środa, 27 sierpnia 2014

CONCACAF: Wygrana Red Bulls w Lidze Mistrzów

Lloyd Sam ustala wynik na 2:0. Foto: Danny Blanik
Planowe zwycięstwo odnieśli piłkarze Red Bulls Nowy Jork w swoim pierwszym spotkaniu grupowym Ligi Mistrzów CONCACAF. Grający w mocno rezerwowym składzie nowojorczycy pokonali najbardziej utytułowany klub salwadorski C.D. FAS 2:0, choć goli powinno być dwa razy więcej.

Rezerwy Red Bulls nie miały problemu z pokonaniem
C.D. FAS. Foto: Danny Blanik
Trener Mike Petke do gry w pierwszym spotkaniu nowojorczyków w Grupie 3 desygnował głębokie rezerwy. Od pierwszej minuty po boisku biegało tylko czterech graczy, którzy byli wyjściowym składzie podczas sobotniego, wygranego przez Red Bulls 4:2 meczu z Montrealem Impact. Pod nieobecność Thierry'ego Henry kapitanem tej eksperymentalnie zestawionej ekipy, w której niestety zabrakło miejsca dla Mateusza Miazgi był Tim Cahill.

Gospodarze objęli prowadzenie już 11. min. Akcję na lewej stronie zainicjował aktywny Ambroise Oyongo, który dokładnie wrzucił piłkę na głowę Cahilla. Ten mógł strzelać, ale przytomnie zgrał do jeszcze lepiej ustawionego Saera Sene i niepilnowany Francuz strzałem w długi róg pokonał Adolfo Menendeza Jr. Było to premierowe trafienie ex gracza rezerw Bayernu Monachium w barwach Red Bulls.

Saer Sene strzela swojego pierwszego gola dla RBNY.
Foto: Danny Blanik
Po szybko uzyskanym prowadzeniu nowojorczycy nie forsowali tempa. 17-krotni mistrzowie Salwadoru usiłowali konstruować ataki, ale widać było, że nawet taki skład personalny Red Bulls jest od nich o klasę lepszy. W 31.min powinno być 2:0, ale po kolejnej dobrej akcji Oyongo Cahill trafił w dogodnej sytuacji w poprzeczkę. Dwie minuty potem po wrzutce wzdłuż bramki z prawej strony Lloyda Sama Sene źle dołożył nogę mając przed sobą pustą bramkę. W 36.min najlepszą przed przerwą akcję gości - rajd prawą stroną Carlosa Aparicio i Jonathana Joyi przerwał ofiarną interwencją w polu karnym debiutujący w Red Bulls Damien Perrinelle. Tuż przed gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej odsłony nastąpiła kopia akcji bramkowej - Oyongo - Cahill - Sene, ale tym razem strzał Francuza w świetnym stylu obronił Menendez.

Salwadorscy piłkarze byli dla Byków bladym tłem.
Foto: Danny Blanik
W drugiej części nadal ton nadawali gracze Mike'a Petke, ale w upalny sierpniowy wieczór priorytetem dla nich było dowiezienie zwycięstwa do końca minimalnym nakładem sił. W 55.min po doskonałym podaniu Cahilla w sytuacji sam-na-sam z Menendezem znalazł się Sene. Długonogi napastnik objechał golkipera FAS, ale z ostrego kąta strzelił nad poprzeczką.

W 70.min Peguy Luyindula przeciął podanie gracza gości w środku pola, pociągnął z piłką kilka metrów i zagrał na prawo do wbiegającego w pole karne Sama, który strzałem z prawej nogi w krótki róg podwoił prowadzenie gospodarzy. Chwilę później kolejną świetną okazję zmarnował Cahill, który będąc sam przed bramką trafił w Menendeza. Goli mogło być więc kilka, ale skończyło się na skromnym 2:0.

Przed Red Bulls jeszcze trzy spotkania w Grupie 3: najpierw dwa wrześniowe wyjazdy do Salwadoru i Montrealu, a 22 października na zakończenie u siebie z Impactem. Wydaje się, że ten właśnie mecz zadecyduje o tym, kto uzyska awans do przyszłorocznych ćwierćfinałów. Zwycięzca całej edycji będzie reprezentować CONCACAF w Pucharze Konfederacji w 2017, który zostanie rozegrany w Rosji.

