MLS: Kacper Przybyłko: "Podbić Amerykę i wrócić do kadry!"
![]() |
| Kacper Przybyłko ma nadzieję, na podbicie MLS. Foto: Philly Union |
Kacprze, witamy w Ameryce, witamy w MLS! Jak tutaj trafiłeś?
Kacper Przybyłko: Dziękuję! O MLS opowiedział mi mój manager, który ma bardzo dobry kontakt z Ernstem Tannerem pełniącym od sierpnia 2018 funkcję Dyrektora Sportowego w Philadelphia Union. Ernst z entuzjazmem wypowiadał się o lidze, o jej rozwoju, dlatego postanowiłem spróbować.
Co oprócz tego sprawiło, że przystałeś na propozycję wyjazdu za ocean?
KP: Kiedy kilka lat temu doznałem kontuzji śródstopia - z podobną zmagał się m.in. Neymar - wielu ludzi nie wierzyło, że wrócę na boisko. Mówiono, że jestem już inwalidą, że koniec z moją karierą. Było to związane z tym, że niestety pierwsza operacja, której się poddałem w Monachium nie zakończyła się powodzeniem. Moja stopa nie była doleczona, a lekarz, który ją operował delikatnie rzecz mówiąc spieprzył sprawę. Musiałem to wszystko poprawiać, na szczęście z dobrym skutkiem. Po dojściu do siebie skupiłem się na szukaniu klubu, który by na mnie postawił. Jeździłem na testy m.in. do Anglii. Wszędzie testowano mnie przede wszystkim od strony medycznej i patrzono na mnie trochę sceptycznie. Dopiero w Union nie robiono żadnych przeszkód. Tutejsi lekarze zaopatrzyli mnie nawet w nowe wkładki ortopedyczne, dzięki czemu zyskali mój szacunek.
To było już pięć miesięcy temu, jednak w ubiegłym sezonie nie pojawiłeś się na boisku ani razu. Dlaczego?
KP: Wszystko było związane z perypetiami wizowymi, które ze względów administracyjnych bardzo długo trwały. Byłem tu na miejscu i trenowałem z drużyną i myślałem, że może uda się zadebiutować w 2018, ale niestety tak się nie stało. Kiedy pojechałem do Toronto po odbiór mojej pracowniczej wizy do końca sezonu pozostało już tylko jedno spotkanie. Zaraz potem był mecz w fazie playoff, który Union niestety przegrali. Ale to nic, zadebiutuję już wkrótce, bo liga rusza w marcu!
Kontrakt Twój opiewa na trzy lata. To wystarczy, aby poznać Amerykę, pomieszkać w Filadelfii. Jak dotychczasowe wrażenia z Miasta Braterskiej Miłości?
KP: Super! Miasto bardzo mi się podoba, tak samo jak otwartość ludzi. Olbrzymie wieżowce i piękne domy robią niesamowite wrażenie. Mamy najładniejszy stadion w MLS, świetne zaplecze, zagorzałych kibiców. Nie mogę narzekać na nic!
Jak wyglądała Twoja oficjalna prezentacja w klubie?
KP: Niestety nie jestem Cristiano Ronaldo, żeby tłumy na stadionie podziwiały jak żongluję piłkę i kopię ją w trybuny (śmiech). Po prostu zrobiono mi zdjęcie z koszulką na tle stadionu i ogłoszono to na portalach społecznościowych Union.
Ostatnio w MLS panuje moda na Polaków, co bardzo cieszy, bo do tej pory trafiali tu reprezentanci innych nacji. Oprócz Ciebie na amerykańskich i kanadyjskich boiskach zobaczymy także Przemka Frankowskiego, który trafił do Chicago Fire. Niestety w polskiej prasie pojawiły się komentarze, że tym transferem zamknął sobie drogę do reprezentacji. Co możesz powiedzieć tym ludziom, którzy z przymrużeniem oka patrzą na MLS?
KP: Bzdura! Tak mogą mówić tylko ludzie, którzy nie obejrzeli ani jednego meczu MLS. Zanim tu przyjechałem kilka osób mówiło mi, że to liga dla emerytów, że jeśli tam wyjadę to mogę zapomnieć o powrocie do Europy. Ale po pięciu miesiącach spędzonych tutaj mogę z całą pewnością stwierdzić, że poziom wcale nie odstaje od średnich lig europejskich. To bardzo silna i wyrównana liga. Kiedyś może taktycznie odstawała, ale teraz kluby z czołówki zatrudniają europejskich fachowców na stanowiskach trenerskich lub dyrektorów sportowych. Wszędzie stawia się na pressing, na odbiór piłki, na dyscyplinę taktyczną. A tym, którzy mówią, że nie można się tutaj wybić niech posłuży przykład młodego Alphonso Daviesa, który pograł w MLS dwa sezony i trafił do Bayernu Monachium za 13.5 mln dol.
Jakie masz plany na nadchodzący sezon? Ile goli i asyst - bo przecież Amerykanie lubują się w punktacji kanadyjskiej - będziesz mieć na koniec 2019?
KP: Z asystami to nie wiem, ale chciałbym strzelić 15 goli. Wiem, że aby to osiągnąć muszę wypracować chemię z pomocnikami, którzy tutaj prezentują świetny poziom. Jest przecież reprezentant Bośni Haris Medunjanin, jest kadrowicz USA Alejando Bedoya, który grał m.in. w Nantes czy Glasgow Rangers. Jest Fafa Picault, który spędził dwa sezony w St. Pauli. Wreszcie jest też niesamowity Ilsinho, który w 2008-09 sięgnął po Puchar UEFA z Szachtarem Donieck. Ma 33 lata, ale jego startu do piłki i jej opanowania pozazdrościć może mu każdy. Wydaje mi się, że mamy najlepszą linię środkową w całej lidze. W takim towarzystwie możemy powalczyć nie tylko o playoffs, ale i o MLS Cup.
Rozmawiał: Tomasz Moczerniuk



Leave a Comment