SPORT, WYWIADY, POLONIA

Euro 2012: Chorwacja lepsza od Irlandii, Mandżukić x 2

W scenerii rzęsiście padającego deszczu reprezentacja Chorwacji bez większych problemów rozprawiła się z ambitnymi, ale bardzo przeciętnie prezentującymi się piłkarzami Irlandii. Bohaterem spotkania na Stadionie Miejskim w Poznaniu był napastnik Hamburger SV Mario Mandżukic, który strzelił dwie bramki głową. Seria 14. meczów bez porażki w wykonaniu ekipy Trapattoniego dobiegła więc końca. 

Za chwilę padnie pierwszy gol dla Chorwacji.
foto: Tomek Moczerniuk
Na kilka godzin przed meczem nad Poznaniem pojawiły się ciemne chmury i otworzyło się niebo. Tłumnie udający się na stadion przy ul. Bułgarskiej kibice nic sobie z tego nie robili i przy głośnych przyśpiewkach pokonywali drogę dzielącą ich od przystanków tramwajowych na stadion. W dużej większości przeważali wśród nich - zupełnie jak wczoraj wieczorem w centrum - goście z Zielonej Wyspy, którzy nie wyróżniali się może wzrostem, ale sercem i oddaniem swojej drużynie już jak najbardziej.

Po kilku wczorajszych rozmowach na mieście z kibicami miałem wrażenie, że Irlandczycy obawiają się tego spotkania. Ich drużyna powróciła do finałów Euro po 24 latach i mimo iż występowali pod wodzą najbardziej doświadczonego szkoleniowca w historii mistrzostw (w dniu meczu Giovanni Trapattoni miał 73 lata i 85 dni) to w ich drużynie było sporo znaków zapytania. Co ciekawe również Chorwaccy kibice nie wyglądali na zbyt pewnych siebie, bo choć nie mieli zastrzeżeń co do składu personalnego formacji ofensywnej to już sama nazwa "obrona" przyprawiała ich o zawał serca. Przed meczem wyglądało więc, że jeśli w tym spotkaniu padnie remis to żadna ze stron nie będzie rościć żadnych pretensji.

Radość fanów Boys in Green po strzeleniu bramki na 1:1.
foto: T.Moczerniuk
Na szczęście piłkarze znad Adriatyku nie byli zainteresowani dzieleniem sie punktami. Mimo mokrej i grząskiej murawy narzucili swój styl gry wyspiarzom i po zaledwie 160 sekundach objęli prowadzenie. Najpierw po serii krótkich, kombinacyjnych podań w stylu Barcelony przedostali się pod pole karne i wywalczyli rzut rożny. Po wrzutce zakotłowało się w polu karnym i piłkę przejął rozgrywający 92. mecz w kadrze Dario Srna. Gracz Szachtara Donieck wrzucił ją w pole karne wprost na głowę Mario Mandżukicia, który miękkim strzałem posłał piłkę do siatki obok rozpaczliwie interweniującego Shay Givena.

Po stracie gola Irlandia potrzebowała dobrych kilku minut, żeby dojść do siebie. W 11.min tuż przed linią pola karnego faulowany był Kevin Doyle, ale strzał Keitha Andrewsa trafił w mur grających na niebiesko Chorwatów. 8 minut później dwa błędy popełnił Vedran Corluka, który najpierw sprokurował rzut wolny faulując Doyle'a, a potem nie upilnował w polu karnym Seana St Ledgera, który strzałem z 3. metrów doprowadził do wyrównania. 27-letni obrońca drugoligowego Leicester City strzelił swoją 3. bramkę w kadrze oraz 3. w historii występów Irlandii w finałach ME.

Ci dwaj panowie strzelili w sumie 3 bramki w tym spotkaniu.
foto: T.Moczerniuk
Głupio stracony gol podrażnił Chorwatów, którzy znowu przejęli inicjatywę. W 22.min kąśliwym uderzeniem zza linii pola karnego popisał się Ivan Perisić, ale śrubujący swój rekord w ilości występów w kadrze Given (123 mecz) w ładnym stylu odbił piłkę na bok. W 36.min klubowy kolega Roberta Lewandowskiego raz jeszcze próbował zaskoczyć bramkarza Eire, ale jego strzał z woleja - poprzedzony świetną wymianą z klepki z Nikicą Jelaviciem - poszybował obok słupka. Podobnie rzecz się miała ze strzałem głową Jelavicia po wrzutce Ivana Strinicia w 39.min.