Liga Mistrzów CONCACAF:
26 sierpnia 2014, 20:00
Red Bull Arena, Harrison, NJ

Red Bulls New York - C.D. FAS (Salwador) 2:0 (1:0)
1:0 - Sene 10'
2:0 - Sam 70'

New York Red Bulls (1-0-0 3 pkt): Ryan Meara, Richard Eckersley, Armando, Damien Perrinelle, Roy Miller, Lloyd Sam (Eric Stevenson 74’), Eric Alexander, Peguy Luyindula (Dax McCarty 78’), Ambroise Oyongo, Tim Cahill (Marius Obekop 88’), Saer Sene

C.D. FAS (0-3-0 0 pts.): Adolfo Mendez Jr., Xavi Garcia, Miguel Lemus, Jorge Moran (Melvin Alfaro 77’), Juan Carlos Moscano, Raul Renderos (Elder Figueroa 81’), Marcio Teurel, Carlos Aparacio (Gonzalo Mazzia 69’), Alex Mendoza, Mohammed Issahaku, Jonathan Joya,

Sędziował: John Pitti (Panama)
Żółte: Cahill
Widzów: 11 569

Tabela Grupy 3:
1. Montreal Impact 2 6 4:2
2. Red Bulls Nowy Jork 1 3 2:0
3. C.D. FAS 3 0 2:6

wtorek, 26 sierpnia 2014

NASL: remis w meczu mistrzów, Scorpions na czele

Remis Cosmosu w starciu z Minnesotą dał Skorpionom pierwsze miejsce w tabeli. Szetela walczy o piłkę z Ibarrą.
Oba "polskie" zespoły w 8. kolejce NASL rozgrywały mecze u siebie. Scorpions pokonali Atlantę 2:1 i odzyskali pierwsze miejsce w tabeli kosztem Minnesoty United, która po ciekawym meczu zremisowała z Cosmosem 1:1.

Cosmos pomaga Skorpionom w starciu mistrzów


W sobotę na Long Island zdobywcy Soccer Bowl 2013 Cosmos Nowy Jork podejmowali mistrza NASL Fall Minnesotę United. W starciu mistrzów trudno było wskazać faworyta, bo choć United byli niepokonani od 10. spotkań to wiadomo było, że Nowy Jork będzie chciał powtórzyć wyczyn z maja, kiedy - jako jedyni w tym roku - okazali się lepsi od drużyny Manny'ego Lagosa. Szkopuł w tym, że Cosmos daleki jest od mistrzowskiej formy i kiepsko spisuje się przede wszystkim u siebie, gdzie jesienią jeszcze nie wygrał. Misterny plan trenera Gio Savarese na przełamanie fatalnej passy legł w gruzach już w 5. min kiedy Jimmy Maurer powalił szarżującego w polu karnym Daniela Mendesa i arbiter - oprócz podyktowania jedenastki - wyrzucił go z boiska. Rzut karny pewnie wykorzystał Christian Ramirez, który prowadzi w tabeli strzelców z 13. golami.

Mimo gry w osłabieniu Cosmos przegrupował szyki i ruszył do odrabiania strat. Jeszcze w pierwszej części wyrównać mógł Hagop Chirishian, ale nie wykorzystał sytuacji sam-na-sam z Mattem Van Oekelem. W drugiej podobną sytuację zmarnował Andres Flores. Wreszcie w 74. min po ładnej akcji rezerwowych Jamal Johnson wrzucił piłkę w pole karne z lewej strony, a Mads Stokkelien umiejętnie dostawił nogę i piłka ku wielkiej radości gospodarzy zatrzepotała w siatce. Dla Norwega był to pierwszy gol od czerwcowego pucharowego starcia z Red Bulls.

Ambitni gospodarze nie zaprzestali poszukiwań zwycięskiego gola, którego zdobyć powinni. Najpierw sędzia nie zauważył ewidentnego faulu na Floresie w polu karnym, a potem Hunter Freeman trafił w słupek mimo iż miał przed sobą pustą bramkę. Walka do końca musiała się jednak podobać niemal 4 tys. widzom, którzy tego dnia opuszczali James M. Shuart Stadium w lepszych nastrojach. Cosmos znowu nie wygrał, ale pokazał, że w dalszym ciągu stać ich na równorzędną walkę z najlepszymi w lidze zespołami.

