 |
Przedmeczowy hymn wykonany
został przez Davida Bryana z Bon J |
Komplet widzów na Red Bull Arena obserwowało zasłużone zwycięstwo piłkarzy Red Bulls Nowy Jork nad liderem ligi MLS LA Galaxy. Beckham i spółka nie zachwycili, ale oni – w przeciwieństwie do walczących o udział w play-offs gospodarzy - wygrać nie musieli. Podopieczni Hansa Backe zagrali skutecznie w obronie zachowując po raz trzeci w ostatnich pięciu meczach czyste konto. O ofensywę po raz kolejny zadbał natomiast duet Henry-Rodgers, który zdobył już w tym sezonie 23 bramki.
 |
Kibice gospodarzy wreszcie zobaczyli
dobrze grających gospodarzy |
Mecz z najlepszą w całej lidze ekipą był dla piłkarzy z Nowego Jorku niczym spotkanie w play-offs. Na trzy kolejki przed końcem rundy zasadniczej zajmowali oni bowiem ostatnie premiowane awansem do fazy pucharowej miejsce w tabeli wyprzedzając Portland Timbers tylko lepszą różnicą bramek. Podopieczni Hansa Backe musieli zgarnąć komplet punktów, aby ich sezon nie zakończył się przedwcześnie.
Drużyna z Los Angeles, prowadzona przez słynnego trenera Bruce Arenę, grała w zasadzie już tylko o pietruszkę. Udział w playoffs zapewniła sobie dawno temu i raczej na pewno, po raz drugi z rzędu, zdobędzie Supporter’s Shield dla najlepszego zespołu w sezonie zasadniczym (obecnie ma 7-mio punktową przewagę nad Seattle Sounders). LA grają jeszcze na drugim froncie: w Lidze Mistrzów CONCACAF, w której już raz triumfowali w roku 2000. Również w tych rozgrywkach mają dużą szansę na awans do kolejnej rundy.
 |
| Główny faworyt do wygrania ligi MLS - LA Galaxy |
Stawka spotkania nieco zdeprymowała gospodarzy, którzy wyszli na boisko skoncentrowani, ale oddali inicjatywę gościom. „Przez pierwsze 15-20.min graliśmy bojaźliwie i ze zbyt wielkim respektem dla rywala” – powiedział po spotkaniu trener Hans Backe. Gracze Galaxy, którzy nie przegrali w lidze od 3 sierpnia grali składnie i z polotem, mimo iż w ich szeregach zabrakło kontuzjowanego Landona Donovana oraz Robbie Keana powołanego na zgrupowanie kadry Irlandii przed eliminacyjną potyczką z Armenią.
 |
Zrelaksowany Sir David cierpliwie
odpowiadał na pomeczowe pytania. |
Grały jednak inne gwiazdy z Davidem Beckhamem na czele. Występujący na pozycji defensywnego pomocnika Anglik poruszał się po boisku dosyć leniwie, ale kilkakrotnie długimi podaniami próbował uruchomić partnerów z ataku. Sporo kłopotów sprawiały byłemu graczowi Manchesteru United śliska murawa, a także... publiczność, która każde jego podejście do piłki kwitowała głośnymi gwizdami. W 14.min ładnym strzałem z dystansu popisał się Brazylijczyk Juninho, ale Franck Rost zdołał wybić piłkę. W 27.min kombinacyjną akcję przeprowadzili Todd Dunivant i Chad Barrett, ale strzał byłego kolegi klubowego Tomasza Frankowskiego o centymetry minął bramkę gospodarzy.
 |
Czy David Beckham jest zmęczony
grą w MLS? |
Po upływie pół godziny nowojorczycy wyszli na prowadzenie. W 31.min piłkę z rzutu rożnego wrzucał mocno krytykowany ostatnio Rafa Marquez. Głową ładnie strzelił na bramkę Tim Ream, ale Donovan Ricketts instynktownie odbił piłkę przed siebie. Na szczęście dla Red Bulls z dobitką zdążył Luke Rodgers, który z woleja wpakował piłkę pod poprzeczkę. Był to 9. gol w sezonie sympatycznego Anglika, który wyrasta na ulubieńca publiczności. „To była ważna bramka, kto wie czy nie najważniejsza w całym roku.” – tak podsumował swoją zdobycz Rodgers – „Gramy coraz lepiej i czujemy, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym.”
