niedziela, 25 stycznia 2015

CONCACAF U20: USA (i Miazga) jadą na Mundial!

Ben Spencer otworzył wynik sobotniego spotkania celnym strzałem głową. Foto: US Soccer

Wygrana 2:0 nad Salwadorem dała USA awans do młodzieżowych Mistrzostw Świata w Nowej Zelandii. Do sukcesu przyczynił się Mateusz Miazga, który zagrał w 5. meczach turnieju.

Jedenastka, która wywalczyła awans na MŚ w Nowej Zelandii.
foto: US Soccer
Amerykanie lecieli na Jamajkę z mocnym postanowieniem walki o swój pierwszy w historii prymat w mistrzostwach CONCACAF U20. Ich plany i marzenia zweryfikował słaby start, bo w pierwszym meczu tylko zremisowali z Gwatemalą 1:1 a potem ulegli Panamie 0:1. Kolejne trzy mecze w Grupie A rozstrzygnęli jednak na swoją korzyść (8:0 z Arubą, 2:0 z Jamajką i 1:0 z Trynidadem i Tobago) co wystarczyło do zajęcia drugiego miejsca w tabeli. To z kolei oznaczało, że w barażu o awans do Mundialu przyszło im zmierzyć się z trzecią drużyną Grupy B Salwadorem.

Stawka spotkania sparaliżowała poczynania obu drużyn i przez większą część pierwszej połowy trwały piłkarskie szachy. Obie drużyny skupiły się na defensywie i czekały na błąd przeciwnika. Jako pierwsi wpadkę popełnili obrońcy Salwadoru, którzy w 37.min dwukrotnie nie upilnowali w polu karnym Bena Spencera. Najpierw - po dobrze wykonanym przez Emersona Hyndmana rzucie wolnym - pozwolili graczowi Fulham na uderzenie głową, które odbiło się od poprzeczki, a potem nie zapobiegli dobitce, która znalazła drogę do siatki.

Druga połowa rozpoczęła się od błędu Jankesów, bo w 52.min za zagranie ręką w polu karnym arbiter podyktował rzut karny dla Salwadoru. Wykonywał go Jose Villavicencio, który mógł sobie sprawić wymarzony prezent na 20. urodziny, ale jego strzał w pięknym stylu obronił Zack Steffen.

Uradowana grupa z Miazgą (drugi z lewej z tyłu).
foto: Twitter
Od tamtej pory Salwador rzucił do ataku wszystkie siły, ale Amerykanie groźnie kontratakowali. W 62.min po kolejnym świetnie wykonanym stałym fragmencie gry przez Hyndmana głową strzelał Mateusz Mizaga, ale Carlos Canas pokazał, że świetnie zna swój fach. 6 minut później było po meczu, bo po kolejnym szybkim wypadzie Junior Flores wpadł w pole karne i zagrał piłkę Bradfordowi Jamiesonowi IV. Strzał gracza Galaxy obronił Canas, ale był bezradny wobec dobitki Paula Arrioli.

W 79.min z boiska za bezmyślny faul wyleciał Andres Flores i wiadomo było, że Salwador tego spotkania nie wygra. Tym bardziej, że obrona - kierowana przez Miazgę i Camerona Carter-Vickersa z Tottenhamu - spisywała się równie dobrze jak w poprzednich meczach. Cztery ostatnie spotkania w turnieju Amerykanie wygrali do zera, a Zack Steffen zachował czyste konto przez 372 minuty. Gdyby do ich poziomu w pierwszych dwóch meczach dostroili się zawodnicy ofensywni chłopcy Taba Ramosa biliby się w finale z Meksykiem, który ostatecznie wygrał z Panamą (1:1, 4:2 w karnych) i sięgnął po 13. mistrzostwo.

Oprócz Amerykanów, Meksyku i Panamy do Nowej Zelandii polecą jeszcze piłkarze Hondurasu, którzy w drugim barażu pokonali Gwatemalę 2:1. W finałowym turnieju wezmą udział 24 zespoły, wśród których niespodziewanie zabraknie obrońców trofeum z Francji. Honoru Europy bronić będą za to Austriacy, Niemcy, Węgrzy, Portugalczycy, Serbowie i Ukraińcy. Pierwszy mecz zostanie rozegrany 30 maja o 13:00 na North Harbour Stadium w Auckland.

