piątek, 24 października 2014

Mateusz Szlenk: Chcę się rozwijać i mieć perspektywę na grę w Bundeslidze

Drużyna SC Paderborn U19. Mateusz Szlenk w trzecim rzędzie w środku. Foto: SC Paderborn


SC Paderborn to beniaminek Bundesligi, który po 4. kolejkach sensacyjnie przewodził nawet całej stawce. W klubie z Westfalii trenuje także i Polak, 17-letni Mateusz Szlenk, który ubiegłego lata przeniósł się tam z Akademii GKS Tychy. 


Tomasz Moczerniuk (www.papatomski.com): W przerwie letniej stałeś się piłkarzem klubu, który jest rewelacją Bundesligi. Jak do tego doszło?

Mateusz Szlenk: Do SC Paderborn pojechałem najpierw na testy. Trwały one tydzień. Początkowo trenowałem z ekipą U19, potem z U23, która jest równocześnie bezpośrednim zapleczem pierwszego zespołu. Oferta kontraktowa pojawiła się zaraz po testach i oczywiście z niej skorzystałem.

Dlaczego Twój wybór padł na ekipę z Westfalii?

M.S.: Ponieważ pierwsza drużyna gra w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech, którzy przecież są Mistrzami Świata. Dodatkowo treningi z U19 i U23 zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Zaangażowanie zawodników, poziom gry i struktura samego treningu bardzo mi się podobały. Poczułem się tam naprawdę bardzo dobrze.

Szlenk w barwach GKS Tychy.
Foto: GKS Tychy
W Polsce grałeś m.in. w UKS Grom Tychy oraz tyskim GKS, który obecnie rywalizuje na zapleczu Ekstraklasy. Czy nie próbowano Ciebie zatrzymać w śląskim klubie?

M.S.: W Tychach otrzymałem propozycję z pierwszej drużyny, ale uznałem że wyjazd na Zachód będzie lepszym rozwiązaniem. Mam 17 lat, obecnie najważniejszy jest dla mnie rozwój, który w Niemczech jest możliwy w stu procentach.

Czy oprócz GKS miałeś jakieś oferty z innych klubów?

M.S.: Byłem na testach w holenderskich De Graafschap i NEC Nijmegen. Z obu klubów pojawiło się zainteresowanie moją osobą. Po dłuższym zastanowieniu uznałem jednak, że kierunek niemiecki będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem.

Na jakich zasadach podpisałeś kontrakt w Paderborn i na jaki okres czasu on opiewa?

M.S.: Jest to kontrakt młodzieżowy i podpisany na 2 lata. Klub zaoferował mi internat jednak wybrałem mieszkanie w pobliskiej miejscowości Soest. Paderborn opłaca mi karty na pociąg i komunikację miejską.

Na co dzień trenujesz z drużyną U19. Kto jest waszym szkoleniowcem?

M.S.: Naszym trenerem jest 40-letni Markus Feldhoff, były zawodnik m.in. Bayeru Leverkusen, gdzie grał z Adamem Ledwoniem oraz VfL Wolfsburg, gdzie jego kolegami byli Andrzej Juskowiak, Waldemar Kryger i Krzysztof Nowak. Rozegrał 3 mecze w Lidze Mistrzów, a w 1997 roku w meczu z Bayernem Monachium strzelił trzy bramki Oliverowi Khanowi. Jest świetnym trenerem, wcześniej siedzał na ławce szkoleniowej Energie Cottbus. Uważam że jestem w dobrych rękach i pod jego okiem nie muszę się martwić o swój rozwój.

Po treningu z Petarem Krsticiem - reprezentantem
Macedonii. Foto: Facebook
Jak wygląda rywalizacja w drużynie oraz w A-Junioren Westfalenliga FLVW - niemieckiej regionalnej lidze juniorów?

M.S.: Jest zdecydowanie inaczej niż w Gromie czy GKS Tychy. Zaangażowanie każdego zawodnika stoi na najwyższym poziomie i każdy z nas musi ciężko pracować żeby wywalczyć sobie miejsce w kadrze meczowej czy pierwszej jedenastce. Trener nie ma więc łatwego zadania. Mimo iż w drużynie nie ma reprezentantów Niemiec - natomiast jest jeden reprezentant Bośni i Hercegowiny - spisujemy się dobrze i po 5. kolejkach zajmujemy drugie miejsce w tabeli.

Tobie idzie na tyle dobrze, że wpadłeś w oko trenerowi rezerw, który zaprosił Ciebie niedawno do gry w meczu testowym przeciwko pierwszej drużynie. Jak wrażenia?

M.S.: Gra przeciwko profesjonalnym piłkarzom, którzy na co dzień występują w jednej z najlepszych lig na świecie była dla mnie wielkim wydarzeniem. Rezerwy grają w lidze regionalnej, dlatego nie byliśmy faworytami i przegraliśmy 3:6, ale zagrałem 70 minut i byłem z siebie zadowolony. Trenerzy również podzielali moje zdanie, więc ten mecz będę z pewnością bardzo mile wspominał.

Na jakiej pozycji zagrałeś?

M.S.: Na mojej nominalnej - środkowego obrońcy. Tam się czuję najlepiej. Na innych pozycjach jeszcze nie byłem wystawiany.