Za tydzień Cosmos leci do Indianapolis, aby zmierzyć się z beniaminkiem Eleven. Na wiosnę w starciu tych drużyn padł remis 1:1. Początek sobotniego meczu o 7:30, transmisja na www.nasl.com/nasl-live

Cosmos - Minnesota United 1:1 (Stokkelien 74' - Ramirez 7'k)
Cosmos: Maurer - Freeman, C. Mendes, Roversio, Ayoze - Nane, Flores, Szetela, Chirishian (Johnson 67') - Guenzatti (Zobeck 7'), Dimitrov (Stokkelien 58')

Zahorski i Elizondo w ataku na bramkę Atlanty. Foto: SA Scorpions.
Skorpiony wracają na czoło

Tylko tydzień zajęło San Antonio Scorpions ponowne wdrapanie się na szczyt NASL. Ekipa Tomasza Zahorskiego wróciła na fotel lidera dzięki trzem punktom zdobytym u siebie w starciu z Atlantą Silverback oraz dzięki... Cosmosowi, który urwał punkty Minnesocie.

Pierwsza połowa spotkania rozgrywanego na Toyota Field nie przyniosła bramek, choć emocji nie brakowało. Bliski szczęścia był Tomasz Zahorski, którego strzał głową po rzucie rożnym z linii bramkowej w 15.min wybili obrońcy Atlanty. Aktywność Zahora opłaciła się na początku drugiej części. Były gracz Górnika Zabrze oddał kąśliwy strzał na bramkę Erica Atiego, który zdołał odbić piłkę, ale był bezradny wobec dobitki Cesara Elizondo. Dla 10-krotnego reprezentanta Kostaryki był to pierwszy gol w barwach Skorpionów.

Na 13. min przed końcem Elizondo - który rozegrał świetną partię - wypracował także rzut karny, który na bramkę zamienił Walter Restrepo. Co ciekawe do wykonania jedenastki przymierzał się Zahorski, ale ostatecznie to mający kolumbijskie korzenie pomocnik podwyższył na 2:0. "Walter od jakiegoś czasu nie strzelił gola i prosił mnie o szansę na przełamanie." - tłumaczył po meczu Zahorski - "Nie miałem z tym najmniejszego problemu i cieszę się, że się nie pomylił."

Gol miał duże znaczenie, bo trzy minuty później Junior Sandoval pięknym strzałem z dystansu pokonał Josha Saundersa i zrobiło się tylko 2:1. "Jak zwykle po kontaktowej bramce końcówka była nerwowa, ale wynik sie utrzymał do końca." - powiedział Zahorski - "Wygraliśmy zasłużenie, bo mieliśmy w tym spotkaniu przewagę i stworzyliśmy sporo okazji."

W następnej kolejce Skorpiony polecą bronić pozycji lidera na Florydę w piątkowym meczu z Ft. Lauderdale Strikers. W tym roku oba zespoły spotkały się już dwukrotnie w San Antonio. Za pierwszym razem padł remis 2:2, a w lipcu gospodarze wygrali 2:0.

Scorpions - Atlanta Silverbacks 2:1 (Elizondo 49' Restrepo 77' - Sandoval 80')
Scorpions: Saunders - Borrajo, James, Janicki, DeRoux - Menjivar, Restrepo, Castillo, Forbes (Guy 85') - Elizondo (Soto 80'), Zahorski

Pozostałe wyniki:
FC Edmonton - Ft. Lauderdale Strikers 2:1 (R. Jones 33, Laing 72' - A. Hassan 86')
Indy Eleven - Ottawa Fury 1:2 (Smart 84' - Heinemann 70' Ubiparipovic 86')
Tampa Bay Rowdies - Carolina RailHawks 0:1 (Shipalane 90')

Tabela po 8 kolejkach:
1. San Antonio Scorpions 8 19 15:6
2. Minnesota United 7 17 16:6
3. Tampa Bay Rowdies 7 12 12:11
4. FC Edmonton 8 11 10:9
5. Carolina RailHawks 8 9 11:12
6. Cosmos 8 9 7:10
7. Ft. Lauderdale Strikers 8 9 6:10
8. Atlanta Silverbacks 7 8 11:11
9. Indy Eleven 8 7 8:16
10. Ottawa Fury 7 5 5:10

MLS: Krzysztof Król: Skupiamy się na Lidze Mistrzów

Krzysztof Król walczył jak zwykle, ale Montreal okazał się gorszy od Red Bulls. Foto: Danny Blanik
Witamy w Nowym Jorku, który nie był dziś dla was zbyt gościnny. Kolejna ligowa porażka, ale na duet Henry / Wright-Phillips nie było dziś mocnych?

Krzysztof Król: Obaj piłkarze gospodarzy zagrali świetne spotkanie, ale tylko w drugiej części. W pierwszej graliśmy bliżej siebie i nie zostawialiśmy im miejsca na rozpędzenie się. Potem tego miejsca mieli sporo i efekt był widoczny.