Baraż o wejście do MŚ w Nowej Zelandii
24 stycznia 2015, 17:00
Montego Bay Sports Complex, Montego Bay, Jamajka

USA - Salwador 2:0 (1:0)
1:0 - Ben Spencer 37'
2:0 - Paul Arriola 68'

USA: 1-Zack Steffen, 2-Shaquell Moore, 3-John Requejo Jr., 4-Cameron Carter-Vickers, 5-Matt Miazga; 16-Russell Canouse (capt.), 8-Emerson Hyndman (18-Lynden Gooch, 70), 9-Romain Gall (10-Junior Flores, 62), 11-Tommy Thompson, 19-Bradford Jamieson IV, 20-Ben Spencer (7-Paul Arriola, 46)
Trener: Tab Ramos

Salwador: 1-Carlos Cañas; 2-Nelson Moreno, 4-Bryan Tamacas, 12-Cesar Flores (20-Romilio Hernandez, 46), 17-Juan Barahona; 6-Narciso Orellana (capt.), 8-Alvaro Guardado (16-Eduardo Merino, 65), 9-Byan Perez, 11-Jose Villavicencio (19-Julio Amaya, 85), 14-Andres Flores; 15-William Canales
Trener: Mauricio Alfaro

Sędziował: Fernando Guerrero (Meksyk)
Żółte: Spencer, Thompson, Carter-Vickers - Orellana, Merino
Czerwona: Andres Flores

czwartek, 22 stycznia 2015

CONCACAF: USA U20: Plan minimum wykonany, w sobotę gra o Mundial

USA przed meczem z Jamajką. Mateusz Miazga drugi z prawej w drugim rzędzie. Foto: US Soccer.
Uczestniczący w mistrzostwach strefy CONCACAF do lat 20 piłkarze USA wykonali plan minimum. Dwa kolejne zwycięstwa nad Jamajką i Trynidadem i Tobago dały im drugie miejsce w grupie i sobotni baraż o wyjazd do Nowej Zelandii na MŚ U20.

Po mizernym początku (remis z Gwatemalą 1:1 i porażka z Panamą 0:1) nawet pogrom 8:0 nad Arubą nie poprawił Amerykanom nastrojów. Po trzech kolejkach rozgrywanych na Jamajce mistrzostw strefy CONCACAF do lat 20 wiadomo było, że w finale zmierzą się Panama i Meksyk i że Amerykanom pozostanie tylko walka o baraże uprawniające do gry w czerwcowych mistrzostwach świata w Nowej Zelandii. Aby choć ten drugi cel pozostał w ich zasięgu Jankesi musieli w dwóch ostatnich kolejkach zgromadzić przynajmniej cztery oczka.

W sobotę czekało ich starcie z gospodarzami, którzy w poprzednich trzech spotkaniach uciułali zaledwie jeden punkt za remis 2:2 z Trynidadem i Tobago. Okazało się, że z młodzi Reggae Boys nie trafili z formą na mistrzostwa, bo oprócz waleczności w starciu z chłopcami Taba Ramosa zabrakło im czegokolwiek innego. Amerykanie, do których składu powrócił stoper New York Red Bulls i mieszkaniec Clifton, NJ, Mateusz Miazga przeważali przez całe spotkanie i zasłużenie wygrali 2:0. Bohaterem był gracz Columbus Crew Romain Gall, który wykorzystał dwa rzuty karne (w 34. i 70.min) i z 5. golami stał się liderem strzelców turnieju. Wynik mógł być wyższy, ale dobrze w bramce gospodarzy spisywał się Nicholas Nelson, który w sumie obronił aż 6 strzałów.

W ostatniej kolejce Grupy A przeciwnikiem USA był Trynidad i Tobago, który - aby awansować do baraży - musiał to spotkanie wygrać. Jankesom wystarczał remis i być może dlatego w pierwszej części to piłkarze z Małych Antyli mieli więcej z gry. W drugiej połowie piłkarska wyższość Amerykanów była już bezsporna, choć udokumentowana tylko jedną bramką - zdobytą po wzorowo wyprowadzonym kontrataku i celnym strzale Bradforda Jamiesona IV w 78.min. Bramka ta - w obliczu porażki Gwatemali z Panamą 0:1 - wystarczyła Mateuszowi Miazdze (rozegrał całe spotkanie) i kolegom do zajęcia 2. miejsca w grupie.

Rywalizacja w grupie B zakończy się we czwartek i wtedy poznamy sobotniego przeciwnika Amerykanów w barażach. Wszystko wskazuje na to, że 24 stycznia o 17:00 w Montego Bay USA o wyjazd do Nowej Zelandii zagra z Salwadorem albo Kubą. Tuż po tym spotkaniu odbędzie się finał CONCACAF Championship, w którym zmierzą się niepokonane Panama i Meksyk. El Tri to obrońcy tytułu i 12-krotni mistrzowie natomiast Panama powalczy o złoto po raz pierwszy.