Co sądzisz o pierwszej drużynie, która jest rewelacją Bundesligi? Typowano ją do spadku, ale po tak dobrym starcie chyba można spodziewać się więcej?

M.S.: Wysoka pozycja w tabeli jest dla mnie dużym, pozytywnym zaskoczeniem. Chodzę regularnie na mecze pierwszej drużyny i widzę, że jest solidna i potrafi systematycznie grać na najwyższym poziomie. Mimo wszystko wciąż uważam, że naszym sukcesem będzie utrzymanie się w Bundeslidze.

W drodze na trening. Foto: Mateusz Szlenk
Twój klub do roli Kopciuszka predysponują także takie dziwolągi jak: zakaz rozgrywania meczów w piątki po 20:30, najmniejszy stadion w całej lidze oraz 1900 miejsc parkingowych dla... rowerów. Czy przez to rywale traktują Paderborn z przymrużeniem oka?

M.S.: Stadion mamy dokładnie taki sam jak Piast Gliwice. O ciszy nocnej i miejscach dla rowerów nie wiedziałem. Mówiąc krótko są one dosyć dziwne. Ale drużyna udowodniła, że nie są chłopcami do bicia i utarła nosa niedowiarkom. To piękna historia kiedy klub z najmniejszym stadionem i budżetem wygrywa z takimi drużynami jak Hamburg, Hannover czy Eintracht Frankfurt. Oby tak dalej!

Twój kontrakt opiewa na dwa lata - czy zakładasz sobie, że w ciągu tego okresu znajdziesz się w kadrze pierwszej drużyny?

M.S.: Oczywiście, że chciałbym w najbliższej przyszłości zadebiutować w pierwszej drużynie, ale nie zakładam sobie na to z góry żadnych terminów. Po to przeniosłem się do Niemiec, aby się rozwijać i mieć perspektywę na grę w Bundeslidze.

A co z kadrą Polski? Czy z Niemiec będzie Ci do niej bliżej niż z Tych?

M.S.: Mam nadzieję. W przeszłości słyszałem coś o powołaniu do kadry U17, ale oficjalnie nic się nie wydarzyło. Teraz gram w lepszym klubie, przeciwko świetnym piłkarzom, robię postępy i jestem do dyspozycji trenerów polskich młodzieżówek.

W Paderborn jest całkiem spora ilość Polaków. Spotkałeś już tam kogoś mówiącego po Polsku?

M.S.: Nie spotkałem nikogo mówiącego w moim ojczystym języku. Mam nadzieję, że wkrótce poznam kogoś z kim będę mógł „normalnie” porozmawiać (śmiech).

Skoro o językach to w jakim stopniu znasz niemiecki?

M.S.: W szkołach publicznych w Polsce język niemiecki stoi na bardzo niskim poziomie, więc mimo iż uczyłem się go przez trzy lata to moja wiedza jest bardzo podstawowa. Ale szybko to nadrobię, bo w klubie zacząłem niedawno intensywny kurs językowy.

Wyjechałeś z Polski kilka miesięcy temu, ale jakiej rady udzieliłbyś swoim rówieśnikom w Polsce: szukanie klubu za granicą czy może jednak próby zaistnienia w kraju?

M.S.: Przede wszystkim należy cały czas ciężko pracować i nigdy się nie poddawać. W Polsce szkolenie nie stoi na najwyższym poziomie, więc trzeba szukać możliwości na to żeby się rozwijać. A jest to możliwe tylko w takich miejscach, w których szkolenie jest na odpowiednio wysokim poziomie.

środa, 22 października 2014

Miazga: Playing in Brazil was awesome

Miazga (3rd from the right in the last row) and the U23 team in Brazil. Foto: ussoccer.com
In the last few months a 19-year old Red Bull defender Matt Miazga played more with the US youth national teams than his home club. Tonight, a week after his first stint with a U23 team he will suit up for a CONCACAF Champions League game vs Montreal Impact, which - despite the standings - he does see as meaningless. 

Tomek Moczerniuk (www.papatomski.com): How was your U23 trip to Brazil week? 

Mateusz Miazga: Even though it was much shorter than the U20 one in September in Argentina it was great. It went by really fast. We spent a few days in Brasilia, trained, got to know each other and at the end played against a soccer powerhouse in their own backyard. Personally I gained plenty of valuable experience and obviously I saw what is needed at the next level of international football - that being the Olympics.

Let's talk about the game a little bit. Was the 0:3 score fair?

M.M.: I wouldn't say it was fair, because we had a lot of clear-cut chances, which we did not finish. I thought there was spell in a game at the beginning of the second half were we took control. Mario Rodriguez could've easily had two goals alone, Jordan Morris and Dennis Flores had their opportunities as well. But that's the game of soccer - sometimes it's cruel, when one team doesn't score the other team will. And that's what Brazil did with their chances.

You played last 30 minutes and were on the field when Brazil scored twice. Could these goals have been prevented?

M.M.: I think so and I do feel partially responsible for that. Whenever a goal is scored against us it's my fault in a way. I play in the center of defense and it's my job to not let the opponent score.

How was it to play in the World Cup arena with 10,000 people in attendance?

