Tenis: Miami Open: Świątek: "Całe życie ciężko na to pracowałam"
Iga Świątek objęła prowadzenie w rankingu WTA. Stało się tak dzięki wygranej nad Viktoriją Golubic ze Szwajcarii w drugiej rundzie Miami Open. Kolejną przeciwniczką oficjalnie już pierwszej rakiety świata będzie Amerykanka Madison Brengle. "Kontynuowanie dobrej roboty popłaca, całe życie ciężko na to pracowałam." - tłumaczyła uradowana raszynianka.
Po tym jak kilka dni temu Ashleigh Barty ogłosiła koniec kariery niespodziewanie otworzyła się szansa dla wiceliderki rankingu WTA - Igi Świątek - na wdrapanie się na sam szczyt. Wystarczyło tylko odprawić z kwitkiem Viktoriję Golubic ze Szwajcarii w meczu drugiej rundy Miami Open. Polka - wychodząc w piątkowy wieczór czasu lokalnego na kort - zdawała sobie sprawę z rangi tego pojedynku, ale nie była przez to kłębkiem nerwów. "Przez ostatnie kilka dni byłam świadoma, że będą pojawiały się myśli o tym, przed jaką stoję szansą. I kiedy to nastąpiło po prostu to zaakceptowałam. Ufałam, że wypracowanie sobie tylu metod na utrzymanie koncentracji pomoże mi w tym, żeby te myśli nie wybijały mnie z rytmu meczowego. I faktycznie dziś na korcie te myśli pojawiały się rzadziej. Udało mi się też przekonać samą siebie, że ten kort jest taki sam jak zawsze. To na pewno pomogło." - powiedziała reprezentantka Polski.
Pomogło na tyle, że Świątek nie miała problemów z pokonaniem 42. na świecie Golubic. Pierwszego seta wygrała po 48.minutach gry 6:2, a w drugim nie dała ugrać Szwajcarce choćby gema. "Jestem bardzo dumna z siebie, że dałam radę temu bagażowi jaki przez musiałam dźwigać przez ostatnie kilka dni. Udowodniłam sobie, że znowu mentalnie zrobiłam super robotę. Cieszę się także z tego, że utrzymałam poziom gry z Indian Wells." - zdradziła Polka.
Po zakończeniu spotkania z Golubic na korcie pojawili się dyrektor Miami Open James Blake i byla amerykańska tenisistka - i liderka WTA - Lindsay Davenport. Wręczyli oni Świątek bukiet kwiatów, które miały symbolizować zmianę warty na pozycji lidera rankingu najlepszych tenisistek na świecie. "Te chwile, gdy Lindsay Davenport i James Blake oficjalnie wręczali mi kwiaty zostanie ze mną do końca życia. To była mieszanka wielu emocji. Gdyby ktoś kilka lat temu popatrzyłby na mój tenis i powiedział, że niedługo będę pierwszą rakietą świata, szczerze mówiąc nie pomyślałabym, że to jest możliwe i uważałabym tę osobę jako optymistę. Ale ewidentnie zaistniała sytuacja pokazuje, że kontynuowanie dobrej roboty popłaca." - wyznała podopieczna Tomasza Wiktorowskiego.
Świątek przyznała też, że choć całe życie ciężko pracowała, aby być numerem jeden i był to jej cel w sporcie wydawało się jej, że pozycja liderki rankingu to miejsce, do którego normalni zawodnicy nie mają dostępu. "Po Indian Wells czułam, że to może być mój kolejny cel w tym sezonie i na pewno to jest niesamowite, że to wydarzyło się tak szybko. Teraz będę potrzebowała czasu, żeby to wszystko przetrawić i odpowiednio sobie ułożyć w głowie." - stwierdziła 20-latka.
Na razie jednak świeżo upieczona liderka WTA koncentruje się po prostu na najważniejszej dla niej rzeczy: na kolejnym meczu, gdzie jej przeciwniczką będzie Amerykanka Madison Bregle. "Kolejne godziny na korcie pozwolą mi przyzwyczaić się do tutejszych warunków, bo nie miałam na to dużo czasu. Chciałabym się skupić w kolejnym meczu na byciu agresywnym i graniu aktywnego tenisa więc będę kontynuowała, to co robiłam przez ostatnie miesiące. Wiem też, że Madison gra w zupełnie innym rytmie niż pozostałe zawodniczki na tourze i będę musiała być na to gotowa." - zakończyła raszynianka.