Wyniki:
Grupa A: Jamajka - Trynidad i Tobago 2:2, USA - Gwatemala 1:1, Panama - Aruba 4:0, Jamajka - Gwatemala 0:1, USA - Panama 0:1, Trynidad i Tobago - Aruba 5:1, USA - Aruba 8:0, Gwatemala - Trynidad i Tobago 2:0, Jamajka - Panama 0:2, USA - Jamajka 2:0, Panama - Trynidad i Tobago 1:0, Gwatemala - Aruba 2:0, USA - Trynidad i Tobago 1:0, Panama - Gwatemala 1:0, Jamajka - Aruba 0:0

Tabela:
1. Panama 5 15 9:0
2. USA 5 10 12:2
3. Gwatemala 5 10 6:2
4. Trynidad i Tobago 5 4 7:7
5. Jamajka 5 2 2:7
6. Aruba 5 1 1:19

Grupa B: Meksyk - Kuba 9:1, Kanada - Haiti 3:1, Honduras - Salwador 2:2, Kanada - Meksyk 0:2, Honduras - Kuba 3:0, Sawador - Haiti 1:1, Meksyk - Honduras 3:0, Haiti - Kuba 2:2, Salwador - Kanada 3:2, Kuba - Kanada 2:1, Meksyk - Salwador 3:1, Honduras - Haiti 3:2. Kuba - Salwador : , Honduras - Kanada : , Meksyk - Haiti : .

Tabela:
1. Meksyk 4 12 17:2
2. Honduras 4 7 8:7
3. Salwador 4 5 7:8
4. Kuba 4 4 5:15
5. Kanada 4 3 6:8
6. Haiti 4 2 6:9

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Ida w Connecticut

Na pięknej sali w Quinnipiac University zgromadziło się ponad 200 osób. Foto: Chris Ogorzałek
Już za kilka tygodni okaże się czy polski film Pawła Pawlikowskiego Ida zdobędzie prestiżową statuetkę Oscara. Tymczasem w piątkowy wieczór w Connecticut ponad 200 osób zebrało się na specjalnej, przedoscarowej projekcji tego dzieła zorganizowanej przez Central European Institute (CEI) działającym przy Quinnipiac University.

Organizatorzy: Hanna Hejmowski (CEI) i
Tomek Moczerniuk. Foto: archiwum własne
Mimo iż najnowsze dzieło Pawła Pawlikowskiego można od jakiegoś czasu obejrzeć w internecie za pośrednictwem Netflix, Google Play, iTunes czy YouTube w pięknej, audiowizualnej sali na kampusie Quinnipiac University w North Haven pojawiło się ponad 200 osób pragnących zobaczyć Idę na dużym ekranie. Nie zawiodła lokalna Polonia wśród której prym wiedli nauczyciele i rodzice dzieci z okolicznych polskich szkół dokształcających w Bridgeport, New Haven, Derby i Hartford. Na widowni znaleźli się także polonijni działacze m.in.: Adrian Baron i Michael Gwara z Polonia Business Association (PBA) w Hartford, Kazimierz Kochanowicz z dwutygodnika Polonia, Andrzej Więciorkowski z White Eagle Social Club, jego żona Zofia (znana biegaczka) i ojciec Michał Nowak z parafii Św. Michała Archanioła w Bridgeport.

Całkiem liczna była także grupa Amerykanów, którzy skorzystali z tego, że film wyświetlany był z angielskimi podtytułami. W tym gronie była m.in. Kasia Novak, która wraz z mężem Peterem podarowała niedawno milion dolarów na utworzenie polskiej katedry (chair) przy CEI. "Celem Novak Family Polish Chair będzie stworzenie nowatorskich programów partnerskich z Polską takich jak stypendium dla Polsko-Amerykańskich Liderów Biznesu." - tłumaczyła zebranym Hanna Hejmowski, Asystent Wykonawczy Dyrektora CEI - "Dzięki temu programowi w sierpniu do USA przyleci dwójka studentów: Katarzyna Michalska z Warszawy i Marcin Ambrożej z Białegostoku."

Seans był także okazją do networkingu polonijnego.
Na pierwszym planie m.in. Michael Gwara (drugi z prawej)
i Adrian Baron (czwarty z prawej) z PBA. Foto: TM
Oprócz inicjatyw edukacyjnych i biznesowych CEI zajmuje się także projektami kulturalnymi. Właśnie z tej okazji do Quinnipiac sprowadzono Idę - polski film fabularny, który niedawno otrzymał dwie nominacje do Oscara: dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, a także dla Łukasza Żala i Ryszarda Lenczewskiego za zdjęcia. Historia Idy dzieje się w powojennej Polsce i opowiada o młodej nowicjuszce jednego z zakonów, która kilka dni przed złożeniem ślubów wieczystych dowiaduje się od swojej ciotki, że jest Żydówką i że jej cała rodzina została zamordowana. Ida (Agata Trzebuchowska) i ciotka Wanda (Agata Kulesza), która w przeszłości była komunistycznym prokuratorem sądowym wyruszają w podróż w rodzinne strony, gdzie Ida doświadcza i dowiaduje się wielu rzeczy na temat swojej tożsamości.