M.M.: I have played in front of bigger crowds in the MLS, but this was the biggest one I played for in terms of my international experience. The atmosphere was unbelievable and a feeling to play in a World Cup stadium - especially against a nation like Brazil in their capital - was just awesome.

What does it mean for you to face football giants - Argentina and Brazil - prior to your olympic qualifiers?

M.M.: It's always a huge test to play such powerhouse nations in the game of soccer, but it prepares us well for what's ahead of us. Since they are one the best teams we know what level we need to bring to compete and beat teams like Brazil and Argentina.

In the meantime Poland U20 - which you got a call for as well - beat Italy and Switzerland in a Four Nation Tournament. Were you surprised how well they’ve done?

M.M.: Yes! I've seen the highlights of the Italy game and I followed the score of the Swiss game. It was good to hear that they have won both games!

Tonight you will be back in the Red Bulls starting line up. Do you think it will be a meaningless game?

M.M.: Even though we are out of the CL this game will be far from meaningless for us players. I think it's good to get a game for most of us that haven't gotten many minutes this year. We also want to impress the coaches and show them that they can count on us come playoff time. We're ready to play and contribute and personally I am very excited to be back on the starting XI.

poniedziałek, 20 października 2014

MLS: Wpadka Red Bulls

Za chwilę Lloyd Sam ogra obrońców Crew i zdobędzie gola na 1:2. Foto: Danny Blanik
W rozegranym w niedzielę spotkaniu 33. kolejki MLS Red Bulls Nowy Jork ulegli u siebie Columbus Crew 1:3. Porażka martwi, bo wszystko wskazuje na to, że za 1.5 tygodnia te dwie drużyny zmierzą się ze sobą w pierwszej rundzie fazy playoffs.

Nie tak miało wyglądać pożegnanie rundy zasadniczej na Red Bull Arena. Do Harrison przyjechała drużyna Columbus Crew, która - podobnie jak nowojorczycy - walczy o jak najwyższe rozstawienie przed rozpoczynającymi się za 10 dni playoffs. O ile lider DC United jest poza zasięgiem to sprawa drugiego miejsca na Wschodzie jest wciąż otwarta.

Od początku widać było, że stawka bardziej zmobilizowała gości, którzy już w 7.min stworzyli sobie dogodną sytuację do zdobycia gola, której nie wykorzystał Aaron Schoenfeld. Ten sam zawodnik zrehabilitował się jednak 10. minut później trafiając do siatki Luisa Roblesa po zagraniu Ethana Finley'a. W 34.min było już 2:0 po tym jak Tony Tchani puścił Finley'a w uliczkę a Roy Miller i Armando nie przeszkodzili pomocnikowi gości w oddaniu celnego strzału na bramkę Red Bulls. W pierwszej części gospodarze grali słabo, a do statystycznego notesu trafiły tylko próby Thierry'ego Henry i Bradley'a Wright-Phillipsa obronione przez Steve'a Clarka.

Czy to było ostatnie spotkanie Henry'ego na Red Bull Arena?
Foto: Danny Blanik
W 58.min padł upragniony przez ponad 20 tys. kibiców gol. Dax McCarty ładnym przerzutem podał piłkę do Lloyda Sama. Skrzydłowy wbiegł między dwóch obrońców i omal nie rozerwał siatki potężnym strzałem w krótki róg. Minutę później wyrównać mógł Henry, ale jego strzał zablokował obrońca.

Na 10 minut przed końcem nadzieję na wyrównanie rozwiała piękna, koronkowa akcja Crew. Piłka wędrowała jak po sznurku pomiędzy Finlay'em i Federico Higuainem, aż wreszcie trafiła do niepilnowanego Schoenfelda, który nie miał problemów ze strzeleniem swojej drugiej bramki - i dopiero trzeciej w całym sezonie - w tym spotkaniu.

Zmarznięci kibice opuszczali więc stadion w minorowych nastrojach, bo Red Bulls nie tylko przerwali passę 7. kolejnych zwycięstw na własnym obiekcie, ale i stracili 4. miejsce na rzecz Crew. Co prawda mają jeszcze szansę na 3. lokatę na Wschodzie, ale za tydzień muszą pokonać w Kansas City Sporting i liczyć na potknięcie Crew u siebie w meczu z Philadelphia Union. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że za 10 dni Henry i spółka pojadą bić się o koronę MLS do Ohio.

October 19, 2014
MLS Regular Season
Red Bull Arena, Harrison, NJ

New York Red Bulls - Columbus Crew 1:3 (0:2)
0:1 - Aaron Schoenfeld 2 (Ethan Finlay 6) 17'
0:2 - Ethan Finlay 11 (Tony Tchani 6) 34'
1:2 - Lloyd Sam 4 (Dax McCarty 3) 58'
1:3 - Aaron Schoenfeld 3 (Ethan Finlay 7, Federico Higuain 7) 80'

New York Red Bulls (12-10-11, 47 pkt): Luis Robles, Richard Eckersley, Jamison Olave, Armando, Roy Miller, Dax McCarty (Ruben Bover 79'), Eric Alexander, Thierry Henry, Peguy Luyindula (Ambroise Oyongo 61'), Lloyd Sam, Bradley Wright-Phillips

