmos tej jesieni spisuje się dużo poniżej oczekiwań.

Jakby na potwierdzenie tej tezy Atlanta objęła prowadzenie już w 12.min po cudownym strzale z rzutu wolnego Efraina Burgosa. Salwadorczyk posłał piekielną bombę z ponad 30. metrów prosto w okienko bramki Jimmy Maurera, który nie miał przy tym uderzeniu nic do powiedzenia. Zniechęconemu takim obrotem sprawy Cosmosowi - nie kleiły im się akcje ofensywne a podaniom brakowało dokładności - w sukurs przyszła aura. Nad Silverbacks Park rozpętała się ulewna burza z piorunami i spotkanie przerwano na... 3.5 godziny. Grę wznowiono po tym jak niebo zamknęło z powrotem swoje wrota i ekipy techniczne usunęły ze sztucznej murawy hektolitry wody.

Do północy brakowało 30. minut, ale Cosmos wrócił na boisko pełen werwy i ambicji. Na dodatek w 41.min sędzia usunął z boiska Sandovala i nowojorczycy po raz drugi w przeciągu kilku dni otrzymali szansę gry w przewadze liczebnej. W ubiegłą środę - mimo tuzina okazji - szansy tej nie wykorzystali, w Atlancie odrobienie strat zajęło im zaledwie 4 minuty. Tuż przed przerwą cudowną wymianą podań popisali się rozgrywający świetną partię Ayoze i Hagop Chirishian, ten drugi wrzucił piłkę w wzdłuż bramki, gdzie co prawda minął się z nią Mads Stokkelien, ale zamykający akcję na długim słupku Andres Flores nie miał problemu z ulokowaniem jej w siatce. Było to pierwsze trafienie graczy Gio Savarese od 307. minut!

Po zmianie stron istniała już tylko jedna drużyna. Cosmos zwietrzył krew i poszedł za ciosem. W 60.min przed polem karnym faulowany był Danny Szetela. Dochodzący do mistrzowskiej formy Senna posłał pięknego rogala nad murem w okienko bramki Joe Nasco. Dla Hiszpana, który w ubiegłym roku był najlepszym strzelcem drużyny i który w środowym meczu z Edmonton nie wykorzystał rzutu karnego był to dopiero pierwszy gol w rundzie jesiennej.

Po zdobyciu drugiego gola Cosmos nie schował się za podwójną gardą i dalej atakował. Świetnej sytuacji nie wykorzystał Stokkelien a wprowadzony po przerwie Hans Denissen trafił w słupek. Osłabionej Atlancie zabrakło atutów i nie mogli powstrzymać dobrze usposobionej drużyny z Long Island. W efekcie Cosmos wygrał dopiero po raz drugi w tej rundzie i awansował na 4. miejsce w tabeli. "To było szalenie ważne zwycięstwo, bo nie dość, że przegrywaliśmy 0:1, to naprawdę ciężko było nam wrócić na boisko po 3.5 godzinach przerwy." - cieszył się po meczu Daniel Szetela - "Pokazaliśmy lwi pazur i teraz musimy iść za ciosem i pokonać Rowdies w Tampie za tydzień."

Cosmos grał w składzie: Maurer - Freeman, C. Mendes, Roversio (Ockford 61'), Ayoze - Flores, Szetela, Senna (Nane 70'), Chirishian, Guenzatti (Denissen 63') - Stokkelien

Piąte zwycięstwo Skorpionów, piąty gol Zahorskiego

TZ22 jest najskuteczniejszym graczem
San Antonio w tym sezonie.
foto: SA Scorpions
Piąte zwycięstwo na jesień odniosła ekipa Tomasza Zahorskiego San Antonio Scorpions. Podopieczni Alena Marciny ograli w sobotę przed własną publicznością Indy Eleven 2:0.

Pierwszego gola w 28. minucie strzelił Zahorski, który wykorzystał dobre podanie Billy'ego Forbesa. 10 minut później na 2:0 podwyższył Julius James, który strzałem głową po rzucie rożnym pokonał Kristiana Nichta. Oba gole były wynikiem dobrej i skutecznej gry gospodarzy w pierwszej odsłonie.

