Beckham: „Jestem szczęśliwy w LA”
![]() |
| Mimo porażki z Red Bulls LA Galaxy dalej są najlepszą drużyną w MLS |
W waszym ostatnim meczu doznaliście zaledwie czwartej porażki w sezonie. Jak to się stało, że Red Bulls, którzy walczą o playoffs wygrali z najlepszą ekipą w MLS?
DB: W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, szczególnie na początku: mieliśmy przewagę i utrzymywaliśmy się przy piłce. Jeśli ma się taką przewagę to trzeba ją wykorzystać. My tego nie zrobiliśmy. W dużej mierze była to zasługa Red Bulls, którzy naprawdę bardzo się napracowali się w tym meczu. Przeciwstawili nam ciężkie warunki, ale nie należy się temu dziwić, bo to ekipa, która walczy o życie, o grę w fazie pucharowej. Zagrali walecznie i konsekwentnie: pozwolili nam na prowadzenie gry tylko czekając na to, żeby nas ukąsić z kontrataku. Dlatego gratuluję im zwycięstwa, ale porażka - tak jak zwykle - jest dla nas rozczarowaniem. Nie usprawiedliwia nas nawet to, że jesteśmy trochę zmęczeni po ostatnich występach w MLS i Lidze Mistrzów CONCACAF.
Czy myślisz, że brak Donovana (kontuzja – przyp. TM), Robbiego Keane (wyjazd na kadrę – przyp. TM) oraz innych weteranów wpłynął na rezultat?
DB: Borykamy się z tym przez cały sezon. W kilku meczach brakowało nam kluczowych zawodników, ale mimo to udało się nam uzyskać korzystny wynik. Mecz z Red Bulls był jednak naprawdę ciężki. Nowy Jork to miejsce, gdzie ciężko o dobrą grę i punkty. Dlatego musimy wyciągnąć z tej porażki pozytywne wnioski, czyli n.p. to, że w pierwszej połowie to my dyktowaliśmy warunki. Zabrakło tylko kropki nad i.
Thierry Henry kilkakrotnie posłał Cię na ziemię po ostrym starciu – czy macie ze sobą na pieńku?
DB: Nie, Thierry i ja jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. To futbol, więc ostre spięcia się zdarzają. Thierry jest profesjonalistą i wybitnym graczem, a gra przeciwko niemu jest dla mnie zawsze wielkim przeżyciem.
![]() |
| Oto człowiek, który zarabia $6.5 miliona za sezon i do którego wzdycha dziesięć razy więcej kobiet. |
DB: Za każdym razem kiedy gramy w Nowym Jorku jesteśmy gotowi do walki, bo Red Bulls to drużyna, która nie odpuszcza. Wiedzieliśmy, że są w nieciekawej sytuacji, że muszą nas pokonać, więc zdawaliśmy sobie sprawę, że będą walczyć. I tak właśnie było, a w efekcie tej walki nas pokonali. Mając w swoich szeregach kilku szybkich graczy czyhali na okazje do kontry, które maksymalnie i skutecznie wykorzystali.
Wspomniałeś o braku kropki nad i – czego tak naprawdę wam zabrakło?
DB: Mieliśmy kilka dobrych okazji, których nie wykorzystaliśmy – to wszystko. Kiedy masz taką przewagę jaką przez większą część meczu mieliśmy my musisz ją wykorzystać, musisz sprawić, żeby piłka znalazła się w bramce. Oni stworzyli sobie jedną okazję, zdobyli gola i od tamtego momentu nabrali wiary, że mogą nas pokonać. Zaczęli grać pewniej i skuteczniej.
Ostatnio mówi się o tym, że trener PSG Leonardo chciałby mieć Ciebie w swojej drużynie. Jak zapatrujesz się na grę w Paryżu?
DB: Uwielbiam Leonardo. Zawsze doskonale się z nim rozumiałem: obojętnie czy kiedy był dyrektorem technicznym w Milanie czy już później jako mój szkoleniowiec. Jest wielkim trenerem i wspaniałym człowiekiem. Bardzo mi to schlebia, że interesuje się moją osobą i chciałby, abym dołączył do jego drużyny w Paryżu, ale obecnie jestem graczem Galaxy. Mieszkam w Los Angeles, podoba mi się to miasto i nadal będę tam grał.
A co myślisz o obecnej sytuacji w PSG? Czy od zastrzyku katarskich pieniędzy nie zawróci im się w głowie?
DB: Uważam, że to ekscytujące, że w końcu wielkie rzeczy dzieją się we francuskich klubach. To wspaniałe, że PSG ma pieniądze na to, aby ściągnąć do siebie Leonardo i tylu utalentowanych graczy. To bardzo interesująca mieszanka.
To Twój ostatni rok z pięcioletniego kontraktu z LA. Co zrobisz, jeśli włodarze klubu go nie przedłużą?