Columbus Crew (13-10-10, 49 pkt): Steve Clark, Hector Jimenez (Eric Gehrig 82'), Michael Parkhurst (Emanuel Pogatelz 46'), Tyson Wahl, Bernardo Anor, Tony Tchani, Wil Trapp, Ethan Finlay, Justin Meram (Chad Barson 61'), Federico Higuain, Aaron Schoenfeld

Sędziował: Jose Carlos Rivero
żółte: Wright-Phillips, Olave, Armando, Jimenez
Widzów: 20,681

niedziela, 19 października 2014

NASL: Remis Cosmosu, porażka Skorpionów

Jeden punkt i zero bramek - z takim bilansem wróciły z wyjazdowych spotkań 15. kolejki Cosmos Nowy Jork i San Antonio Scorpions. O ile Daniel Szetela i koledzy spisali się nieźle remisując w Minnesocie z United 0:0, to porażka grających bez kontuzjowanego Tomasza Zahorskiego Skorpionów w Indianapolis 0:1 chluby im nie przyniesie.

Przedsmak finału?

Daniel Szetela (#14) i Connor Lade (#23) próbują powstrzymać szarżującego Daniela Mendesa. Foto: Minnesota United FC
Wygrana w sobotni wieczór nad Minnesotą United miała zapewnić Cosmosowi awans do playoffs. Rozstrzygnięcia z pozostałych boisk sprawiły, że do osiągnięcia celu wystarczył remis, choć był on ze wskazaniem na Minnesotę, która w ewentualnym listopadowym starciu pomiędzy tymi drużynami w finale NASL będzie faworytem.

Cosmos - który w ubiegłym roku wygrał zarówno rundę jesienną jak i Soccer Bowl - jechał do Minnesoty po punkty, które miały mu dać awans do playoffs na 2. kolejki przed końcem sezonu. Zadanie nie było łatwe, bo United grają w tym roku rewelacyjnie i po zdobyciu tytułu Mistrza Wiosny jesienią także nie mają sobie równych. Z drugiej jednak strony od momentu kiedy Cosmos wrócił do NASL Minnesota jeszcze nigdy nie potrafiła pokonać nowojorczyków i w czterech dotychczasowych potyczkach strzeliła tylko jedną bramkę.

Miguel Ibarra próbuje ograć Daniela Szetelę. Foto: MUFC
Mecz pomiędzy dwoma kandydatami do Soccer Bowl był ciekawy i toczony w szybkim tempie. Gospodarze napędzani przez Miguela Ibarrę - który niedawno jako pierwszy piłkarz nowożytnej NASL uczestniczył w zgrupowaniu kadry USA - dominowali i tylko dzięki dobrej postawie Jimmy'ego Maurera w bramce i przytomności umysłu Carlosa Mendesa (wybił piłkę z pustej bramki po strzale Ibarry) Minnesota schodziła z zerowym kontem bramkowym. Cosmos próbował odgryzać się strzałami Szeteli i groźną centrą Jemala Johnsona, która sprawiła sporo kłopotów Mattowi Van Oekelowi, ale ostatecznie do przerwy było 0:0.

W drugiej części obrona Cosmosu była jeszcze szczelniejsza i aż do 75.min Ibarra nie miał okazji na rozpędzenie się. Dopiero w ostatnim kwadransie gospodarze złapali drugi oddech i znowu sytuację ratowali obrońcy i Maurer. Kolejnej okazji nie wykorzystał Ibarra, któremu obrońcy uniemożliwili strzał do pustej bramki po tym jak ograł Maurera w sytuacji sam-na-sam. Ale największym pechowcem był najlepszy snajper NASL w tym sezonie Christian Ramirez, który nie wykorzystał w 86.min jedenastki podyktowanej za faul Carlosa Mendesa. W rezultacie Mendes obejrzał czerwony kartonik a 23-letni napastnik Minnesoty nie zdobył 20. gola w sezonie strzelając Panu Bogu w okno.

Cosmos dowiózł do końca szczęśliwy remis, który dał im upragniony awans. Nie dał się także pokonać Minnesocie w piątym kolejnym meczu, ale trzeba przyznać, że United byli lepsi i w ewentualnym starciu w playoffs (obie ekipy mogą się spotkać w finale) to oni będą faworytem.

Za tydzień Cosmos pożegna się ze swoimi kibicami meczem z Tampa Bay Rowdies na James M. Shuart Stadium (900 Fulton Ave, Hempstead, Long Island). Początek 19:30, bilety www.nycosmos.com/tickets (kod dla Polaków: POLSKA).

Minnesota United - Cosmos 0:0
Cosmos: Maurer - Freeman, C. Mendes, Ayoze, Ockford (Gorskie 46'), Lade, Szetela, Senna, Diaz (Guenzatti 78'), Stokkelien, Johnson (Chirishian 57')

Beniaminek lepszy od Scorpions

Kadr z meczu Indy Eleven - San Antonio Scorpions. Foto: SAScorpions
Komplet widzów na IUPUI's Michael A. Carroll Stadium oklaskiwał piłkarzy Indy Eleven w starciu z San Antonio Scorpions. Beniaminek i przedostatnia drużyna w tabeli pokonała wicelidera 1:0 po bramce zdobytej w drugiej części meczu.