W pierwszej połowie w ogóle graliście bardzo dobrze, nie wyglądaliście jak ostatnia drużyna w tabeli. Jaki wpływ na wynik miała wasza czwartkowa podróż do Salwadoru na meczu pucharowy?

K.K.: Pewnie spory, bo to niesłychane, żeby jechać na mecz po 16 godzin w jedną i drugą stronę. Można grać co trzy dni, ale jeśli się występuje przed własną publicznością. W Europie nie ma tak dalekich wyjazdów, ale i tak coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Nie chcę jednak całej winy zwalać na zmęczenie podróżami. Straciliśmy dziś znowu kilka strasznie głupich bramek.

Tracicie ich mnóstwo, a wasze statystyki wyglądają zupełnie jak wasz bramkarz - niezbyt ciekawie. Co oprócz niego trzeba poprawić?

K.K.: Nie mam pojęcia. Brakuje nam przede wszystkim konsekwencji. Niby w każdym meczu prezentujemy się ok, ale potem przychodzi błąd, który kosztuje nas bardzo drogo. Dziś też do bramki na 1:1 byliśmy lepszą drużyną. Po golu wszystko się posypało.

Szanse na awans do ligowych playoffs są iluzoryczne. Czas się skupić na Lidze Mistrzów CONCACAF?

K.K.: Myślę, że tak. Wygraliśmy tam dwa mecze, jesteśmy liderami w tabeli. W pozostałych spotkaniach trzeba też pokazać się z jak najlepszej strony, wygrać grupę i powalczyć o coś więcej na wiosnę.

Ale tam na drodze do awansu w Grupie 3. znowu stoją Red Bulls i Thierry Henry, który w 5. meczach z wami strzelił 9 goli. Jak go zatrzymać?

K.K.: Oni też przyjadą do nas zmęczeni podróżą. Zobaczymy jak Henry i spółka spiszą się w sytuacji, gdy będą musieli grać co 3 dni. To na pewno ułatwi nam sprawę.

Jesteś w Montrealu już kilka miesięcy. Trafiłeś do ekipy, która jest czerwoną latarnią. Nie tak sobie to wyobrażałeś?

K.K.: Nie jestem skory do narzekań. W klubie i mieście jest ok. Jedyne do czego ciężko się przyzwyczaić to dalekie wyjazdy. Ale i z tym dam sobie radę.

Rozmawiał po spotkaniu Red Bulls Nowy Jork - Montreal Impact (4:2) Tomek Moczerniuk

MLS: BWP pobił rekord Angela

Bradley Wright-Phillips strzelił w tym sezonie już 20 goli. Foto: Danny Blanik

Ciekawe widowisko okraszone aż sześcioma bramkami obejrzeli w sobotni wieczór widzowie na Red Bull Arena. Gospodarze pokonali zmęczony Montreal Impact 4:2 a ojcami zwycięstwa byli Thierry Henry i Bradley Wright-Phillips, który poprawił klubowy rekord strzelecki Juana Pablo Angela.

Cztery gole zaaplikowali ostatniemu w tabeli
Impactowi gracze Red Bulls. Foto: Danny Blanik
Nowojorczycy przystępowali do meczu wypoczęci, bo w ubiegłym tygodniu pauzowali. W innych nastrojach byli za to goście, którzy w czwartkowy wieczór grali w dalekim Salwadorze, gdzie sięgnęli po 3 punkty w meczu Ligi Mistrzów CONCACAF z C.D. FAS. Wydawało się więc, że Red Bulls od początku rzucą się na zmęczonych podróżami Mistrzów Kanady, ale ku zaskoczeniu niemal 18-tysięcznej widowni nic takiego nie nastąpiło. Co prawda już w pierwszych minutach Bradley Wright-Phillips zmarnował dwie świetne okazje, ale potem gra się wyrównała i żadnej z drużyn nie udało się stworzyć klarownej sytuacji aż do 37.min. Callum Mallace wypatrzył pędzącego lewą stroną Dilly'ego Dukę a pochodzący z New Jersey Albańczyk ograł Chrisa Duvalla i pokonał Luisa Roblesa strzałem w krótki róg. Na trybunach zapanowała kompletna cisza, bo nikt nie przypuszczał, że walczący o awans do playoffs Red Bulls będą przegrywać do przerwy z ostatnią drużyną w tabeli.