Z USA dla PAP - Tomasz Moczerniuk
Po tym jak kilka dni temu Ashleigh Barty ogłosiła koniec kariery niespodziewanie otworzyła się szansa dla wiceliderki rankingu WTA - Igi Świątek - na wdrapanie się na sam szczyt. Wystarczyło tylko odprawić z kwitkiem Viktoriję Golubic ze Szwajcarii w meczu drugiej rundy Miami Open. Polka - wychodząc w piątkowy wieczór czasu lokalnego na kort - zdawała sobie sprawę z rangi tego pojedynku, ale nie była przez to kłębkiem nerwów. "Przez ostatnie kilka dni byłam świadoma, że będą pojawiały się myśli o tym, przed jaką stoję szansą. I kiedy to nastąpiło po prostu to zaakceptowałam. Ufałam, że wypracowanie sobie tylu metod na utrzymanie koncentracji pomoże mi w tym, żeby te myśli nie wybijały mnie z rytmu meczowego. I faktycznie dziś na korcie te myśli pojawiały się rzadziej. Udało mi się też przekonać samą siebie, że ten kort jest taki sam jak zawsze. To na pewno pomogło." - powiedziała reprezentantka Polski.
Pomogło na tyle, że Świątek nie miała problemów z pokonaniem 42. na świecie Golubic. Pierwszego seta wygrała po 48.minutach gry 6:2, a w drugim nie dała ugrać Szwajcarce choćby gema. "Jestem bardzo dumna z siebie, że dałam radę temu bagażowi jaki przez musiałam dźwigać przez ostatnie kilka dni. Udowodniłam sobie, że znowu mentalnie zrobiłam super robotę. Cieszę się także z tego, że utrzymałam poziom gry z Indian Wells." - zdradziła Polka.
Po zakończeniu spotkania z Golubic na korcie pojawili się dyrektor Miami Open James Blake i byla amerykańska tenisistka - i liderka WTA - Lindsay Davenport. Wręczyli oni Świątek bukiet kwiatów, które miały symbolizować zmianę warty na pozycji lidera rankingu najlepszych tenisistek na świecie. "Te chwile, gdy Lindsay Davenport i James Blake oficjalnie wręczali mi kwiaty zostanie ze mną do końca życia. To była mieszanka wielu emocji. Gdyby ktoś kilka lat temu popatrzyłby na mój tenis i powiedział, że niedługo będę pierwszą rakietą świata, szczerze mówiąc nie pomyślałabym, że to jest możliwe i uważałabym tę osobę jako optymistę. Ale ewidentnie zaistniała sytuacja pokazuje, że kontynuowanie dobrej roboty popłaca." - wyznała podopieczna Tomasza Wiktorowskiego.
Świątek przyznała też, że choć całe życie ciężko pracowała, aby być numerem jeden i był to jej cel w sporcie wydawało się jej, że pozycja liderki rankingu to miejsce, do którego normalni zawodnicy nie mają dostępu. "Po Indian Wells czułam, że to może być mój kolejny cel w tym sezonie i na pewno to jest niesamowite, że to wydarzyło się tak szybko. Teraz będę potrzebowała czasu, żeby to wszystko przetrawić i odpowiednio sobie ułożyć w głowie." - stwierdziła 20-latka.
Na razie jednak świeżo upieczona liderka WTA koncentruje się po prostu na najważniejszej dla niej rzeczy: na kolejnym meczu, gdzie jej przeciwniczką będzie Amerykanka Madison Bregle. "Kolejne godziny na korcie pozwolą mi przyzwyczaić się do tutejszych warunków, bo nie miałam na to dużo czasu. Chciałabym się skupić w kolejnym meczu na byciu agresywnym i graniu aktywnego tenisa więc będę kontynuowała, to co robiłam przez ostatnie miesiące. Wiem też, że Madison gra w zupełnie innym rytmie niż pozostałe zawodniczki na tourze i będę musiała być na to gotowa." - zakończyła raszynianka.
Z USA dla PAP - Tomasz Moczerniuk



Leave a Comment