Po ubiegłotygodniowym sensacyjnym zwycięstwie nad liderem Minnesotą United 2:0 tym razem do Indianapolis przyjechała druga drużyna w NASL. Gospodarze ponownie sprawili niemal 11-tysięcznej publiczności sporo radości odprawiając z kwitkiem mających mistrzowskie aspiracje graczy z Teksasu. Jedyna bramka padła w 56.min po strzale wypożyczonego z LA Galaxy Charlie Rugga, który wykorzystał dobre podanie Mike'a Ambersley'a. San Antonio, które grało bez kontuzjowanego Tomasza Zahorskiego, miało w zasadzie tylko jedną szansę na wyrównanie, ale w 68.min Billy Forbes - mając przed sobą tylko Kristiana Nichta - fatalnie przestrzelił z 12. metrów.

Za tydzień grające w kratkę Skorpiony czeka arcytrudny wyjazd do Minnesoty, który może dać odpowiedź na pytanie która z tych czołowych drużyn NASL będzie faworytem rozpoczynających się w listopadzie playoffs.

Indy Eleven - San Antonio Scorpions 1:0 (Rugg 56')
Scorpions: Saunders - Borrajo, James, Cann, Janicki, DeRoux, Castillo, Forbes, Elizondo, Touray (Hassli 61'), Gentile (Caesar 82')

Pozostałe mecze:
środa: Tampa Bay Rowdies - Minnesota United 2:3 (Hristov 28', Townsend 90' - Ramirez 44' 58' Vicentini 66') Sobota: Ottawa Fury - FC Edmonton 0:2 (Burt 9', Laing 21'), Atlanta Silverbacks - Tampa Bay Rowdies 1:1 (Chavez 54' - Hristov 38'), Carolina RailHawks - Ft. Lauderdale Strikers 1:1 (Novo 82' - Anderson 67')

Tabela po 16. kolejkach:
1. Minnesota United 16 33 29:16
2. San Antonio Scorpions 16 29 28:15
3. FC Edmonton 16 26 21:16
4. Ft. Lauderdale Strikers 16 23 18:20
5. Cosmos 16 22 21:21
6. Carolina RailHawks 16 20 23:26
7. Indy Eleven 16 19 17:23
8. Tampa Bay Rowdies 16 18 21:30
9. Ottawa Fury 16 16 18:22
10. Atlanta Silverbacks 16 13 19:26

sobota, 18 października 2014

Cała Polonia Czytała Dzieciom w East Stroudsburg

Dorośli czytają dzieciom i z dziećmi - czyli CPCD w East Stroudsburg. foto: Tomek Moczerniuk
Dobiegł końca najbardziej pracowity tydzień w historii projektu Cała Polonia Czyta Dzieciom w USA. Zaczęło się w ubiegły weekend w South Hackensack, potem był wtorek w Perth Amboy aż wreszcie w tę sobotę dorośli czytali dzieciom w East Stroudsburg w stanie Pensylwania.

foto: Aneta Pieróg-Sudoł
Każda z trzech imprez miała w sobie coś wyjątkowego. W sobotę 11 października w Szkole Polskiej im. Kazimierza Pułaskiego muzyk Tomasz Popławski wykonał dwie aranżacje Kaczki Dziwaczki. Najpierw wiersz Brzechwy przeczytał, a zaraz potem zaśpiewał. Trzy dni później w parafii Św. Jana Pawła II w Perth Amboy matka - Maria Paździor - czytała dorosłej córce Magdzie. Potem role się odwróciły i Magda po raz pierwszy w życiu czytała swojej mamie. Takie momenty sprawiły, że społeczność Polskiej Szkoły im. Jana Pawła II w East Stroudsburg z niecierpliwością czekała na to, co przyniesie ich spotkanie zaplanowane na sobotę 18 października.

Mecenas Sławomir Platta i dyr. Hanna Czuma.
Foto: Aneta Pieróg-Sudoł
Już sama oprawa przygotowana przez nauczycieli szkoły zapowiadała niepowtarzalną atmosferę. Wszędzie obecne były książki - zarówno klasyki literatury dziecięcej jak i te współczesnych autorów - i rekwizyty czytelnicze ufundowane przez jednego ze sponsorów imprezy - mecenasa Sławomira Plattę z The Platta Law Firm, który od początku wspiera akcję. Równie bogaty był sam program imprezy, o który zadbała p. dyr. Hanna Czuma. Tradycyjne czytanie dorosłych dzieciom przeplatały piosenki i wiersze wykonywane przez utalentowanych uczniów. Czyli dla każdego coś miłego.

Wśród czytających osób trójka przyjechała do East Stroudsburg z New Jersey: artysta-plastyk, fotograf i pedagog Aneta Pieróg-Sudoł, weteran Armii Polskiej Józef Dewera oraz mecenas Sławomir Platta. Czwartą do czytelniczego brydża była mieszkanka Pensylwanii Barbara Frankowska - muzyk i pedagog. Cała czwórka prezentowała swoje umiejętności dwukrotnie: najpierw czytając wierszyki i fragmenty książek dla najmłodszych, a potem coś dla starszej części widowni. Wśród lektur znalazły się m.in. Legenda o Św. Marcinie, wiersz Abecadło i fragmenty takich utworów jak: Mały Książę, Mity Greckie Grzegorza Kasdepke, Dziadek Niedźwiadek Łukasza Wierzbickiego oraz Jak Karolek został Papieżem Joanny Krzyżanek. Barbara Frankowska w piękny sposób połączyła literaturę i muzykę odczytując kilka utworów przy akompaniamencie instrumentów klawiszowych. Wysiłki czytających zostały nagrodzone rzęsistą porcją braw.

