SPORT, WYWIADY, POLONIA

Boks: Bolesna porażka Diablo, zwycięstwa Masternaka i Sulęckiego w Newark

Nasz mistrz na deskach po raz pierwszy w karierze.
Nie udał się powrót do Stanów Zjednoczonych Krzysztofowi Włodarczykowi. 36-letni Diablo nie sprostał w nocy z soboty na niedzielę mistrzowi świata Rosjaninowi Muratowi Gassijewowi na gali w amerykańskim Newark w stanie New Jersey. Walka trwała niecałe trzy rundy, a nasz rodak przegrał przez nokaut po raz pierwszy w karierze. Lepiej spisali się pozostali Polacy - Mateusz Masternak i Maciej Sulęcki, którzy wygrali swoje pojedynki.

World Boxing Super Series to turniej boksu zawodowego, którego organizatorem jest szwajcarska firma Comosa AG. Do toczącej się w dwóch kategoriach wagowych - junior ciężkiej oraz super średniej - rywalizacji o łączną pulę 50 milionów dol oraz trofeum noszące miano Muhammada Ali zaproszono czołowych bokserów świata z różnych federacji w tym jednego Polaka: Krzysztofa Diablo Włodarczyka. "Cieszy nas to, że znaleźliśmy się w tym prestiżowym gronie. Cała organizacja i pomysł z uhoronowaniem jednego mistrza są właśnie tym, czego potrzeba dziś w boksie." - stwierdził trener Polaka Fiodor Łapin.

W swojej pierwszej, będącej równocześnie ćwierćfinałową, potyczce 36-letni Polak zmierzył się z Rosjaninem Muratem Gassijewem. Walka odbyła się w niedzielę nad ranem polskiego czasu w Prudential Center w Newark w stanie New Jersey.

Obaj rywale weszli do ringu przy głośnym dopingu swoich kibiców. W Prudential Center przeważali Polacy, ale nie brakowało biało-czerwono-żółtych flag Osetii Południowej. "Dziękuję za wsparcie, byłem dumny z tego, że jestem Polakiem. Fajnie jest czuć przy sobie obecność ludzi, którzy są z tobą bez względu na to czy wygrywasz czy przegrywasz." - powiedział Diablo.

W pierwszych dwóch rundach zdecydowanie przeważał ubrany na żółto i czerwono (włącznie z butami i rękawicami) Gassijew. Spychany do narożników Polak chował się za podwójną gardą i rzadko ruszał do ataku. "Wiedziałem, że jest dobry i byłem na to przygotowany. Oglądałem jego walkę z Lebiediewem, podczas której w siódmej czy ósmej rundzie wyraźnie osłabł. Dlatego nie chciałem się od razu eksploatować i czekałem na mój moment, który miał nadejść w drugiej połowie." - powiedział były dwukrotny mistrz świata.

Ten plan w trzeciej rundzie pokrzyżował mu noszący przydomek "Iron" Rosjanin, który kilkakrotnie przedarł sie przez obronne zasieki naszego rodaka. Widać było, że jego ciosy zrobiły na naszym zawodniku spore wrażenie. Wreszcie po jednej z kombinacji na głowę Gassijew zadał cios na korpus, po którym Diablo padł na deski i sędzia główny nie pozwolił na wznowienie walki. "Podczas treningów zadawałem mnóstwo takich ciosów. A podczas walki po prostu słuchałem rad płynących z mojego narożnika." - skromnie podsumował swój zwycięski cios Rosjanin.

Porażka Włodarczyka była bardzo bolesna, bo po raz pierwszy uległ on przez nokaut. "Myśleliśmy, że Włodarczyk przetrwa dłużej. Szkoda, że nie zmusił mojego zawodnika do większego wysiłku." - tak wiktorię swojego podopiecznego skomentował Abel Sanchez. "Ciężko podsumować taką walkę, bo zakończyła się ona zanim się zaczęła. Szkoda, że do jej rozstrzygnięcia wystarczył jeden cios, który przerabialiśmy na treningach mnóstwo razy. Nie udało się wykorzystać tego, że Gassijew był jak zwykle sztywny w tułowiu i bardzo pewny siebie. Krzysztof ma czym uderzyć, ale tym razem zabrakło podjęcia ryzyka." - dodał Łapin.

W styczniowym półfinale Gassijew zmierzy się z Kubańczykiem Yunierem Dorticosem, który był obecny nie tylko na walce, ale i uczestniczył w konferencji prasowej. Co czeka Włodarczyka, który za występ zainkasował 400 tys. dol? "Na razie jestem załamany i przepraszam kibiców oraz siebie. Wracam do domu, do rodziny. Kiedy wznowię treningi to muszę przede wszystkim popracować nad odpornością na ciosy."

Masternak i Sulęcki na plus

Dużo lepiej zaprezentowali się Mateusz Masternak i Maciej Sulęcki. Ten drugi wygrał na punkty z urodzonym w Ekwadorze i reprezentującym Niemcy Jackiem Culcay-Kethem. Walka była toczona w szybkim tempie i nie brakowało w niej efektownych wymian ciosów. Polak zyskał jednogłośną przychylność sędziów i mógł cieszyć się z odniesienia 26. zwycięstwa w karierze.

Pochodzący z Wrocławia Masternak nie dał szans urodzonemu w Albanii, ale startującemu pod nowojorską banderą Stivensowi Bujajowi. Tylko w pierwszej rundzie Polak oddał inicjatywę przeciwnikowi, który nie kwapił się do zdecydowanych ataków. Od drugiej rundy Masternak konsekwentnie budował sobie przewagę i częstował rywala kombinacjami na głowę i tułów. W 7. rundzie Bujaj po jednym z ciosów naszego rodaka upadł na kolana i choć dotrwał do gongu sędziowie nie pozwolili mu na kontynuowanie zawodów.

"Cieszy mnie to, że mogłem znów pokazać się w Stanach, gdzie boks stoi na najwyższym poziomie i gdzie chciałbym rozwijać swoją karierę. Wygrana teź cieszy, choć to nie była łatwa walka. Rywal cały czas próbował wciągać mnie w pułapki, musiałem cały czas być maksymalnie skoncentrowany. Każdy mój atak był opatrzony ryzykiem mocnej kontry, a jest to pięściarz, który potrafi uderzyć. Wiem, bo kilka lat temu z nim sparowałem. Ale odrobiłem zadanie domowe, Bujaj nie mógł mi dotrzymać kroku i w miarę upływu czasu widziałem w jego oczach coraz większą frustrację."

Diablo po walce:

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.