Tenis: Madga Linette: "Cieszę się z powrotu do rywalizacji"
Magda Linette od czwartku przebywa w USA, gdzie rozpoczyna przygotowania do letnich tenisowych startów - pierwszych od czasu ogłoszenia światowej pandemii koronawirusa. Najwyżej sklasyfikowana w rankingu WTA Polka ma zamiar wziąć udział w Top Seed Open w Lexington w Kentucky i potem oczywiście w nowojorskim US Open. "Nie stawiam przed sobą żadnych celów. Po prostu cieszę się z powrotu do rywalizacji a rzeczywistość biorę dzień po dniu." - powiedziała 28-letnia poznanianka.
Pani Magdo, ostatnio w prasie pisano o tym, że nie wzięła Pani udziału w Mistrzostwach Polski, bo utknęła Pani w Stanach Zjednoczonych. Ale to nie do końca tak było, prawda?
Madga Linette: W USA rzeczywiście utknęłam, ale było to na początku pandemii. Potem udało mi się wrócić do Europy. Ostatnie dwa miesiące spędziłam w Chorwacji dbając o dokuczającego mi wcześniej achillesa i oczywiście trenując. Od czwartku jestem z powrotem na amerykańskiej ziemi.
Będąc w Europie nie rozważała Pani startu w Mistrzostwach Polski?
ML: Kiedy układałam plan na ten sezon nie brałam pod uwagę udziału w tej imprezie, bo myślałam, że będę w tym czasie przygotowywać się do walki na kortach twardych i obrony tytułu na Bronksie. O mistrzostwach przypomniał mi jakiś czas temu Dawid Celt, ale jak już wspomniałam nie byłam do końca dysponowana i nie chciałam zmieniać nawierzchni.
Pod nieobecność Pani oraz Igi Świątek w finale spotkały się najwyżej rozstawione Magdalena Fręch i Katarzyna Kawa. Chyba nie było więc niespodzianki?
ML: Niestety nie było mi dane śledzić rywalizacji, ale takiej pary w finale można było się spodziewać. Obie to dobre zawodniczki, więc wynik był sprawą otwartą. Magdzie chyba bardziej pasuje mączka, więc w tym meczu miała przewagę nawierzchni nad Kasią.
Wróciły na kort zawodniczki w Polsce, wkrótce wrócą poważne zmagania w WTA. Jak Pani przeżyła ten okres rozbratu z rywalizacją na korcie?
ML: Na początku - jeszcze w USA - starałam się nie stresować, choć oczywiście nie zdawałam sobie sprawy, że to będzie tak długo trwać. Pandemia i izolacja nie wpłynęły na mnie dołująco, bo miałam siłownię w garażu i starałam się tak zorganizować czas, aby mieć dużo aktywnych zajęć. Tak jak wszyscy ucierpiałam finansowo, ale był też czas na to, aby sobie to wszystko poukładać na nowo. M.in. dlatego zostałam w Chorwacji, bo wiedziałam, że stamtąd będę mieć łatwiejszą drogę powrotną do USA. Naprawdę cieszę się, że tu jestem, bo wiem, że są dziewczyny, które są uziemione i nie mogą tu przylecieć.
W USA do zmagań powrócili piłkarze i baseballiści. Wkrótce wrócą też koszykarze. Ale wszystko odbywa się w sterylnych i odizolowanych warunkach. Czy to według Pani dobra droga do powrotu?
ML: Z pewnością nie jest to idealna sytuacja, ale musimy się liczyć z tym, że - przynajmniej na razie - nic nie będzie takie same. Dobrze, że podejmuje się próby organizowania turniejów, bo nie tylko my przestałyśmy zarabiać - to samo tyczy się samych organizatorów, członków sztabów trenerskich, fizjoterapetów, dziennikarzy. Dlatego mimo iż starty i podróże wiążą się z ryzykiem mam nadzieję, że uda nam się bezpiecznie przetrwać ten trudny okres.
Jakie środki są podejmowane przez WTA i co trzeba zrobić, aby faktycznie nie było mowy o żadnym zagrożeniu?
ML: Jesteśmy w kontakcie z organizacją, która przesyła nam wstępne protokoły dotyczące zasad jak się zachowywać i czego przestrzegać. Na razie nie mogę zdradzić wszystkich szczegółów, ale wiemy, że podczas turniejów będziemy często poddawani testom na COVID-19. Oczywiście będziemy też skoszarowani w jednym miejscu, które będzie odizolowane od świata zewnętrznego, .
Jak będzie wyglądać powrót do tenisa w Pani przypadku?
ML: Obecnie przygotowuję się do startu w Top Seed Open w Lexington w Kentucky. Nie wybiegam zbyt daleko w przyszłość, bo nie wiem co będzie jutro. Mam nadzieję, że uda się rozegrać ten turniej - pierwszy od czasu ogłoszenia pandemii. A potem jak wiadomo planuję wziąć udział US Open, ale tam też nie stawiam sobie żadnych poprzeczek czy wymagań dotyczących rezultatów. Będzie naprawdę fajnie, jeśli po prostu zagramy w nowojorskim szlemie.
Z Nowego Jorku dla PAP, Tomasz Moczerniuk



Leave a Comment