Tuż przed seansem na widzów czekała nie lada atrakcja, bo do jego obejrzenia zaprosiła wszystkich filmowa Wanda, czyli Agata Kulesza - "Bardzo się cieszę, że przyszliście obejrzeć Idę, bo to film piękny i warty zobaczenia. Mam nadzieję, że uwiedzie was swoją spójnością." - powiedziała czarującym głosem jedna z najlepszych współczesnych aktorek polskich. - "Pozdrawiam z Polski i... trzymajcie kciuki!"



Film zadowolił gusta widzów, którzy po seansie dopytywali się o kolejne polskie dzieła filmowe. "To był bez wątpienia jeden z najlepszych filmów jakie w życiu widziałem." - komplementował Idę Michael Gwara z PBA. "Deficyt na imprezy kulturalne z 'wyższej półki' jest w Connecticut ogromny." - dodała Izabela Pardo-Małecka, dyrektorka Szkoły Kultury i Języka Polskiego im. św. Jana Pawła II w Bridgeport - "To niezwykle przyjemne uczucie zasiąść w sali kinowej w gronie ludzi o tej samej duchowości, wrażliwości i historycznej przeszłości. Te trzy elementy sprawiły, że ten film o ludzkich, bardzo trudnych wyborach życiowych, z których piętnem trzeba żyć odebrałam jako piękną sztukę podlegającą szerokiej i skrajnej w osądach interpretacji."

Przy losowaniu nagród asystowała prezes PS
w Bridgeport Edyta Kosy Kułak.
Foto: Anna Szczepańska
Czwórka szczęśliwców wróciła także do domu wzbogacona o atrakcyjne fanty, które były wygranymi na loterii, z której dochód przeznaczony był na protezy rączki i obu nóżek dla 2.5-letniego Filipka, podopiecznego fundacji Polonia for Kids. Wśród nagród znalazły się m.in.: DVD z filmem Komornik (polski kandydat do Oscara z 2008) podpisana przez Andrzeja Chyrę oraz płyta z autografem polskiego muzyka jazzowego Tomasza Stańki.

Wieczór był niezwykle udany także dla organizatorów, którzy już pracują nad pozwoleniem na pokaz następnego filmu. "Prowadzimy negocjacje z dystrybutorami Bogów i Miasta 44." - zdradza Hejmowski - "Chcielibyśmy także latem zorganizować jakiś seans pod chmurką dla dzieci." Pozostaje więc trzymać kciuki nie tylko za Idę w obliczu walki o Oscary, ale także za CEI i polską katedrę na Quinnipiac University, bo taka instytucja może przynieść Polonii wiele pożytku.

Tomasz Moczerniuk

Kontakt z CEI:
Hanna Hejmowski, tel: 203 582 8737,
email: hanna.hejmowski@quinnipiac.edu
www.quinnipiac.edu/cei

Najlepsza ekipa do rozprowadzenia biletów na loterię!
Ania Szczepańska, Dorota Bielawski, Ida Moczerniuk
i Ola Kuniej. Foto: TM
Organizatorzy dziękują: Szkole Kultury i Języka Polskiego im. św. Jana Pawła II w Bridgeport, Polskiej Szkole Sobotniej im. bł. Jerzego Popiełuszki w Derby, Polskiej Szkole Sobotniej w Hartford, Polskiej Szkole Sobotniej im. Jana Pawła II w New Haven oraz Dorocie Bielawski, Annie Szczepańskiej, Oli Kuniej, Idzie Moczerniuk, Tomaszowi Hejmowskiemu i Chrisowi Ogorzałkowi.

piątek, 16 stycznia 2015

Mistrzostwa CONCACAF: Falstart Jankesów

Drużyna USA U20 przed meczem z Gwatemalą. Mateusz Miazga pierwszy z prawej w drugim rzędzie. Foto: US Soccer
Od tygodnia na Jamajce trwają piłkarskie mistrzostwa strefy CONCACAF U20, które są jednocześnie eliminacjami do młodzieżowego Mundialu w Nowej Zelandii. Fatalnie w turniej weszły USA (z Mateuszem Miazgą), które co prawda w środę rozgromiły Arubę 8:0, ale we wcześniejszych dwóch meczach zgromadziły tylko jeden punkt. 

Na inaugurację w grupie A przeciwnikiem Amerykanów była Gwatemala. W pierwszej odsłonie USA od początku narzuciły rywalom swój styl gry, ale mimo kilku okazji na tablicy świetlnej utrzymywał się rezultat bezbramkowy. Na domiar złego urazu głowy nabawił się Mateusz Miazga, który ucierpiał w powietrznej walce o piłkę z jednym z zawodników Gwatemali. Kontuzja na szczęście okazała się niegroźna i obrońca New York Red Bulls powrócił do gry jeszcze przed przerwą.