Na szczęście miejscowi mają w swoich szeregach Thierry'ego Henry, który rozgrywa swój ostatni sezon w MLS i który w dalszym ciągu potrafi w pojedynkę rozstrzygnąć o losach pojedynku. Francuz dał gospodarzom wyrównanie w 53.min ładnym strzałem głową po dośrodkowaniu Erica Alexandra. Kwadrans później Henry dostał podanie od Daxa McCarty i posłał podkręconą piłkę w długi róg Evana Busha, który musiał skapitulować.

W 74.min Titi do dwóch goli dołożył asystę. Z dokładnego podania od Francuza skorzystał oczywiście Wright-Phillips, który nie pomylił się w sytuacji sam-na-sam z Bushem. Był to gol nr. 19 w tym roku a oznaczało to, że następne trafienie Anglika da mu klubowy rekord ustanowiony w 2007 i należący do Juana Pablo Angela.

Krzysztof Król nie zawinił przy ani jednej bramce.
Foto: Danny Blanik
Ale Montreal nie zamierzał ustępować i najpierw dwie świetne sytuacje zmarnowali obaj Designated Players Marco Di Vaio i Ignacio Piatti, a na 10 minut przed końcem ładnym strzałem zza pola karnego Roblesa zaskoczył Argentyńczyk Andres Romero. Trener gości Frank Klopas rzucił wszystko na jedną szalę wpuszczając na boisko Anthony Jacksona-Hamela w miejsce rozgrywającego dobre spotkanie Krzysztofa Króla. Ale mimo ambitnej postawy Impact nie zdołał już odwrócić losów pojedynku. Na dodatek w doliczonym czasie gry wprowadzony na boisko za bezproduktywnego Tima Cahilla Peguy Luindula wypatrzył w polu karnym Wrighta-Phillipsa i ten ze stoickim spokojem pokonał Busha po raz czwarty. Stadion eksplodował z radości, bo znajdujący się w świetnej formie strzeleckiej BWP pobił rekord Angela. Teraz na celowniku Brytyjczyka jest rekord MLS należący do Roya Lassitera i Chrisa Wondolowskiego, którzy w jednym sezonie pokonywali bramkarzy 27 razy. Jest to cel dosyć realny, bo Red Bulls w rundzie zasadniczej mają do rozegrania jeszcze 10 spotkań.

Zanim nowojorczycy w ostatni dzień sierpnia zagrają w stolicy z United czeka ich pierwszy grupowy mecz w Lidze Mistrzów CONCACAF. W najbliższy wtorek na Red Bull Arena przyjedzie salwadorski C.D. FAS, który w obecnej edycji LM przegrał jak na razie oba spotkania z ostatnią drużyną w grupie 3. Montrealem Impact. Początek o 20:00, bilety na tickets.newyorkredbulls.com. W tym meczu najprawdopodobniej zagra Mateusz Miazga, który tym razem nie znalazł się w kadrze meczowej Mike'a Petke.

Arbitrem technicznym w meczu Red Bulls - Montreal był Polak ze Stalowej Woli Robert Sibiga.

MLS Sezon Zasadniczy
23 Sierpnia 2014, 19:00
Red Bull Arena, Harrison, NJ

New York Red Bulls - Montreal Impact 4:2 (0:1)
0:1 - Dilly Duka 1 (Callum Mallace 2) 37’
1:1 - Thierry Henry 6 (Eric Alexander 8) 53’
2:1 - Thierry Henry 7 (Dax McCarty 2) 67’
3:1 - Bradley Wright-Phillips 19 (Thierry Henry 11) 74’
3:2 - Andres Romero 6 (Wandrille Lefevre 1) 79’
4:2 - Bradley Wright-Phillips 20 (Peguy Luyindula 1) 91+

New York Red Bulls (7-7-10, 31 pkt): Luis Robles, Chris Duvall, Ibrahim Sekagya, Jamison Olave, Roy Miller, Lloyd Sam, Dax McCarty, Tim Cahill (Peguy Luyindula 68’), Eric Alexander (Ambroise Oyongo 60’), Thierry Henry (Saer Sene 83’), Bradley Wright-Phillips

Montreal Impact (4-15-5, 17 pkt): Evan Bush, Matteo Ferrari, Hassoun Camara, Krzystof Krol (Anthony Jackson Hamel 81’), Wandrille Lefevre, Ignacio Piatti (Maxim Tissot 69’), Calum Mallace, Felipe Martins, Dilly Duka, Andres Romero, Jack McInerney (Marco Di Vaio 62’)

Sędziował: Sorin Stoica
Widzów: 17,891

piątek, 22 sierpnia 2014

Kłopoty bogactwa Miazgi

Kilka dni temu w PS ukazał się artykuł o utalentowanym, 19-letnim obrońcy Red Bulls Nowy Jork Mateuszu Miazdze. Od piątku jego rozterki jeszcze bardziej przybrały na intensywności, bo mieszkaniec Clifton otrzymał powołanie do dwóch młodzieżowych kadr jednocześnie!