W drugiej części gospodarze kontrolowali grę i nawet strata Jamesa - który wyleciał z boiska za brutalny faul w 57.min - nie zmieniła obrazu gry. Po meczu, który toczył się przy lejącym się z nieba żarze Skorpiony zainkasowały 3 punkty i utrzymały się na prowadzeniu w tabeli. Za tydzień Zahorski i spółka zmierzą się z drugim beniaminkiem Fury FC w Ottawie. "Mam nadzieję, że polecę do Kanady i będę mógł pomóc zespołowi." - mówi Zahorski, który ma już na koncie 5 goli w tym roku i który kilka tygodni temu z powodu perypetii wizowych nie mógł jechać do Edmonton na mecz z FC - "Gramy dobrze, wygrywamy, chcemy podtrzymać passę."

Scorpions grali w następującym zestawieniu: Saunders - Borrajo, James, Janicki, DeRoux - Menjivar, Restrepo (Caesar 82'), Castillo, Forbes, Elizondo, Zahorski (Touray 76')

Pozostałe wyniki:
Ottawa Fury - Ft. Lauderdale Strikers 1:2 (Haworth 10' - Picault 16', King 76')
Minnesota United - FC Edmonton 3:2 (Ramirez 15', Daniel Mendes 48' 59' - Laing 4', Hlavaty 81)
Carolina RailHawks - Tampa Bay Rowdies 3:4 (Schilawski 48' Martinez 51' JP Rodriguez 86' sam - Walker 3' Mkandawire 10' Mkosana 77' Russell 84')

Tabela:
1. San Antonio Scorpions 6 15 12:4
2. Minnesota United 5 13 10:4
3. Tampa Bay Rowdies 5 9 9:9
4. Cosmos 6 8 5:6
5. Ft. Lauderdale Strikers 6 8 4:7
6. Atlanta Silverbacks 5 7 9:8
7. Indy Eleven 6 7 6:9
8. Carolina RailHawks 6 6 8:9
9. FC Edmonton 6 4 5:6
10. Ottawa Fury 5 1 2:8

Strzelcy:
10 - Christian Ramirez (Minnesota United FC)
7 - Chavez (Atlanta), Kleberson (Indy)
6 - Fordyce (Edmonton), Daniel Mendes (MU), Picault (FTS), Schilawski (Carolina RailHawks)
5 - Hristov (TBR), Zahorski (SAS)
4 - Nunez (Ft. Lauderdale Strikers), Donatelli (Ottawa), Ambersley (Indy), Ibarra (MU),  Hassli (SAS), Enzo Martinez (CRH)
3 - Oliver (Ottawa), Castillo (SAS), Touray (SAS), Forbes (SAS), Anderson (FTS), Stokkelien (NYC), Guenzatti (NYC), McCaulay (Atlanta), Sandoval (Atlanta), Cruz (Atlanta), Ameobi (Edmonton), Shipalane (CRH), Laing (Edmonton), Burgos (Atlanta)
2 - Carlos Mendez (NYC), Ayoze (NYC), Norales (Indy), Poku (Atlanta), Wagner (TBR), Jarun (Ottawa), Bracalello (MU), Janicki (SAS), Tobin (CRH), Grella (CRH), Chin (FTS), Jalali (Edmonton), Spencer (Indy), Townsend (TBR), Ubiparipovic (Ottawa), James (Edmonton), King (FTS), Mkosana (TBR), Senna (NYC)
1 - Vini Dantas, Venegas (MU), Pitchkolan (MU), Jordan (MU), Saiko (SAS), James (SAS), Barrera (SAS), Restrepo (SAS), Soto (SAS), Paulo Mendes (NYC), Flores (NYC), Johnson (NYC), Nane (NYC), Freeman (NYC), Szetela (NYC), Noselli (NYC), Rafael Alves, Davies, Ebbers (FTS), Moses, Salazar (FTS), Jenison Brito (FTS), Nurse (FTS), Hill, Ring (Indy), Heinemann (Ottawa), Hunt (TBR), Shriver (TBR), Wallace (TBR), Walker (TBR), Russell (TBR), Mkandawire (TBR), Sanfilippo (TBR), Smith (Indy), Smart (Indy), Albadawi (CRH), Hlavaty (Edmonton), Haworth (Ottawa),
sam - Moses (FC Edmonton - dla Tampy), Bracalello (Indy dla Minnesota), Roberts (Edmonton dla Indy), Schilawski (Carolina dla Ottawy), JP Rodriguez (Tampa dla Caroliny)