W akcji Mateusz Miazga i bramkarz Gwatemali.
Foto: US Soccer
Gol dla chłopców Taba Ramosa padł w 58.min po akcji amerykańskich "londyńczyków". Rzut rożny wykonywał Emerson Hyndman z Fulham, a grający na co dzień w Tottenhamie (w grudniu podpisał kontrakt z pierwszą drużyną) Cameron Carter-Vickers głową wpakował piłkę do siatki. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się skromnym zwycięstwem Jankesów Gwatemala niespodziewanie wyrównała. W ostatniej minucie gry po dośrodkowaniu z kornera piłkę przed pole karne wybił jeden z obrońców, ale trafiła ona do Andy Ruiza, który kapitalnym wolejem pokonał Zacka Steffena.

W drugiej kolejce USA grały z Panamą, która w pierwszym spotkaniu rozbiła w puch Arubę 4:0. I znowu Amerykanie przeważali, ale ich skuteczność wołała o pomstę do nieba. Wykorzystali to Panamczycy, którzy w 78.min zdobyli bramkę na wagę 3. punktów. Strzelił ją Carlos Small, który otrzymał podanie od Edsona Sammsa, zgasił piłkę klatką piersiową i mimo ofiarnego wślizgu Miazgi (grał całe spotkanie) i interwencji Steffena znalazł drogę do siatki.

Hat-trick hero Romain Gall. Foto: US Soccer
Niepowodzenia z pierwszych dwóch spotkań Amerykanie częściowo odbili sobie w środę gromiąc ostatnią w tabeli Arubę aż 8:0. Trener Ramos dokonał przed tym meczem aż 7. zmian - w wyjściowej jedenastce zabrakło m.in. miejsca dla Mateusza Miazgi. Zmiennicy pokazali się z bardzo dobrej strony i po zaledwie 45.min mieli na koncie pół tuzina goli. Trzy z nich (w 16., 23 z karnego i w 32.min) strzelił urodzony w Paryżu gracz Columbus Crew Romain Gall. Oprócz niego dobre spotkanie zanotował Emerson Hyndman, który do bramki zdobytej w 30.min dołożył dwie asysty. Przed przerwą do siatki Jeana-Marca Antersijna trafiali jeszcze Ben Spencer (18.min) i Tommy Thompson (26.min), a po zmianie stron kolejne dwa gole uzyskali Bradford Jamieson IV (48.min) i Amando Moreno (84.min). Do wyrównania najwyższego wyniku w historii amerykańskiej ekipy do lat 20 zabrakło jednego gola. W 1976 roku USA rozgromiło Dominikanę 9:0.

Po trzech kolejkach Jankesi wciąż znajdują się w niekorzystnej sytuacji jeśli chodzi o walkę o prymat w CONCACAF (do finału awansuje tylko zwycięzca grupy), ale zachowali szanse na wyjazd na MŚ w Nowej Zelandii. Do lidera grupy Panamy tracą 5 punktów, jednak w pozostałych dwóch meczach zmierzą się z teoretycznie słabszymi rywalami w grupie. W sobotę czeka ich potyczka z gospodarzami, a w przyszłą środę z Trynidadem i Tobago. Wygląda na to, że właśnie ten ostatni mecz zadecyduje o tym, czy Miazga i spółka awansują do baraży o wyjazd na Mundial U20.

Wyniki:
Grupa A:
Jamajka - Trynidad i Tobago 2:2, USA - Gwatemala 1:1, Panama - Aruba 4:0, Jamajka - Gwatemala 0:1, USA - Panama 0:1, Trynidad i Tobago - Aruba 5:1, USA - Aruba 8:0, Gwatemala - Trynidad i Tobago 2:0, Jamajka - Panama 0:2.

Tabela:
1. Panama 3 9 7:0
2. Gwatemala 3 7 4:1
3. USA 3 4 9:2
4. Trynidad i Tobago 3 4 7:5
5. Jamajka 3 1 2:5
6. Aruba 3 0 1:17

Grupa B: Meksyk -Kuba 9:1, Kanada - Haiti 3:1, Honduras - Salwador 2:2, Kanada - Meksyk 0:2, Honduras - Kuba 3:0, Sawador - Haiti 1:1, Meksyk - Honduras 3:0, Haiti - Kuba 2:2, Salwador - Kanada 3:2.

Tabela: 
1. Meksyk 3 9 14:1
2. Salwador 3 5 6:5
3. Honduras 3 4 5:5
4. Kanada 3 3 5:6
5. Haiti 3 2 4:6
6. Kuba 3 1 3:14

wtorek, 13 stycznia 2015

Polacy z NCAA (i nie tylko) głosują na Gortata!

Nasi z NCAA w komplecie wspierają starszego kolegę w walce o udział w Meczu Gwiazd. Foto: archiwum własne
Jeszcze tylko przez kilka dni będzie można oddać głos na Marcina Gortata kandydującego do występu w lutowym Meczu Gwiazd NBA. Mimo nikłych szans na pierwszą trójkę polskiego środkowego wspiera cała Polonia włącznie ze wszystkimi grającymi w NCAA rodakami.