Miazga w barwach U20 USA. Foto: Matt Miazga
Jako pierwsza wiadomość wysłała ekipa USA do lat 20, której trenerem jest legenda amerykańskiego soccera Tab Ramos. Między 1-9 września młodzi amerykanie polecą do Argentyny na zgrupowanie, którego finałem będzie towarzyski mecz z rówieśnikami Albicelestes. Miazga grał już w tej kadrze - ostatni raz w kwietniu, w mocno obsadzonym Dallas Cup, w którym Jankesi zajęli drugie miejsce. W lipcu przyszła kolejna nominacja - na wygrany przez Stany NTC Invitational w Kalifornii - ale tym razem Miazga musiał Ramosowi odmówić, ze względu na obowiązki klubowe. "Graliśmy akurat ważne mecze ligowe z Columbus Crew i Philadelphia Union i musiałem być do dyspozycji trenera Mike'a Petke." - tłumaczy Miazga - "W obu spotkaniach zagrałem w pełnym wymiarze czasowym."

Kontakt z Polski miał miejsce w ubiegłą środę, a do Miazgi zadzwonił sam Marcin Dorna, który w 2012 doprowadził zespół U17 do półfinału Mistrzostw Europy. Od jakiegoś czasu Dorna steruje kadrą U21, która jest o krok od awansu do finałowego turnieju ME w Czechach. Ta impreza z kolei wyłoni 3 drużyny, które będą reprezentować Stary Kontynent na Olimpiadzie w Rio w 2016. "Trener Dorna zaprosił mnie do przyjazdu na dwa mecze kadry U20 w ramach Turnieju Czterech Narodów." - wyjaśnia Miazga - "4 września w Polsce odbędzie się mecz ze Szwajcarią, a 9. kadra jedzie do Włoch na mecz z Italią."

Po raz ostatni Miazga grał w biało-czerwonym trykocie w październiku 2012 w towarzyskiej potyczce ze Słowenią. Z tamtego składu na Turniej Czterech Narodów powołani zostali także Gracjan Horoszkiewicz, Dariusz Formella, Oskar Pogorzelec, Adam Dźwigała, Mariusz Stępiński i Vincent Rabiega. "Fajnie byłoby się znowu spotkać z chłopakami!" - mówi Miazga - "Wiem, że to także duża szansa na pokazanie się kibicom w Polsce."

Kłopoty bogactwa sprawiają, że Miazga ma ciężki orzech do zgryzienia. Bardzo cieszy go fakt, że Polska o nim nie zapomniała, ale zauważa, że amerykańskie powołanie przyszło dużo wcześniej. Zanim podejmie ostateczną decyzję nominacje muszą być także rozpatrzone przez jego macierzysty klub Red Bulls Nowy Jork, który - naturalnie rzecz biorąc - będzie się skłaniać ku wyjazdowi stopera do Argentyny.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

NASL: Zmiana lidera, Cosmos na wstecznym

Świetnie spisujące się w tym sezonie Skorpiony straciły miejsce w fotelu lidera. Foto: SA Scorpions
Trzeciej porażki na jesień doznali piłkarze Cosmosu Nowy Jork. Ekipa Daniela Szeteli uległa w Tampie Rowdies 1:3 i co gorsze w niczym nie przypominała ubiegłorocznego Mistrza NASL. Tomasz Zahorski i Scorpions stracili nie tylko punkty w Ottawie, ale i prowadzenie w tabeli na rzecz rewelacyjnie spisujących się w tym roku Minnesota United.

Bić Mistrza!

Drugi mecz z rzędu na wyjeździe przyszło rozgrywać nowojorskiemu Cosmosowi. Tydzień temu Szetela i spółka przegrywali 0:1 w Atlancie, ale zdołali odwrócić szalę na swoją korzyść. Tym razem zaczęło się podobnie, ale ostatecznie pościg za Rowdies w Tampie Cosmosowi się nie udał.

Gospodarze od początku narzucili Nowemu Jorkowi wysokie tempo, co sprawiło gościom mnóstwo kłopotów. Szczególnie słabo spisywała się defensywa, która pozwalała graczom z Florydy na bezkarne hasanie w swoim polu karnym. W 22.min padła pierwsza bramka dla Rowdies, którą strzelił Keith Savage. Potem tylko dzięki ofiarnym interwencjom Jimmy'ego Maurera Cosmos nie schodził na przerwę z większym bagażem bramkowym, bo Amani Walker, Shane Hill i Georgi Hristov powinni wpisać się na listę strzelców.