DB: Zobaczymy. Zawsze mówiłem sobie: poczekaj do końca sezonu, zobaczysz jak się będziesz czuł fizycznie i dopiero wtedy zadecydujesz. Nigdzie mi się nie spieszy, dlatego koncentruję się na trwającym sezonem. Udział w playoffach mamy zapewniony, ale najpierw czekają nas jeszcze dwa mecze sezonu zasadniczego, więc to im poświęcam najwięcej uwagi. O resztę będę się martwić potem.
Czy Twoja rodzina będzie miała wpływ na to, gdzie ostatecznie wylądujesz?
DB: Oczywiście – moja rodzina jest dla mnie na pierwszym miejscu. Ważne jest więc, gdzie jest im wygodnie, gdzie czuja się dobrze. Ja po prostu podporządkuję się ich woli. Moje dzieci już od 5 lat uczęszczają do szkół w Los Angeles, a przecież wiadomo jak ważna w tym okresie jest stabilizacja. Nie zrobię niczego pochopnie.
![]() |
| Nie wszyscy jednak Becksa kochają |
DB: Nie chciałbym się na ten temat wypowiadać, bo przecież Rio jest nadal związany kontraktem z Manchester United. To bardzo dobry piłkarz, kibice go uwielbiają. Słyszę to jej plotce po raz pierwszy i naprawdę nie chcę komentować, ale jako były gracz Manchester United wolałbym, żeby nadal grał dla Man U.
Sezon zasadniczy MLS dobiega końca. W jakiej dyspozycji fizycznej się znajdujesz?
DB: Po meczu z Red Bulls jestem lekko obolały, tym bardziej, że w ubiegły weekend mieliśmy jeszcze ciężką przeprawę z Realem Salt Lake. Do tego dochodzi zmęczenie podróżą samolotami, ciągłe zmiany stref czasowych. Nie jestem w tym osamotniony – kilku chłopaków też jest przemęczonych, kilku innych coś pobolewa. W meczu z Red Bulls kontuzji doznał Juninho, paru chłopaków też narzeka na drobne urazy. Na szczęście teraz czeka nas przerwa na reprezentację, więc mamy kilka dni na regenerację sił przed derbowym meczem z Chivas USA.
Jak ważne dla klubu jest zdobycie Supporter’s Shield (trofeum dla najlepszej ekipy w sezonie zasadniczym – przyp. TM)?
DB: To z pewnością jeden z celów, który jest ważny i na zdobycie którego liczy klub. Zawsze staramy się wygrać jak najwięcej meczów w sezonie i w ubiegłych latach wychodziło nam to naprawdę dobrze. Ale nie jestem przekonany, czy zdobycie tego trofeum przełoży się na to co się stanie w playoffs, bo przecież w ubiegłym roku też byliśmy pierwsi w tabeli po sezonie a mistrzostwo przypadło klubowi, który zakwalifikował się do fazy pucharowej jako ostatni (Colorado Rapids – przyp. TM). Sezon zasadniczy i playoffs rządzą się swoimi prawami. Wiadomo jednak, że do fazy pucharowej chcemy przystąpić w komfortowej sytuacji, więc jeśli pokonamy Chivas to tarcza będzie nasza. A chcemy ich pokonać nie tylko z tego względu (są to derby LA – przyp. TM).
Czy przeglądanie ofert z Europy nie sprawia Ci kłopotu i czy nie wpływa źle na drużynę?
DB: Nie, nie ma to żadnego negatywnego wpływu na drużynę. Mi też to nie przeszkadza – wręcz odwrotnie, bardzo mi to schlebia, kiedy interesują się mną znane kluby. Zresztą czasem są to zwykłe plotki, do których nie przykładam wagi. Kiedy n.p. występowałem w Realu Madryt co roku przymierzano mnie do gry w Chelsea. Nauczyłem się nie traktować tego na serio. Jestem teraz graczem Galaxy, kocham grać dla Bruce Areny, dobrze mi się współpracuje z moimi partnerami – jestem tutaj szczęśliwy.
Czy możesz nawiązać do świetnej postawy Manchester United w Premiership? Skąd Sir Alex bierze tych wspaniałych, młodych piłkarzy?
DB: Sir Alex Ferguson zawsze potrafił to robić, to cała tajemnica jego warsztatu. On wie doskonale, kiedy należy przeprowadzić zmianę pokoleń, przeczuwa kiedy drużyna się starzeje i daje wtedy szansę młodym graczom. Jako były gracz Manchesteru i ich wierny kibic bardzo się cieszę, że tak się dzieje, że formuła Fergusona znowu zadziałała. Udało mu się stworzyć mieszankę ze świeżych graczy i piłkarzy, którzy na Old Trafford występują już kilka lat. To wspaniałe i niesamowite.
Którego gracza młodego pokolenia mógłbyś wyróżnić?
DB: Jest ich wielu: Danny Wellbeck strzela dużo goli, Chicharrito gra bardzo solidnie. Naprawdę to wspaniałe, że kibice Man U mogą podziwiać w akcji tak wielu utalentowanych i finezyjnie grających piłkarzy. Ja osobiście życzę im wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że wygrają w tym roku wszystko co możliwe.
text: Tomek Moczerniuk (email Tomek)
foto: Danny Blanik (email Danny)





Leave a Comment