Karnowski niedawno po raz
pierwszy odwiedził Nowy Jork.
Foto: archiwum PK
Jako pierwszy zdjęcie z napisem "Marcin Gortat #nbaballot" na swoje konta na portalach społecznościowych wrzucił Przemek Karnowski (@PKarnowski). 21-letni torunianin od 2012 występuje w Gonzaga University, która od lat należy do ścisłej czołówki akademickich drużyn w USA. W tym roku Bulldogs legitymują się bilansem 16-1 i są niepokonani w meczach konferencji West Coast (5-0). Dobra postawa Karnowskiego i spółki zaowocowała awansem na 3. pozycję w rankingu AP Top 25. Wyżej sklasyfikowane są tylko Kentucky Wildcats i Virginia Cavaliers, które w tym sezonie jeszcze nie przegrały.

Na półmetku tegorocznych rozgrywek mierzący 216cm Karnowski może pochwalić się naprawdę niezłymi statystykami. Jest co prawda dopiero czwartym strzelcem w drużynie (11.7pkt/mecz), ale najlepiej zbiera i blokuje (odpowiednio 6.4 i 0.7 na mecz). Na parkiecie przebywa średnio przez prawie 25 minut, dziesięciokrotnie przekroczył barierę 10. oczek, a najlepsze spotkanie rozegrał 3 stycznia kiedy w obecności swoich rodziców zdobył 21 punktów (w tym jeden celny rzut za 3) w wygranym 87:75 meczu z Portland. Do końca sezonu pozostało jeszcze 14 meczy z rywalami z konferencji i z pewnością usłyszymy jeszcze o podkoszowych popisach "Big Shema", który jest przecież dobrym znajomym Marcina Gortata z polskiej kadry.

Ostatni rok w barwach Liberty University Flames rozgrywa inny reprezentant dorosłej kadry Polski Tomasz Gielo (@TGielo). Urodzony 22 lata temu w Szczecinie niski skrzydłowy rozpoczął sezon z wysokiego C notując średnio 12 punktów i 6.3 zbiórek w pierwszych 7. spotkaniach. W meczu z Delaware (61:55) rozprawił się z przeciwnikami niemal w pojedynkę zdobywając 23 oczka i zbierając 10 piłek z tablic. Jednak na początku grudnia doznał kontuzji śródstopia, która wyeliminowała go z gry przez ponad miesiąc. W tym czasie Liberty przegrali 7 z 10. rozegranych spotkań i w sumie ich bilans to 6 zwycięstw i 11 porażek. Co gorsza Flames wciąż są jedyną drużyną bez zwycięstwa w Big South Conference (0-4) dlatego wszyscy niecierpliwie czekają na powrót ich lidera do składu.

Nowicki w barwach SHU.
Foto: Chris Ogorzałek
Niewiele lepiej w konferencji North East spisują się Sacred Heart Pioneers z pierwszoroczniakiem z Płocka Filipem Nowickim (@FNowicki52) w składzie. Drużyna z Connecticut ma na swoim koncie zaledwie jedno zwycięstwo w 4. spotkaniach i w tabeli NEC zajmuje trzecie miejsce od końca. Łączny bilans chłopców Anthony Latiny (7-10) jest dużo lepszy niż rok temu (5-26), ale martwi poświąteczna forma, bo od 23 grudnia Pionierzy wygrali tylko jeden z 7. meczy.

Nowicki - podobnie jak Gielo - również musiał pauzować w kilku meczach. Na początku grudnia na treningu nabawił się kontuzji barku i do dziś musi występować w specjalnym ochraniaczu. Dotychczas nasz 20-letni środkowy spędza na parkiecie przeciętnie nieco powyżej 12. minut, w przeciągu których zdobywa 4.1 pkt i zbiera 3.4 piłki. Jego najlepszym osiągnięciem jest 10 oczek i 9 zbiórek w rozegranym w obecności niemal 13 tys. widzów meczu z Ohio State (48:106).

Ostatnim Polakiem w NCAA jest 20-letni rozgrywający Canisius Jan Grzeliński (@grzelu11). Wrocławianin - podobnie jak Nowicki - gra w NCAA pierwszy rok i ma na koncie występy w młodzieżowych kadrach Polski. Jego drużyna Golden Griffins zajmuje obecnie 5. miejsce w tabeli MAAC z bilansem 3-3 (ogólny stosunek to 8-7). "Grzelu" średnio zalicza 2.5 pkt / 0.5 zb / 2.2 asysty / 18.1 minut na mecz.

Wsparcie dla Gortata okazują nie tylko koszykarze. Do akcji dołączył się także piłkarz Mateusz Miazga (@MattMiazga3), który na co dzień jest środkowym obrońcą Red Bulls Nowy Jork - klubu rywalizującego w zawodowej lidze MLS. Urodzony w Clifton Amerykanin z polskim paszportem przebywa obecnie na mistrzostwach strefy CONCACAF U20, które są jednocześnie eliminacjami do czerwcowych MŚ w Nowej Zelandii.

