SPORT, WYWIADY, POLONIA

Tenis: US Open: Majchrzak i jego nowy trener: "Zabrakło nam czasu na przygotowanie do tego meczu"

Kamil Majchrzak w Nowym Jorku. Foto: Tomasz Moczerniuk
154 minuty trwała przygoda Kamila Majchrzaka z tegorocznym US Open. W rozegranym w sesji dziennym poniedziałkowym starciu Polak uległ lepiej dysponowanemu i wyżej notowanemu Alejandro Tabili z Chile 1:6 4:6 7:6(3) 1:6. "Trochę grałem dziś wbrew sobie. Aby tu rywalizować musisz być przygotowany i wytrenowany. Mi tego zabrakło." - podsumował 26-latek.

Pamiątkowa fotka po konferencji. 
Foto: Tomasz Moczerniuk
Pojedynek Kamila Majchrzaka i Alejandro Tabili rozpoczął się w poniedziałek o 11 rano czasu nowojorskiego na korcie nr 9. Jak co roku o tej porze powietrze na Flushing Meadows było gorące i wilgotne, dlatego zawodnicy często sięgali po ręczniki lub zmieniali koszulki czy obuwie. Więcej pocił się Majchrzak, bo od początku wymagający rywal zmusił go do sporego wysiłku. "Kamil zaczął bardzo wolno." - powiedział po spotkaniu nowy trener Majchrzaka Marcel du Coudray. - "Jego przeciwnik wyszedł na kort z agresją, a na dodatek jego uderzenia dotykały linii. Ciężko było Kamilowi znaleźć rytm. Nie wstrzelił się też do końca z serwisem, co jest jego bronią i dziś tak naprawdę nie zrobił tym różnicy."

W rezultacie Polak w ekspresowym tempie przegrał pierwszego seta 1:6. W drugim uspokoił grę i podjął walkę i objął nawet prowadzenie 3:1, ale Tabilo natychmiast odrobił straty. W dziewiątym gemie Majchrzak znów przegrał swoje podanie, a rywal zamknął seta wygrywając kolejną partię "na sucho." "Miałem w tym secie szanse." - mówił Majchrzak - "Byłem z przodu, zacząłem grać lepiej, ale trochę w kilku momentach zabrakło punktów serwisem i on też kilka punktów wygrał w świetnym stylu."

W trzecim secie zawodnik z Piotrkowa Trybunalskiego powalczył jeszcze bardziej ambitnie, bo mimo stanu 4:5 i 15:30 wrócił i przełamał Chilijczyka. Potem okazał się lepszy w tie-breaku, ale sam nie był do końca zadowolony ze swojej postawy. "W trzecim secie niby grałem, niby go wygrałem, ale też długo nie mogłem go przełamać i na dodatek oddałem swój serwis w bezsensowny sposób." - zdradził Polak.

Czwarty set to powtórka pierwszego. Urodzony w Toronto 25-latek, który do 2016 reprezentował... Kanadę błyskawicznie objął prowadzenie 3:0 i nie oddał go do końca. "Szkoda tego czwartego seta, bo po pierwsze za szybko uciekł jego gem serwisowy, a po drugie sam oddałem swoje podanie, gdzie każdy punkt mógł być zapisany na moje konto." - tłumaczył Majchrzak - "Niestety on bardzo dobrze bronił wszystkie piłki sytuacyjne i znów złapał pewność siebie. Swoją dominację poparł wygranym gemem serwisowym i było trudno wrócić do meczu."

Po spotkaniu Majchrzak wyjaśniał, że zna się z Chilijczykiem i wiedział o nim sporo. Polak miał także swój plan taktyczny na mecz i próbował go wdrażać w życie, ale był przy tym bardzo nieskuteczny. "Wiedziałem, że Alejandro dysponuje dobrym serwisem. Dziś robił to naprawdę dobrze - chyba nawet lepiej niż się spodziewałem. Bardzo sobie ustawił grę pod serwis. Grał bardzo mądrze. Jeśli natomiast chodzi o mnie to musiałem dziś próbować skrótów i trochę grać wbrew sobie. Szukałem innych rozwiązań niż te, w których czuję się najmocniej. A jeśli coś mi wychodziło to on jakimiś fantastycznymi zagraniami się bronił. Mogę mu jedynie pogratulować świetnej gry." - podsumował.

Dla Polaka była to pierwsza porażka w pierwszym oficjalnym meczu pod wodzą nowego szkoleniowca. Z Marcelem du Coudray'em Majchrzak zna się już od jakiegoś czasu, bo pracowali razem przy Pucharze Davisa. To on także towarzyszył zawodnikowi w Kozerkach oraz w Winston-Salem Open. "Mieliśmy czas, aby się sobie przyjrzeć i kiedy oboje poczuliśmy się komfortowo z tą decyzją postanowiliśmy ogłosić to oficjalnie przed US Open. To nie było nic nagłego czy szokującego." - wyjaśnił pochodzący z RPA i pracujący w Polsce od dłuższego czasu du Coudray.

Ze swoim nowym szkoleniowcem Majchrzak wiąże spore nadzieje, ale wie, że potrzeba czasu, aby cokolwiek wymiernie ocenić. "To się okaże na przestrzeni najbliższych tygodni, miesięcy a może i nawet dłużej. Zwłaszcza, że sam muszę najpierw siebie doprowadzić siebie do porządku. Nie wyleczyłem się jeszcze w stu procentach po kontuzji. Jest jeszcze parę rzeczy, które trochę utrudniają mi granie. Muszę je zaleczyć do końca. Pozostaje mi praca, aby odbudować się i fizycznie i tenisowo. Tego czasu przed US Open było zdecydowanie za mało, więc to też się przełożyło na moją dzisiejszą formę." - wyznał Polak, który w 2013 wygrał w Nowym Jorku finał debla chłopców.

du Coudray również cieszy się, że może pracować z czołowym polskim tenisistą i chwalił go za to, że w kilku sytuacjach wracał do gry mimo sporych kłopotów. "Ze względu na jego sytuację zdrowotną nie mogliśmy zrobić wszystkiego co zamierzaliśmy jeśli chodzi o przygotowania. Wiedzieliśmy, że nie będzie tak dysponowany jak byśmy tego chcieli. Ale chcemy się skupić na pozytywach, dlatego brawa za pokazanie charakteru i wygranie trzeciego seta. Uważam też, że lepiej się prezentował przy siatce. Bierzemy te dobre rzeczy i będziemy na nich budować resztę sezonu."

Jeśli chodzi o przyszłość du Coudray nie chce wybiegać zbyt daleko. Uważa, że najważniejszą rzeczą w ich współpracy będzie systematyczny progres. "Nie stanę tu przed wami i nie ogłoszę, że wprowadzę Kamila do pierwszej 50.tki czy 20.tki. Każdy chce iść w górę rankingu i być jak najwyżej. My chcemy być lepsi, bo są u Kamila rzeczy, które można poprawić. Nie zdradzę ich oczywiście. Ale mamy pomysł na to jak chcemy, aby Kamil grał i będziemy pracować, aby wdrożyć ten pomysł w życie. Będziemy też szlifować rzeczy, które są jego atutami: serwis i świetny bekhend. Jeśli uda się to osiągnąć to może plasować się bardzo wysoko." - zakończył były trener m.in. Nikołaja Dawidienki.

Z Nowego Jorku dla PAP, Tomasz Moczerniuk

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.