Przedszkolaki wykonują W pokoiku na stoliku.
Foto: Aneta Pieróg-Sudoł
Podobnie było w przypadku świetnie dopracowanych występów uczniowskich. Nie zabrakło wśród nich piosenek z Akademii Pana Kleksa i wierszowanych klasyków tj. W pokoiku na stoliku czy Rzepka. Na szczególną uwagę zasłużyły solowe występy IV-klasisty Dawida Bierdziewskiego, który zadeklamował wiersz Okulary, Justina Granda - uczennicy kl. II, która wykonała piosenkę Pożegnanie z Bajką oraz Patrycji Milewskiej, która zaprezentowała wspomnienie o Dniu Papieskim: Pieśń o słońcu niewyczerpanym. Równie wielkie brawa otrzymali bracia Cruz: Mikołaj (klasa V) i o rok starszy Tomek, którzy bez zająknięcia zadeklamowali Inwokację.




Oprócz braw wszystkie biorące udział w występach dzieci jak i te, które odważnie zmierzyły się ze spontanicznym czytaniem jednego z wierszy Agnieszki Frączek z książki Berek Literek otrzymały nagrody książkowe ufundowane m.in. przez EK Polish Bookstore z Garfield w New Jersey, przedszkole PocoNoski, Polską Szkołę im. Jana Pawła II w East Stroudsburg i fundację ABCXXI.

Pamiątkowe zdjęcie organizatorów i uczestników CPCD w
East Stroudsburg z pysznym tortem! Foto: Aneta Pieróg-Sudoł
Pracowita, październikowa oktawa czytelnicza miała więc swój szczęśliwy finał w East Stroudsburg. Podobnie jak w South Hackensack i Perth Amboy żadne z dzieci nie wróciło do domu z pustymi rękami. Organizatorzy imprezy - portal www.DobraPolskaSzkola.com oraz fundacja Polonia for Kids - zadbali także o to, żeby rodzice wyszli z sali z głową pełną pomysłów jak czytać dzieciom przez przynajmniej 20 minut dziennie codziennie!

Jeśli chcesz przyłączyć się do akcji Cała Polonia Czyta Dzieciom lub zorganizować spotkanie czytelnicze w Twojej szkole, organizacji - zadzwoń: 201 878 7990 lub napisz papatomski@gmail.com.

Obejrzyj galerię zdjęć i filmiki ze spotkania na www.facebook.com/cpcd.usa

środa, 15 października 2014

Dzień Nauczyciela i Cała Polonia Czyta Dzieciom w Perth Amboy

Kwintesencja spotkania na jednym zdjęciu: dorośli czytają głośno razem z dziećmi! Foto: Magda Paździor 
14 października to Dzień Nauczyciela, którego tradycja świętowania w środowisku szkół polonijnych w USA jest bardzo popularna. W tym roku święto belfrów wypadło we wtorek, czyli w ten sam dzień, kiedy w parafii św. Jana Pawła II w Perth Amboy w New Jersey ma miejsce polska katecheza dla ponad 100 dzieci w wieku 4-14 lat. Gospodarz parafii o.Waldemar Łątkowski, który jest zawsze otwarty na wszelkie inicjatywy i pomysły skorzystał z okazji i w połączył obchody Dnia Nauczyciela z przeprowadzeniem pro-czytelniczej akcji „Cała Polonia Czyta Dzieciom” organizowanej przez fundację Polonia for Kids oraz portal www.dobrapolskaszkola.com.

Ideą spotkania od samego początku była myśl o wszystkich milusińskich z różnych szkół polonijnych uczęszczających na lekcje religii i włączenie ich w tę szczytną inicjatywę. W oczekiwaniu na wydarzenie - które miało miejsce pierwszy raz w środkowym New Jersey - p. dyr. Polskiej Szkoły im. Aleksandra Janta-Połczyńskiego w Lakewood Katarzyna Pawka oraz koordynator akcji Tomek Moczerniuk z Polonia for Kids zaprosił do czytania kilku wyjątkowych gości.

Wtorkowy wieczór rozpoczął się od złożenia życzeń nauczycielom oraz krótkiej prezentacji pro-czytelniczej dla rodziców wśród których - ku zadowoleniu organizatorów - pojawili się goście zupełnie nie związani z katechezą. Dorośli mieli okazję dowiedzieć się kilku rzeczy n/t pozycji czytelniczych dla dzieci oraz miejsc, gdzie można je nabyć w USA. Wszyscy uczestnicy spotkania otrzymali podarunki od sponsora głównego inicjatywy The Platta Law Firm, który wspiera działania CPCD od samego początku.