19-letni wychowanek Red Bulls jest podstawowym zawodnikiem ekipy Taba Ramosa, która po pierwszych dwóch kolejkach ma na koncie tylko jeden punkt. Aby zdobyć tytuł CONCACAF (co jest dla USA dotychczas rzeczą nieosiągalną) Amerykanie muszą najpierw wygrać grupę A, w której jak na razie przewodzi niepokonana Panama, a potem pokonać w finale faworyta grupy B Meksyk. O wiele łatwiej będzie wywalczyć awans na Mundial, bo wystarczy zająć miejsca 2-3 w grupie i pokonać rywala z Grupy B (Kanada, Honduras lub Salwador).

środa, 7 stycznia 2015

Quo Vadis Red Bulls?

Czy Red Bulls podzielą los Chivas USA, którzy zostali w tym roku odkupieni przez MLS? Przypomnijmy, że w ciągu najbliższych dwóch sezonów nie zobaczymy tej drużyny w lidze. Foto: Danny Blanik
Trzęsienie ziemi w Harrison trwa. Po kapitanie i największej gwieździe drużyny Thierrym Henrym i Dyrektorze Sportowym Andym Roxburghu z klubem pożegnał się Mike Petke. Na miejsce zwolnionego we środę szkoleniowca przyszedł były trener Montrealu Impact Jesse Marsch.

Petke i Roxburgh - dwóch architektów jedynego
sukcesu Red Bulls - Supporter's Shield z 2013.
Foto: Danny Blanik
Kiedy w połowie grudnia Thierry Henry ogłosił rozbrat z futbolem kibice Red Bulls przyjęli to ze smutkiem, ale i ze zrozumieniem. Byli na to przygotowani, bo Henry - który spędził w Nowym Jorku 4.5 roku - nigdy nie twierdził, że będzie chciał przedłużyć kontrakt. Mimo iż poprowadził Byki zaledwie do jednego trofeum (Supporters Shield w 2013) i jednego finału Konferencji (w 2014 zabrakło im jednego gola do awansu) żegnano go jak legendę i... z niecierpliwością oczekiwano na jego zastępcą.

Pozyskanie nowego Designated Player (DP) to zadanie dla Dyrektora Sportowego, ale dzień przed rozstaniem z Henrym swoją dwuletnią przygodę z Nowym Jorkiem niespodziewanie zakończył Andy Roxburgh. Podczas swojej kadencji Szkot przyczynił się m.in. do wybudowania nowiutkich obiektów treningowych w Hanover za 6 mil dol, mianował Mike'a Petke na stanowisko trenera oraz sprowadził na Red Bull Arena Bradley'a Wright-Phillipsa. Ten jak wiadomo w 2014 odpłacił się strzeleniem 31. goli i koroną króla strzelców w MLS. Na odchodne Roxburgh zdążył jeszcze podarować mu nowy kontrakt DP, co oczywiście oznaczało sporą podwyżkę dla 29-letniego Anglika.

Nowego Dyrektora Sportowego kibicom Red Bulls przyniósł Św. Mikołaj. 23 grudnia ogłoszono bowiem, że będzie nim Ali Curtis - zaledwie 36-letni były piłkarz Tampa Bay Mutiny, FC Dallas i DC United. Przez ostatnie 7.5 roku pracował w MLS u boku komisarza Dona Garbera jako Senior Director of Player Relations and Competition. Jak sam mówił przedstawiając się dziennikarzom przez ten okres nabrał "wielkiego doświadczenia przyglądając się pracy innym Dyrektorom Sportowym" i opracował "300-stronicowy plan prowadzenia klubu, którego celem jest nie tylko odniesienie sukcesu, ale przede wszystkim bycie najlepszym".

Ten plan widocznie nie spodobał się Mike'owi Petke, bo Curtis niemal natychmiast zaczął rozglądać się za jego zastępcą, choć wszystko odbywało się w wielkiej tajemnocy. Ale we środę, 7 stycznia, czyli dwa tygodnie po przejęciu przez Curtisa sterów najpierw ogłoszono, że Petke został zwolniony, a potem, że jego zastępcą będzie Jesse Marsch. Curtis argumentował decyzję m.in. tym, że Marsch dzieli jego wizję i filozofię i że od samego początku chciał, aby to kolega Piotra Nowaka (pierwszy z lewej w dolnym rzędzie na zdjęciu poniżej, Marsch jest pierwszy z prawej), Romana Koseckiego i Jerzego Podbrożnego z mistrzowskiej ekipy Chicago Fire z 1998 zasiadł na ławce szkoleniowej Red Bulls.