W drugiej części Cosmos dalej nie potrafił uzyskać inicjatywy, co skrupulatnie wykorzystali Rowdies. Gola w 58.min zdobył Tamika Mkandawire i Gio Savarese musiał reagować. Z boiska zszedł m.in. najbardziej wartościowy zawodnik ubiegłego sezonu Marcos Senna, który w tym roku jest cieniem samego siebie, a zameldowali się na Hans Denissen i Stefan Dimitrov. Akcja tej dwójki dała Cosmosowi bramkę w 81.min i promyk nadziei, który jednak zgasł po bramce Blake'a Wagnera w doliczonym czasie gry.

Cosmos po raz drugi w tej rundzie stracił 3 bramki w jednym spotkaniu. Dla porównania tyle samo strzałów znalazło drogę do siatki we wszystkich 9. meczach na wiosnę. Ale nie tylko forma obrony oraz lidera zespołu Senny jest zastanawiająca, bo napastnicy Mads Stokkelien, Denissen, Dimitrov i Jamal Johnson też grają bardzo słabo i zdobyli w tej rundzie zaledwie dwa gole. "W każdym meczu powtarza się to samo." - kręci głową Danny Szetela - "Tworzymy sytuacje, a wpaść nic nie chce. W Tampie grało się bardzo ciężko z uwagi na panujący tam upał."

Nowojorczycy spadli na 7. miejsce w tabeli i o poprawienie tej lokaty w następnej kolejce będzie bardzo ciężko. W najbliższą sobotę o 19:00 na James M. Shuart Stadium (900 Fulton Ave, Hempstead, LI) przyjedzie bowiem świetnie spisująca się w tym sezonie Minnesota United. Gracze Manny Lagosa wygrali rundę wiosenną i teraz też są na czele tabeli. W całym roku przegrali tylko raz - 12 maja z... Cosmosem na Long Island. Bilety od $15 na www.nycosmos.com/tickets (kod dla Polaków: POLSKA).

Tampa Bay Rowdies - Cosmos 3:1 (Savage 22', Mkandawire 58', Wagner 90' - Dimitrov 81')
Cosmos: Maurer - Freeman, Roversio, Ayoze, C.Mendes - Flores, Szetela, Senna (63' Nane), Guenzatti, Stokkelien (Denissen 71'), Johnson (Dimitrov 60').

Kosztowny remis Skorpionów

Jeszcze do niedawna Skorpiony były postrachem wszystkich stadionów w NASL, bo zespół z San Antonio zdobywał więcej punktów z dala od domu niż na Toyota Park. Ostatnio jednak wyjazdowa fortuna odwróciła się od drużyny z Teksasu, bo do porażki w Edmonton sprzed dwóch tygodni dołożyli oni niedzielny remis z ostatnią w tabeli Ottawą Fury.

W przeciągu całego spotkania więcej z gry mieli gospodarze, których na TD Place dopingowało 4277 widzów. Problemem Fury była skuteczność, bo w pierwszych 45. min Mason Trafford i Ryan Richter nie wykorzystali dogodnych sytuacji. Wśród gości wyróżniał się Bill Forbes, za którym często nie nadążąli obrońcy z Ottawy.

W drugiej odsłonie Philippe Davies wreszcie trafił do siatki San Antonio, ale arbiter dopatrzył się spalonego. Uznane natomiast zostało cudowne trafienie Trevina Caesara, który w 76. min uderzył z dystansu i pokonał Francuza Romualda Peisera.

Fury nie rezygnowało z doprowadzenia do wyrównania i w 86. min sędzia podyktował jedenastkę za zagranie ręką w polu karnym. Lepszym od strzelca - Tony'ego Donatelli - okazał się Josh Saunders, który w pięknym stylu obronił uderzenie napastnika gospodarzy. Tuż przed końcowym gwizdkiem do siatki Scorpions trafił jednak Tim Heinemann, który wykorzystał dokładne dośrodkowanie Vini Dantasa i niefrasobliwość obrony Scorpions.

Remis kosztował San Antonio utratę pierwszego miejsca w tabeli na rzecz Minnesoty United. W następnej kolejce Tomasz Zahorski i spółka mogą odzyskać to co stracili jeśli pokonają u siebie Atlantę, a Cosmos urwie punkty Minnesocie.