Chorwaccy fani mieli powody do radości.
foto: T.Moczerniuk
W wyspiarskiej pogodzie, który powinien być atutem Irlandczyków, Chorwaci czuli się jak ryba w wodzie. Grali szybko, składnie i pomysłowo, a reżyserem ich poczynań był rozgrywający świetną partię Luka Modrić. W 43.min pomocnik Tottenhamu zakręcił obrońcami i zdecydował się na strzał z 20. metrów. Piłka najpierw odbiła się od śliskiej muraway a potem od kilku irlandzkich obrońców, aż w końcu trafiła pod nogi Stevena Warda. Ten próbował ją wybić, ale fatalnie skiksował posyłając ją wprost pod nogi Jelavicia, który z zimną krwią przerzucił piłkę nad Givenem. "Ta bramka nie powinna być uznana, bo w momencie kiedy Modrić oddawał strzał Jelavić znajdował się na dwumetrowym spalonym." - powiedział po meczu Trapattoni - "Ale Chorwacja wygrała zasłużenie, bo zagrała świetnie w środku pola".

Gra tej formacji w drużynie Slavena Bilicia faktycznie mogła się podobać. Srna i Modrić zupełnie opanowali środek boiska a na obu flankach aktywni byli Ivan Rakitić i Perisić. Tuż przed przerwą właśnie po akcji gracza Borussi Dortmund Chorwaci mogli podwoić prowadzenie, ale strzał głową Jelavicia przeleciał nad poprzeczką. Druga połowa zaczęła się identycznie jak pierwsza. Już w 3.min po przerwie do kolejnej precyzyjnej centry od Perisicia najwyżej wyskoczył Mandżukić i strzelił głową w długi róg. Futbolówka najpierw trafiła w słupek, potem odbiła się od pleców interweniującego Givena i wpadła do siatki. Kuriozalny gol, który stawiał Chorwatów w bardzo komfortowej sytuacji i okazał się być gwoździem do irlandzkiej trumny.

Niko Krancjar wszedł na boisko i złapał głupią żółtą kartkę.
foto: T.Moczerniuk
Chorwaci do końca meczu kontrolowali jego przebieg i Irlandczycy nie zrobili im już żadnej krzywdy. Jedynymi negatywami był fakt, że zarówno Modrić jak i wprowadzony po przerwie Niko Krancjar zupełnie niepotrzebnie zaliczyli po żółtym kartoniku. Piłkarze z Bałkan mieli też sporo szczęścia, gdy Gordon Schildenfeld powalił w polu karnym szarżującego Robbiego Keane'a. Faul był ewidentny, ale gwizdek Bjoerna Kuipersa z Holandii milczał jak zaklęty. Stratę zanotowali także chorwaccy kibice, którym już w pierwszej połowie udało się zakłócić przebieg spotkania po tym jak na boisko z ich sektoru poleciała zapalona raca (tajemnicą i osobnym tematem pozostanie jak udało się ją przemycić na stadion). Na kilka minut przed końcem na murawę wtargnął jegomość odziany w koszulkę z biało-czerwoną szachownicę i pokonawszy sprintem kilkadziesiąt metrów ucałował w policzek... ubranego w garnitur i wełnianą czapkę Bilicia. Dla tego pana mistrzostwa już się niechybnie skończyły. 

Na szczęście nie jest to koniec dla dopingowanych przez naprawdę wspaniałą, ponad 20-tysięczną publiczność Irlandczyków. Gracze w zielonych trykotach ambitnie walczyli do samego końca, ale brakowało im wykończenia. Kilkakrotnie - w tym dwukrotnie już w doliczonym czasie gry - szczęścia szukał Andrews, ale był on równie nieskuteczny jak aktywny. W rezultacie Irlandczycy, którzy nie przegrali od 14 spotkań ulegli lepiej dysponowanym tego dnia Chorwatom i szansy na zdobycie pierwszych punktów podczas tych mistrzostw szukać będą za cztery dni przeciwko Hiszpanii.

Euro 2012 Poland/Ukraine
Grupa C, Mecz #6:
Stadion Miejski w Poznaniu
10 czerwca 2012, 20:45


Chorwacja - Irlandia 3:1 (2:1)
1:0 - Mandżukić'3, 1:1 - St Ledger'19, 2:1 - Jelavić'43, 3:1 - Mandżukić'48

Widzów: 39650

relacja i zdjęcia: Tomek Moczerniuk

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.