Uczestnicy czytelniczego spotkania z najmłodszymi. Foto: CPCD
Po kwadransie dla dorosłych przyszedł czas na podzielone na dwie grupy - w celu zapewnienia bliższego kontaktu z czytającymi - dzieci. Najpierw szkolną bibliotekę zapełnili zaciekawieni, pełni energii i uśmiechnięci - gdyż mieli przed sobą wizję wreszcie czegoś innego niż typowa lekcja - uczniowie do lat 10. Wprowadzenia do tematu podjęły się katechetki - siostry służebniczki no i zaczęło się! Czytanie rozpoczęła Iwona Karpeta z United Poles Credit Union w Perth Amboy - główny sponsor lokalny wtorkowego wydarzenia przeczytała rozdział „O tym, jak Karolek zadawał mnóstwo pytań” z książeczki Joanny Krzyżanek „Jan Paweł II czyli jak Karolek został papieżem”. Zaraz po niej Maria Paździor - Prezes Terenowy na stan New Jersey z Centrali Polskich Szkół Dokształcających oraz koordynator konkursu matematycznego „Kangur” - przeczytała kolejny fragment, tym razem o tym, jak Karol Wojtyła 'pożerał' książki. Pani Maria do wspólnego czytania zaprosiła dwójkę odważnych ochotników, którym poszło naprawdę dobrze i których wysiłki zostały nagrodzone książkami ufundowanymi przez EK Polish Bookstore. Na koniec tej części obie panie wraz z Katarzyną Pawka i siostrą Elżbietą Łopatką musiały zmierzyć się z jednym z wierszyków z książki Agnieszki Frączek Berek literek. Czytanie trudnego tekstu bez przygotowania okazało się świetną zabawą zarówno dla czytających jak i maluchów, które oklaskami oceniały poziom czytania. Doping był niesamowity! Po porcji czytania przyszła kolej na porcję pizzy i wspólny czas świętowania.

Czyta pan konsul Mateusz Stąsiek. Foto: CPCD
Tymczasem druga, starsza grupa z niecierpliwością oczekiwała na swoją kolej. Czekanie się opłaciło, bo specjalnie dla nich na spotkaniu pojawił się wyjątkowy gość: konsul RP w Nowym Jorku Mateusz Stąsiek. Zanim jednak na krześle do czytania zasiadł pan Konsul chłopcom i dziewczynkom poczytał sam ks. proboszcz o. Waldemar Łątkowski , którego nikt chyba nie wyobrażał sobie w roli czytającego... bajki. Nastała cisza i wszyscy chłonęli opowieść o tym jak Karol Wojtyła po raz pierwszy przyjął do serca Pana Jezusa. Potem w równie głębokiej ciszy unosiły się słowa konsula Mateusza przytaczającego kolejną historię z życia małego Karolka. Przez chwilę - dzięki naprawdę umiejętnej sztuce głośnego czytania w wykonaniu obu mężczyzn - panowało uczucie jakby był on wśród nas.

Mama czyta córce a zaraz córka będzie czytać mamie!
Foto: CPCD
W kolejce czekała już para Maria i Magda Paździor. Aby zwrócić uwagę na inny aspekt czytania obie panie czytały sobie nawzajem - najpierw matka córce, a potem - po raz pierwszy w życiu - 28-letnia córka matce. Eksperyment miał ukazać potrzebę wspólnej pracy nad pielęgnacją czytelniczych relacji w rodzinie a także pokazać, że nigdy nie jest za późno, aby sprawić drugiej osobie przyjemność poprzez tak prostą czynność jak czytanie. Na zakończenie spotkania z najstarszymi wszystkie czytające osoby - wraz z uczniami Janem Kasztelanem, Julią Biały, Martą Pawka i Mateuszem Wolakiem - ponownie zjednoczyły siły. Czytając na zmianę jeden z domowych wierszyków Michała Rusinka mali i duzi radzili sobie naprawdę świetnie, a nauczyciele byli pełni podziwu dla swoich wychowanków. Okazuje się bowiem, że z językiem polskim wcale nie jest najgorzej!



Wieczór minął bardzo szybko. Sprawił on wiele radości nauczycielom, osobom czytającym i rodzicom, ale była to przede wszystkim miła przygoda dla dzieci, które we wtorkowe wieczory przyjeżdżają do Perth Amboy często z bardzo daleka. Dziękujemy naszym czytającym, którzy pomimo zabiegania znaleźli czas w środku tygodnia, aby zadedykować go dzieciom. Zapraszamy do Parafii św. Jana Pawła II w Perth Amboy znacznie częściej, choćby w najbliższą sobotę 18 października, kiedy parafia jeszcze „błogosławionego” Jana Pawła II zmieni oficjalnie nazwę na "św. Jana Pawła II". Tutaj każdy - dzięki pracującym w tej parafii Ojcom - może znaleźć coś dla siebie.

Więcej o parafii: www.johnpaulsecond.com oraz akcji Cała Polonia Czyta Dzieciom na http://www.dobrapolskaszkola.com/category/cala-polonia-czyta-dzieciom/ oraz www.facebook.com/cpcd. Szkoły zainteresowane przeprowadzeniem podobnej akcji czytelniczej proszone są o kontakt pod nr 201 878 7990.