W 38.min powinno być 2:0. Joel Lindpere przechwycił niedbałe podanie Beckhama i popędził na bramkę. Zagrał do środka, gdzie stał Thierry Henry. Francuz zdołał odwrócić się z piłką i odegrać na 6.metr do zupełnie nieobstawionego Rodgersa. Były gracz Notts County zupełnie zmylił Rickettsa posyłając go w przeciwległy róg, ale jego strzał ku rozpaczy kibiców trafił w słupek.
 |
| Becks nie mógł być zadowolony ze swojej gry |
 |
Kibice w NY nie kryją
sympatii do Becksa. |
Druga połowa do złudzenia przypominała początek pierwszej. Znowu optyczną przewagę i więcej z gry mieli goście. Beckham – przy przeraźliwym buczeniu - kilkakrotnie groźnie wstrzeliwał piłkę w pole karne z rzutów rożnych, ale gola znowu strzelili gospodarze. W 59.min Marquez pięknym prostopadłym zagraniem uruchomił Henry’ego. Francuz najpierw przepchnął obrońcę Galaxy, a potem ze stoickim spokojem przerzucił piłkę nad wychodzącym z bramki golkiperem z Jamajki. Tym trafieniem Francuz zrównał się w tabeli najskuteczniejszych strzelców z byłym graczem Red Bulls Dwayne DeRosario (14 goli). Dla Marqueza była to piąta asysta w sezonie, ale zaledwie druga, w której podawał do Henry’ego! Przed sezonem wydawało się, że ten tandem będzie postrachem całej ligii, ale o ile Francuzowi nie można zbyt wiele zarzucić (14 goli i 4 asysty) to reprezentant Meksyku spisuje się poniżej możliwości. Kilka tygodni temu spadła na niego fala krytyki po tym jak w otwarty sposób stwierdził, że jego partnerzy z obrony nie dorastają mu do pięt. Działo się to po meczu z Realem Salt Lake, w którym były gracz Barcelony był jednym z głównych winowajców porażki 1:3. Od dwóch spotkań coach Backe ustawia Marqueza na środku pomocy i ten odwdzięcza się solidniejszą grą i kluczową asystą, która nie mogła nadejść w lepszym momencie.
 |
Dwaj najdroźsi piłkarze
MLS mimo kilku ostrych
spięć na boisku
dalej się kochają |
Po tym ciosie z Galaxy uszło powietrze. Arena próbował coś zmienić wprowadzając na boisko Adama Cristmana i przesuwając Beckhama bliżej bramki gospodarzy. Obaj panowie mieli swoje szanse, ale strzał głową Cristmana był niecelny, a uderzenie Sira Davida z rzutu wolnego w ładnym stylu obronił niemiecki golkiper. „Mieliśmy swoje szanse w tym spotkaniu, ale brakowało nam wykończenia.” – skwitował nieskuteczność swoją i kolegów Beckham. „Zależy nam na zdobyciu Supporter’s Shield, dlatego dziś też chcieliśmy wygrać. Nie udało się.”
Red Bulls mogli potroić swoją przewagę w 80.min, kiedy bardzo aktywny i waleczny Henry odebrał piłkę obrońcy i niczym gazela popędził na bramkę LA. Wydawało się, że gol jest nieunikniony, ale podkręcona piłka uderzyła w słupek. Gospodarze do końca kontrolowali przebieg spotkania i LA musiało po raz czwarty w tym sezonie doznać goryczy porażki.
 |
Frank Rost zachował czyste konto,
a ten oto kibic zachował jego
meczową koszulkę |
Dzięki zwycięstwu Red Bulls przeskoczyli w tabeli Houston Dynamo, ale ich występ w play-offs w dalszym ciągu stoi pod znakiem zapytania. O wszystkim zadecydują dwa ostatnie mecze: 15 października w Kansas ze Sportingiem oraz u siebie z Philadelphia Union pięć dni później. Losy obu tych drużyn także nie są jeszcze przesądzone, dlatego emocji zapewne nie zabraknie.
32 kolejka MLS:
4 Październik 2011, 20:00
Red Bull Arena, Harrison, NJ
Red Bulls New York – LA Galaxy 2:0 (1:0)
1:0 – Luke Rodgers 9 (32.min)
2:0 – Thierry Henry 14 (Marquez 5 – 59.min)
LA Galaxy -- Donovan Ricketts, Frankie Hejduk (Bryan Jordan 46), Omar Gonzalez, A.J. DeLaGarza, Todd Dunivant, Michael Stephens, David Beckham, Juninho (Adam Cristman 71), Paolo Cardozo, Miguel Lopez (Hector Jimenez 65), Chad Barrett.
Trener: Bruce Arena
New York Red Bulls -- Frank Rost, Jan Gunnar Solli, Stephen Keel, Tim Ream, Roy Miller, Dane Richards (Mehdi Ballouchy 89), Rafael Marquez (Dax McCarty 82), Teemu Tainio, Joel Lindpere, Luke Rodgers, Thierry Henry.
Trener: Hans Backe
Sędziował: Jair Marrufo
Żółte: Hejduk (13, faul), Lindpere (34, zagranie ręką), A.J. DeLaGarza (45, faul)
Widzów: 25186
text: Tomek Moczerniuk (email Tomek)
foto: Danny Blanik (email Danny)
Leave a Comment