Ottawa Fury FC - San Antonio Scorpions 1:1 (Heinemann 89' - Caesar 76')
Scorpions: Saunders - Borrajo, Janicki, DeRoux, Maund - Menjivar (Soto 90'), Restrepo, Castillo, Forbes - Elizondo (Caesar 74'), Zahorski

Pozostałe wyniki:
Minnesota United - Indy Eleven 5:1 (Pitchkolan 25', Ramirez 37', 58', Daniel Mendes 45', Watson 53' - Kleberson 71')
Carolina RailHawks - FC Edmonton 2:3 (Schilawski 12' 75'k - Laing 53' Jones 64' Hlavaty 90'k)
Ft. Lauderdale Strikers - Atlanta Silverbacks 1:1 (Picault 62' - Chavez 7')

Tabela po 6 kolejkach:
1. Minnesota United 6 16 15:5
2. San Antonio Scorpions 7 16 13:5
3. Tampa Bay Rowdies 6 12 12:10
4. Ft. Lauderdale Strikers 7 9 5:8
5. Atlanta Silverbacks 6 8 10:9
6. FC Edmonton 7 8 8:8
7. Cosmos 7 8 6:9
8. Indy Eleven 7 7 7:14
9. Carolina RailHawks 7 6 10:12
10. Ottawa Fury 6 2 3:9

sobota, 16 sierpnia 2014

Tenis: Ruszył Connecticut Open

Czy Caro Wozniacki wygra CT Open po raz piąty? Foto: Connecticut Open
Koniec wakacji w Nowym Jorku oznacza start tenisowych zmagań na US Open. Zanim jednak najlepsze rakiety świata wyjdą na korty Flushing Meadows czołowe zawodniczki zjechały do New Haven, aby walczyć o triumf i pulę 710 tys. dolarów w Connecticut Open.

To pierwsza edycja turnieju pod nowym szyldem. We wcześniejszych latach impreza odbywała się pod bardziej lokalną nazwą New Haven Open. Zmiana nie wpłynęła jednak na prestiż, bo w turnieju gra 22. zawodniczki z pierwszej 40-tki rankingu WTA. Z jedynką rozstawiona jest ubiegłoroczna triumfatorka Rumunka Simona Halep (2 WTA), która w 2013 w finale rozprawiła się z Petrą Kvitovą 6:2 6:2. Czeszka (4 WTA) to z kolei zwyciężczyni sprzed dwóch lat. Ją również - podobnie jak Eugenie Bouchard (8 WTA) i Dominikę Cibulkovą (13 WTA) - zobaczymy w tym roku na kortach w New Haven. Nie zabraknie całej plejady Włoszek: Flavii Penetty (13 WTA), Sary Errani (14 WTA), Roberty Vinci (26 WTA), Camili Giorgi (37 WTA), Franceski Schavione (77 WTA) oraz Karin Knapp (74 WTA), która w pierwszej rundzie kwalifikacji pokonała Polkę Katarzynę Piter (109 WTA) 6:2 6:0.

23-letnia Piter była jedyną naszą reprezentantką podczas tegorocznych zmagań w New Haven. Będziemy jednak trzymać kciuki za zawodniczki z polskimi korzeniami: Australijkę Samanthę Stosur (WTA 22), Kanadyjkę Aleksandrę Wozniak (96 WTA) oraz Carolinę Wozniacki (12 WTA), która między 2008-11 wygrywała ten turniej cztery razy z rzędu.

James Blake i Andy Roddick wyjdą na kort we czwartek.
foto: Connecticut Open 
W New Haven zobaczymy także najlepsze deblistki świata oraz dwa specjalnie zaaranżowane mecze legend męskiego tenisa. W środę 20 sierpnia o 19 pochodzący z pobliskiego Fairfield James Blake zmierzy się z Jimem Courierem, a dzień później o tej samej porze publiczność obejrzy starcie Blake vs Andy Roddick.

Organizatorzy zadbali także o atrakcyjne ceny biletów: wejście na sesje poniedziałkowe kosztuje $31 dla osoby dorosłej i $16 dla dziecka. Na sesje #2 (poniedziałek rano), #4, #5 (wtorek) i #6 (środa rano) można skorzystać z oferty kup dwa bilety w cenie jednego. Na wszystkie sesje (włącznie z finałem, który rozegrany zostanie w sobotę 23 sierpnia) można także nabyć pakiety rodzinne po promocyjnych cenach. Wszystkie informacje na temat biletów: http://www.ctopen.org/TicketsAndTravel