środa, 6 sierpnia 2014

Miazga zagrał w meczu wychowanków MLS

Mateusz Miazga (z lewej) zagrał w meczu młodych talentów w Portland. Foto: Diego G. Diaz / www.soccerly.com
Na dwa dni przed starciem Bayernu z Gwiazdami MLS na Providence Park w Portland zmierzyły się drużyny wychowanków MLS z Portland Timbers U23. W ekipie Homegrown Players wystąpił m.in. Mateusz Miazga z New York Red Bulls. "Czułem się zaszczycony powołaniem na ten mecz, w którym zagrałem u boku najbardziej utalentowanych młodych amerykańskich zawodników w MLS." - powiedział 19-letni obrońca - "Kilku chłopaków znałem z kadry USA U20, dlatego mimo iż nie mieliśmy nawet okazji do wspólnego treningu przed meczem zagraliśmy niezłe spotkanie i pokazaliśmy dobry futbol."

Mecz, w którym udział wzięli m.in. Erik Palmer-Brown ze Sportingu Kansas City, Russel Teibert z Vancouver Whitecaps czy Gyasi Zardes z LA Galaxy mimo kilku okazji z obu stron zakończył się wynikiem 0:0, co było też zasługą dobrej gry Miazgi w obronie. "Timbers zagrali bardzo ambitnie, ale nie wynik był w tym meczu najważniejszy." - skomentował spotkanie Miazga, który grał cały mecz - "Fajnie było być częścią uroczystości związanych z Meczem Gwiazd, choć nie udało mi się nigdzie spotkać Lewandowskiego."

Mecz Gwiazd MLS: Lewy z klasą, Pep bez

Landon Donovan pokonuje Neuera i strzela swoją 6. bramkę w Meczu Gwiazd MLS. Foto: Tom Hauck/New York Red Bulls
Gol Lewego, zwycięstwo Gwiazd MLS i żenujące zachowanie Pepa Guardioli po meczu - tak można w skrócie podsumować towarzyskie spotkanie pomiędzy Bayernem Monachium, a MLS All Stars, które odbyło się w środowy wieczór w Portland. W uroczystościach związanych z przyjazdem Mistrzów Niemiec do USA uczestniczył także Mateusz Miazga, który zagrał w poniedziałkowym meczu wychowanków MLS.

Na trybunach Providence Park w Portland zasiadło niemal
22 tys. widzów. Foto: Tom Hauck / NYRB
W 18-letniej historii MLS takiego spotkania jeszcze nie było. W ostatniej dekadzie Gwiazdy amerykańskiego soccera ośmiokrotnie mierzyły się z drużynami z Wysp Brytyjskich (Fulham, West Ham, Everton, Celtic Glassgow i po dwa razy z Manchesterem United i Chelsea) i raz z ekipą z Italii (porażka z Romą 1:3 w 2013), ale 24-krotnego Mistrza Niemiec jeszcze w USA nie oglądano. Dla kibiców soccera gratka była wyjątkowa, bo w składzie Bayernu awizowanych było aż sześciu mistrzów świata. Dla piłkarzy też, bo przecież wielu graczy z ekipy All Stars grało przeciwko Niemcom w przegranym 0:1 pojedynku grupowym podczas brazylijskiego Mundialu.

Przed meczem wiadomo było, że Guardiola będzie oszczędzał swoje największe gwiazdy, które przybyły do USA dzień lub nawet w dniu meczu. Wyjściowa jedenastka roiła się więc od młodzeżowców i rezerwowych i zabrakło w niej miejsca nawet dla Francka Ribery. Grał jednak Robert Lewandowski, który w 7. min zmarnował sytuację sam na sam z Nickiem Rimando, ale minutę później kropnął jak z armaty pod poprzeczkę bramki gospodarzy i otworzył wynik. Polak był najaktywniejszym graczem Bayernu w pierwszej części. Raz jeszcze strzelał głową, a w 38.min pięknie wyłożył piłkę Xerdanowi Shaqiri, którego strzał w cudowny sposób obronił bramkarz Realu Salt Lake City. Gwiazdy MLS, które na papierze wyglądały lepiej personalnie niż Bayern nie stworzyły żadnej stuprocentowej okazji, choć kilka akcji trójkąta Henry-Dempsey-Martins mogło się podobać.