41-letni Marsch w karierze zawodniczej występował jeszcze w DC United i Chivas USA. We wszystkich trzech klubach jego trenerem był Bob Bradley, który powierzył mu później rolę asystenta pierwszej reprezentacji - tej samej, która w 2010 wygrała swoją grupę na Mundialu w RPA i potem odpadła po dogrywce z Ghaną. Kiedy w 2012 do ligi dołączył Montreal Marsch został mianowany szkoleniowcem kanadyjskiej drużyny. Posadę utrzymał tylko przez rok, bo mimo niezłego debiutu (12 zwycięstw, 7 remisów i 17 porażek) nie zdołał zakwalifikować się do playoffs i na dodatek poróżnił się z zarządem w kwestii filozofii i kierunku obranego przez włodarzy Impactu.

Podczas telefonicznej konferencji prasowej Marsch w samych superlatywach wypowiadał się o Curtisie i dziękował za otrzymaną szansę. Mówił także, że zamiast wydawać miliony na kontrakt DP dla marketingowej gwiazdy będzie się skłaniać ku dawaniu szansy młodym zawodnikom - co akurat dobrze rokuje jedynemu Polakowi w Red Bulls Mateuszowi Miazdze (na chwilę obecną w składzie jest tylko dwóch środkowych obrońców). Uciekł się też do interesującego porównania stwierdzając, że będzie dążył do tego, aby jego drużyna grała niczym po... wypiciu Red Bulla - z agresją i wybuchową wręcz energią.

Nowy trener nowojorczyków zdaje sobie sprawę, że niełatwo będzie mu zastąpić Petke, który grał w Red Bulls przez 7 lat i jako trener miał całkiem niezłe osiągnięcia. Za swoją postawę zarówno na boisku jak i na ławce był uwielbiany przez kibiców, którzy na portalach społecznościowych jego zwolnienie odebrali jako wielki afront. Niektórzy już dzwonili do klubu, domagając się zwrotu pieniędzy za karnety na następny sezon, inni twierdzą wręcz, że to ostateczny dowód na to, że Austriacki koncern - z Dietrichem Mateschitzem, który podejmuje ostateczne decyzje - nie chce już inwestować w drużynę w USA i zaczyna wdrażać w życie scenariusz prowadzący do sprzedaży organizacji. Wtóruje im niemal cała społeczność dziennikarska, która uważa, że pozbycie się Petke poprzedzone zatrudnieniem na zaledwie jeden rok Curtisa to nie krok wprzód tylko kilka kroków wstecz. Kto miał rację przekonamy się już po rozpoczynającym się za dwa miesiące sezonie.

NCAA: Karnowski graczem tygodnia w WCC

Kilka ujęć z telewizyjnej transmisji sobotniego meczu z Portland. Credit: ESPN2
Przemek Karnowski, polski koszykarz Gonzaga University Bulldogs, został wybrany Graczem Tygodnia konferencji WCC. Dla Polaka, który świetnie spisał się w sobotnim meczu z Portland jest to pierwsze tego typu wyróżnienie w karierze.

W sobotni wieczór pochodzący z Torunia Karnowski poprowadził Gonzaga University do 14. zwycięstwa w sezonie. Tym razem Bulldogs, którzy po spotkaniu awansowali w ogólnoamerykańskim rankingu na 6. miejsce ograli na wyjeździe rywala z konferencji Portland University Pilots 87:75. 21-letni Polak spędził na parkiecie 32. minuty, w przeciągu których zgromadził 21 punktów i po dwie zbiórki, asysty i przechwyty. Szczególnie dobrze grało mu się w drugiej części, kiedy trafił 6 z 7. rzutów i miał dwie fenomenalne akcje: pierwszy w jego akademickiej karierze celny rzut za trzy punkty oraz wsad z faulem, który dał Zags kolejne trzy oczka. Świetną grę Karnowskiego oklaskiwali z trybun jego rodzice, co dodatkowo zmobilizowało naszego ponad dwumetrowego środkowego.

Gonzaga Improves To 14-1

Karnowski, który w 2013 reprezentował Polskę na Eurobaskecie występuje w Gonzadze już 3. rok. W tym sezonie gra niemal 25 minut na mecz i legitymuje się średnią 10.6 pkt (czwarty wynik w zespole) i 6.9 zbiórek (więcej nie ma nikt). Dwukrotnie przekroczył granicę 20. oczek i zanotował jeden double-double: w jedynym do tej pory przegranym przez Gonzagę meczu z Arizona University Wildcats. Bullgods ulegli 63:66 po dogrywce, a Big Shem zdobył 10 punktów i zebrał 11 piłek z tablic.

Najbliższy mecz Gonzagi odbędzie się we czwartek 8 stycznia o 9PM. Podopieczni Marka Few podejmą University of St. Francisco Dons, którzy w West Coast Conference zajmują przedostatnią lokatę. Dla Karnowskiego, Domantasa Sabonisa (syn Arvydasa, litewskiej legendy koszykówki i byłego gracza Portland TrailBlazers), Kevina Pangosa (reprezentant Kanady) i spółki każdy inny wynik niż dwycyfrowe zwycięstwo będzie dużą niespodzianką.