Katarzyna Pawka, Tomek Moczerniuk

James Rodriguez dał zwycięstwo Kolumbii

James Rodriguez był ojcem zwycięstwa Kolumbii nad Kanadą. Foto: Danny Blanik
Przez długie trzy kwadranse 3. w rankingu FIFA Kolumbia nie potrafiła strzelić bramki 120. drużynie na świecie Kanadzie w towarzyskim meczu rozegranym we wtorkowy wieczór na Red Bull Arena. Przed blamażem Los Cafeteros uratował błysk geniuszu Jamesa Rodrigueza, który strzelił fenomenalnego gola.

Tak wygląda 3. drużyna świata. Foto: Danny Blanik
Zanim rozpoczął się mecz 20 tysięcy odzianych w żółte trykoty kibiców chóralnie odśpiewało hymn Kolumbii. Potem wszyscy nagle umilkli w hołdzie dla zmarłej w poniedziałek matki szkoleniowca Los Cafeteros Argentyńczyka Jose Pekermana. Chwilę później arbiter rozpoczął drugie w historii obu federacji spotkanie międzypaństwowe.

Zanim rozanieleni widokiem swoich pupili kibice Kolumbii usiedli kanadyjczycy, wśród których wystąpiło dwóch graczy... bez klubu mogli prowadzić. Po prostopadłym podaniu od najbardziej aktywnego w ekipie Issey Nakajimy-Farrana w pole karne wpadł Tosaint Ricketts. Zanim jednak gracz Hapoelu Haifa zdołał oddać strzał upadł na ziemię po dosyć bezpardonowym ataku obrońcy. Powinien być rzut karny, ale gwizdek arbitra milczał jak zaklęty.

Potem już przez całą pierwszą część dominowała Kolumbia. Gra toczyła się niemal wyłącznie na połowie Kanady, która ograniczała się wyłącznie do wybijania kolumbijczyków z rytmu. W 17. min po pięknej akcji Jamesa Rodrigueza i Teofilo Gutierreza do siatki Milana Borjana trafił Radamel Falcao, ale bramka nie został uznana, bo Gutierrez w momencie podania był na spalonym. Potem w ofensywie pokazał się Rodriguez, który najpierw niecelnie strzelał z wolnego, a potem tuż obok słupka z dystansu. Najlepszą okazję gracz Realu Madryt zmarnował w 42.min kiedy ładnie uderzył nad murem z rzutu wolnego, ale piękną paradą popisał się Borjan - na codzień bramkarz rewelacji Ligi Mistrzów Ludogoretsa Razgrad.

Falcao nie mógł tego meczu zaliczyć do udanych,
za to David Edgar (5) grał jak z nut. Foto: Danny Blanik
W drugiej części gra na jedną bramkę trwała w najlepsze. Z dystansu próbowali Juan Guillermo Cuadrado, Juan Zuniga i ponownie James, ale ku konsternacji widzów bramki nie padały. Na 20 minut przed końcem Pekerman ściągnął z boiska bezproduktywnych Falcao i Gutierreza i wprowadził parę napastników FC Porto: Jacksona Martineza i Juana Quintero. I to właśnie ten drugi - do spółki z Rodriguezem - walnie przyczynił się do strzelenia upragnionego gola w 75.min. Najpierw 21-latek wywalczył rzut wolny w odległości 20. metrów od bramki Kanady, a potem błyskawicznie go rozegrał podając do Rodrigueza, który huknął jak z armaty w prawy górny róg.

Kilka minut później z boiska - przy ogłuszających owacjach - zszedł bohater meczu James Rodrigues. Kanadyjczycy, wśród których największą gwiazdą jest ich hiszpański szkoleniowiec Benito Floro (w latach 1992-94 prowadził Real Madryt) nie byli w stanie zagrozić bramce Kolumbii i mecz zakończył się skromnym zwycięstwem 3. ekipy w rankingu FIFA.

Zanim na boisko wyszły ekipy Pekermana i Floro na Red Bull Arena zmierzyły się drużyny Ekwadoru i Salwadoru. Wygrali ci pierwsi 5:1 po golach Joao Platy w 16. i 25.min, Ennera Valencii w 18. i 73.min oraz Cristiana Penilli w 83.min. Dla pokonanych - w których szeregach grał m.in. Andres Flores z Cosmosu Nowy Jork - honorowa bramka padła po trafieniu Rafaela Burgosa z rzutu karnego w 45.min.

Kolumbia - Kanada 1:0 (James Rodriguez 75')

Kolumbia: 12. Vargas - 2. Zapata, 4. Arias, 18. Zuniga (Armero 67'), 20. Murillo (C.Sanchez 86') - 10. Rodriguez (A. Ramos 82'), 25. Mejia, 27. Cardona, 11. Cuadrado (Guarin 46') - 9. Falcao (Jackson Martinez 67'), 19. Gutierrez (Quintero 71')

Kanada: 18. Borjan - 2. Ledgerwood (Haber 58'), 4. Hainault, 15. Henry, 16. Straith (Hamilton 90') - 5. Edgar, 6. DeGuzman, 7. Pacheco DeMelo (Gagnon-Lapare 68'), 14. Nakajima-Farran (Aparicio 90'), 17. DeJong (Ouimette 77') - 9. Ricketts (Larin 82')

Sędziował: J. Guzman
Żółta: De Guzman