W wyjściowej jedenastce MLS All-Stars było dwóch
graczy NYRB: Cahill i Henry. W drugiej części zagrał
jeszcze Bradley Wright-Phillips. Foto: Tom Hauck / NYRB
W drugiej części trener Gwiazd MLS Caleb Porter dokonał całkowitej transfuzji krwi - wymienił wszystkich graczy oprócz Thierry'ego Henry - co spłaciło się już w 51.min. Do długiego podania od obrońców przedłużonego głową przez Erica Torresa doszedł najlepszy w tym sezonie snajper MLS Bradley Wright-Phillips i pięknym strzałem z półwoleja pokonał bezradnego Starke. W 70.min było już 2:1, bo do wrzutki w pole karne Diego Valeriego dopadł Landon Donovan, przepchnął dwóch obrońców i wpakował piłkę do siatki pod ręką wybiegającego z bramki Manuela Neuera. Dla sztandarowego chłopca amerykańskiego soccera było to rekordowe 6. trafienie w meczu Gwiazd.

W ostatnim kwadransie próbujący ratować wynik Pep Guardiola wpuścił na boisko całą szóstkę mistrzów świata plus Ajrena Robbena i Diego Contento, ale mimo dwóch świetnych okazji Juana Bernata i Thomasa Mullera - które wybronił Bill Hamid - wynik nie uległ już zmianie.

Po obecnym sezonie Landon Donovan
kończy karierę. Foto: MLS
Mimo iż mecz miał charakter towarzyski gracze MLS nie odpuszczali i walczyli o jak najlepszy wynik. Dwukrotnie w drugiej części spotkania obrońcy z USA ostro potraktowali graczy Bayernu co spotkało się z wyraźną dezaprobatą Guardioli. Katalończyk stracił nerwy do tego stopnia, że po meczu nie tylko nie podał ręki Porterowi, ale i nakazywał swoim graczom do jak najszybszego opuszczenia murawy. Na pomeczowej konferencji trochę się zreflektował kurtuazyjnie wypowiadając się o organizacji meczu i o grze gospodarzy i wyraził nadzieję, że za rok dojdzie do rewanżu. Mając na uwadze to jak potraktował Portera i resztę sztabu szkoleniowego MLS szef amerykańskiej ligi Don Garber powinien chyba szukać atrakcyjnego przeciwnika w innym kącie futbolowego świata.

MLS All-Stars - Bayern Monachium 2:1 (0:1)
0:1 - Lewandowski 8' 1:1 - Wright-Phillips 51' 2:1 - Donovan 70'

MLS I. połowa: Rimando - Yedlin, Collin, Besler, Parkhurst - Bradley, Cahill, Zusi, Dempsey - Henry, Martins

MLS II. połowa: Hamil - Boswell, Franklin, Ridgewell, Alonso - Johnson, Edu, Valeri, Henry (Donovan 48', Dwyer 71') - Wright-Phillips, Torres

Bayern: Starke (Neuer 62') - Rafinha, Javi Martinez, Alaba (Robben 82'), Hoejberg (Boateng 73') - Rode (Muller 80'), Gaudino (Dante 62'), Bernat (Schweinsteiger 80'), Shaqiri (Goetze 80') - Pizarro (Green 37' Lahm 82'), Lewandowski (Contento 80').

NASL: Skuteczny napastnik pilnie poszukiwany

Dla Cosmosu takie momenty należą do rzadkości w tym sezonie. Goli jak na lekarstwo. Foto: Danny Blanik
19 strzałów na bramkę, zmarnowany rzut karny, gra w przewadze przez ponad kwadrans i atut własnego boiska - wszystko to nie wystarczyło piłkarzom Cosmosu do pokonania w 5. kolejce NASL FC Edmonton. Nie można powiedzieć, że nowojorczycy grają źle, ale skuteczność ich napastników - z których każdy jest do wymiany - jest zatrważająca.

Cztery punkty w czterech spotkaniach i miejsce w dolnej połowie tabeli - nie tak wyobrażali sobie start rundy jesiennej kibice nowojorskiego Cosmosu. Ale czy mogło być inaczej skoro drużyna strzeliła zaledwie 3 gole z czego żaden nie był autorstwa napastnika?

