SPORT, WYWIADY, POLONIA

Szczęśliwe zwycięstwo Red Bulls

W wywiadach przed sezonem BWP nie zapowiadał
walki o koronę króla strzelców, ale 5 goli
w ostatnich 3 meczach sprawiło, że znalazł się w
gronie liderów tej klasyfikacji (prowadzi Clint
Dempsey z 8 golami). Foto: Danny Blanik
Po słabym początku sezonu futbolowi bogowie zaczynają wysyłać promienne uśmiechy w kierunku nowojorskich Red Bulls. W ubiegłą niedzielę jubilat Henry i spółka wywieźli trzy punkty z gorącego Dallas, mimo iż wygrana zupełnie im się nie należała.

Red Bulls jechali do lidera Konferencji Zachodniej z zamiarem podtrzymania passy trzech meczy bez porażki. Zadanie miał ułatwić im brak Mauro Diaza i Michela - kluczowych graczy w jedenastce z Teksasu - a także fakt, że przez ponad 80 minut grali z przewagą jednego zawodnika. Już w 10.min Je-Vaughn Watson brutalnie kopnął Tima Cahilla i arbiter Edwin Jurisevic wyrzucił pomocnika gospodarzy z boiska.

Wydawało się, że taki obrót rzeczy zachęci gości do ataków i poszukiwań gola mającego dać im trzy punkty. Tymczasem lejący się z nieba żar - mecz toczył się przy ponad 30-stopniowym upale - sprawił, że nowojorczykom po prostu nie chciało się biegać po boisku.

Dużo lepiej natomiast prezentowali się grający w osłabieniu gospodarze i to oni powinni objąć prowadzenie. W 59.min Cahill powalił w polu karnym szarżującego Danny Garcię i sędzia podyktował już 6. w tym sezonie jedenastkę przeciwko nowojorczykom. Luis Robles, który wcześniej 5-krotnie wyciągał piłkę z siatki tym razem świetnie wyczuł intencje reprezentanta Panamy Blasa Pereza i sparował strzał na rzut rożny.

Niewykorzystana okazja zemściła się 20.min przed końcem spotkania. Dax McCarty prostopadłym podaniem uruchomił kompletnie niewidocznego do tej pory Thierry Henry'ego, który wygrał pojedynek biegowy z obrońcą i stanął oko-w-oko z Raulem Fernandezem. I kiedy wydawało się, że rozgrywający 100. mecz ligowy w barwach Red Bulls Francuz będzie strzelać on zgrał piłkę do środka do Bradley Wright-Phillipsa, który nie zmarnował szansy. Był to 6. gol w sezonie Anglika, który w ubiegłym tygodniu został wybrany Player of the Week.

Gracze z Teksasu nie mieli sił, aby się podnieść i powalczyć o wyrównującą bramkę. Red Bulls wymęczyli zwycięstwo, które pozwoliło im dołączyć do prowadzących w tabeli New England Revolution i Sportingu Kansas. Kolejna okazja na przedłużenie dobrej passy już w sobotę o 7 wieczorem na Red Bull Arena, dokąd przyjedzie Chicago Fire - jedyny w MLS zespół, który nie odniósł jeszcze ani jednego zwycięstwa. Bilety: tickets.newyorkredbulls.com

MLS Regular Season
4 maja 2014, 15:00
Toyota Stadium – Frisco, Texas

FC Dallas - New York Red Bulls 0:1 (0:0)
0:1 - Bradley Wright-Phillips 6 (Thierry Henry 3, Dax McCarty 1) 71’

FC Dallas (5-3-1, 16 pts.): Raul Fernandez, Andrew Jacobsen, Walker Zimmerman, Matt Hedges, Jair Benitez (Moises Hernandez 69’), Hendry Thomas, Victor Ulloa, Je-Vaughn Watson (Ejected 10’), Danny Garcia (David Texeira 75’), Fabian Castillo, Blas Perez (Tesho Akindele 79’)

New York Red Bulls (3-2-5, 14 pts.): Luis Robles, Kosuke Kimura, Armando, Jamison Olave, Roy Miller (Ibrahim Sekagya 84’), Lloyd Sam (Jonny Steele 70’), Dax McCarty, Tim Cahill (Peguy Luyindula 61’), Eric Alexander, Bradley Wright-Phillips, Thierry Henry

Sędziował: Edvin Jurisevic
Czerwona: Je-Vaughn Watson
Żółte: Henry, Sam, Castillo, Ulloa

Tabela wschodu: 

1. Sporting Kansas City          8 14 4-2-2  11:6  +5
2. New England Revolution    9 14 4-2-3  9:10  -1
*3. New York Red Bulls       10 14 3-5-2 14:12 +2
4. Columbus Crew                 8 12 3-3-2 10:9 +1
5. DC United                         8 11 3-2-3 12:11 +1
6. Houston Dynamo               9 11 3-2-4 12:14 -2
7. Toronto FC                       7 9 3-0-4 7:9 -2
8. Philadelphia Union            10 8 1-5-4 10:13 -3
9. Montreal Impact                8 6 1-3-4 7:14 -7
10. Chicago Fire                    8 6 0-6-2 12:14 -2

* do playoffs awansuje 5 najlepszych drużyn

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.