Po fatalnym występie w sobotę przed własną publicznością (porażka 0:1 z Caroliną RailHawks) Cosmos przystępował do środowego meczu z FC Edmonton z mocnym postanowieniem odrobienia straty do San Antonio Scorpions, która przed meczem wynosiła 8 punktów. W porównaniu z zestawieniem sprzed kilku dni trener Gio Savarese zdecydował się na aż 5 zmian w składzie. Pierwszy raz w rundzie jesiennej na boisku od początku zameldował się Marcos Senna, który w przemeblowanej linii pomocy zagrał u boku Jamala Johnsona, Seby Guenzattiego i Daniela Szeteli - jednego gracza z tej formacji, którego nie tknęły personalne cięcia szkoleniowca Cosmosu. Na środek obrony powrócił Roversio a z przodu nieskutecznego Norwega Madsa Stokkeliena zastąpił jeszcze słabszy Bułgar Stefan Dimitrov.

Wymiana prawie połowy drużyny nie wpłynęła na Cosmos motywująco. Do przerwy więcej z gry mieli goście, którzy powinni prowadzić nawet dwoma bramkami, gdyby nie świetna postawa Jimmy Maurera. Pod koniec pierwszej odsłony bramkarz Cosmosu musiał sobie radzić nawet w sytuacji 3 na 1.

Druga część rozpoczęła się od prezentu dla Cosmosu. W 50.min polski arbiter Robert Sibiga podyktował rzut karny dla gospodarzy za faul Johna Smitsa na Johnsonie. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł 38-letni Senna, którego strzał - metr nad poprzeczką - pokazał jak daleki jest Hiszpan od dyspozycji jaką prezentował rok temu.

W 69.min Senna dostał okazję do rehabilitacji, ale jego strzał z rzutu wolnego otarł się o poprzeczkę. 5 minut później z boiska za faul na Danielu Szeteli wyleciał Tomy Ameobi i na placu gry zrobiło się luźniej, co wreszcie dodało gospodarzom skrzydeł. Ostatni kwadrans to istne oblężenie bramki Edmontonu, ale liczne dośrodkowania nie doczekały się skutecznego egzekutora, a kolejne dwa strzały z rzutów wolnych (Ayoze w 82. i Senny w doliczonym czasie gry) nie przyniosły spodziewanego rezultatu. W środowy wieczór na James M. Shuart Stadium pachniało bramką, ale dla ponad 4 tys. widzów na zapachu się skończyło. "Uważam, że rozegraliśmy bardzo dobre zawody, ale znowu zabrakło kropki nad 'i'." - skwitował mecz pomocnik Daniel Szetela - "Musimy być cierpliwi i nie możemy popadać w depresję. Bramki i zwycięstwa muszą w końcu przyjść."

Przed Cosmosem sobotni wyjazd do Tampy, skąd 3 miesiące temu Szetela i spółka wywieźli łatwe 3:0 i komplet punktów. Wtedy jednego z goli strzelił Stokkelien, który - podobnie jak reszta napastników - jesienią się zaciął i czeka na odblokowanie. A wraz z nim cały Cosmos, który nie może sobie pozwolić na dalsze trwonienie punktów jeśli w dalszym ciągu myśli o obronie Soccer Bowl.

Cosmos - FC Edmonton 0:0
Cosmos: Maurer - Freeman, C. Mendes, Roversio, Ayoze - Guenzatti, Szetela, Senna, Denissen (Chirishian 69') - Dimitrov (Stokkelien 59'), Johnson (Flores 84')

5. kolejka: Indy Eleven - Ft. Lauderdale Strikers 0:0

Tabela:
1. San Antonio Scorpions 5 12 10:4
2. Minnesota United 4 10 7:2
3. Atlanta Silverbacks 4 7 8:6
4. Indy Eleven 5 7 6:7
5. Carolina RailHawks 5 6 5:5
6. Tampa Bay Rowdies 4 6 5:6
7. Cosmos 5 5 3:5
8. Ft. Lauderdale Strikers 5 5 2:6
9. FC Edmonton 5 4 3:3
10. Ottawa Fury 4 1 1:6